platforma blogowa portalu głos koszaliński

Mroku i jego płyta „Wypijmy za puenty”

W tekście najważniejsze jest zakończenie, puenta – z takiego założenia wyszedł koszaliński muzyk Mroku. W ten sposób powstała jego nowa płyta zatytułowana „Wypijmy za puenty”.

Mroku / fot. Piotr Lech

Skojarzenie utworem „Wypijmy za błędy” wykonywanym przez Ryszarda Rynkowskiego wydaje się oczywiste, jednak to dwa zupełnie inne muzyczne światy. Jarosław Mroczek, który kryje się za pseudonimem Mroku, to raper i producent muzyczny z ponad 20-letnim stażem. Pierwsze utwory pisał w 1997 roku, udzielał się w składach Bla-Bla i Dawne Dni, a w mijającym tygodniu premierę miał jego dziewiąty solowy album, który stworzył praktycznie sam.

– Po raz pierwszy wyprodukowałem cały album, choć w niektórych podkładach wspomógł mnie Mahyn, producent, z którym od lat tworzę – przyznaje Mroku. – Do tego odpowiadam za całość brzmienia, miks i mastering. To było wielkie wyzwanie i ciężka praca.

Niełatwe musiało być samo pisanie tekstów. Wiadomo bowiem, że Mroku na słowo zwraca szczególną uwagę, każda z jego ostatnich płyt ma ściśle określoną koncepcję, której raper się trzyma tworząc kolejne utwory. Tym razem tematem głównym okazała się pojawiająca się w tytule albumu puenta. Dlaczego to było dla niego takie ważne? – Zakończenia są istotne, twórczość powinna zaskakiwać – odpowiada Jarosław Mroczek. – Może nie każda puenta na tym albumie jest mocna i zmienia jego odbiór, niemniej starałem się w każdym, by utrzymać konwencję.

W internecie, na portalu YouTube pojawiły się już trzy utwory z premierowego albumu. To „Odwaga”, „W internecie piszą” i „Najważniejsza lekcja”. Szczególnie ten trzeci zrobił olbrzymie wrażenie na słuchaczach. Mroku opowiada w nim bowiem o swojej Mamie, która niedawno odeszła. Napisanie tak osobistego utworu musiało wymagać nie lada odwagi. – Nie wiem, czy to kwestia odwagi, czy potrzeby zrzucenia z siebie choć grama ciężaru – zastanawia się muzyk. – Nie ukrywam, że nie było łatwo go nagrać i stworzyć do niego klip. To był bardzo trudny rok dla mnie i moich bliskich. Nagła diagnoza – glejak mózgu IV stopnia zwaliła z nóg, Mama po półrocznej walce odeszła. Sam do końca jeszcze w to nie wierzę, stąd ten utwór, ale na pewno nie ostatni, na kolejne przyjdzie jeszcze czas.

Warto dodać, że do płyty „Wypijmy za puenty” dodawany jest także inny album Mroka – „Od sceny do sceny” z 2004 roku. – To w głównej mierze efekt próśb słuchaczy, bo album w wersji fizycznej był zrobiony w bardzo małym nakładzie, ok. 50 sztuk. Mimo, że od jego powstania minęło 16 lat, to nadal wydaje mi się ciekawą pozycją. Jest na nim kilka znakomitych utworów jak choćby „Plotka”, czy „Umrzemy młodo”, które równie dobrze mógłbym nagrać w tym roku i nadal świeżo by brzmiały – przyznaje Mroku.

Przypomnijmy, że koszaliński muzyk już po nagraniu swojego ostatniego albumu „BłęKITibiel” w 2016 roku zaczął wpominać, że bierze się za przygotowanie płyty, której tytuł miał brzmieć „Drobne zgrzyty”. Tymczasem do dziś się nie pojawił.

– Pracę nad tym albumem zacząłem bodajże w 2017 roku, miałem na niego konkretną wizję, ale niektóre z powstających utworów zaczęły od niej odbiegać. Tak powstał w 2018 roku album „Fantazja”, a następnie „Wypijmy za puenty”. Teraz powoli wracam do kontynuowania prac nad „Drobnymi zgrzytami”. Pół albumu mam nagrane, ale by go dokończyć czekam na przypływ weny. To trochę potrwa – zdradza swoje muzyczne plany Mroku.

autor: Mariusz Rodziewicz

Komentowanie wpisu jest wyłączone.