platforma blogowa portalu głos koszaliński

Archiwum: 23 października 2019

Początki i rozwój Generacji w Koszalinie. Tak muzycy wspominają przeglądy muzyki rockowej

Rockowy festiwal z niemal 40-letnią tradycją był głównym bohaterem 2. spotkania „Z archiwum koszalińskiego rocka”, które w piątek zorganizowane zostało w Mediatece Koszalińskiej Biblioteki Publicznej.

Fot. Radek Koleśnik

Głód muzyki

Spotkanie rozpoczęło się od odczytania wspomnień Jacka Paprockiego, muzyka z Koszalina mieszkającego i pracującego obecnie w Warszawie, który organizował pierwszą Generację. W 1982 roku grał w zespole Slang, którego próby odbywały się Miejskim Ośrodku Kultury. – W związku z tym, że odszedł instruktor i nie można było korzystać z sali prób zaproponowałem dyrektorowi Tomaszewskiemu siebie na instruktora (miałem weryfikacje muzyczne). Zgodził się. Oczywiście chodziło mi tylko o próby Slangu, ale jak to już bywa, jako pracownik MOK musiałem robić też inne rzeczy – napisał. – Rok wcześniej ktoś chyba robił jakiś przegląd zespołów w MOK. Tak przynajmniej pamiętam. My, jak wszystkie młode zespoły, chcieliśmy gdzieś wystąpić więc udałem się z projektem rockowego przeglądu do Dyrekcji. Dyrekcja powiedziała, że mogę robić, ale nie dostanę na to ani grosza. Wymyślaliśmy z chłopakami nazwę – no bo jak przegląd bez nazwy, nazwa najważniejsza. Wygrała „Generacja”. Ludzi przyszło kilkaset, bardziej pod tysiąc niż pięćset – tak pamiętam. Dla nas organizatorów i występujących to był tłum. Taki był głód muzyki.

Słowa te potwierdził od razu Henryk Rogoziński, muzyk wielu koszalińskich kapel. – Zaczynałem z Innowacją, potem były Piekielne Wrota. Pamiętam, że faktycznie wtedy głód muzyki był wielki. Na pierwszych Generacjach grały przede wszystkim zespoły z Koszalina. Dużo ich było. To była wielka mobilizacja, muzycy się ze sobą mieszali i grali – opowiadał. – Było na przykład tak, że jeden basista mógł grać nawet w pięciu zespołach. Jedna grupa schodziła, druga wchodziła, a on zostawał na scenie, bo grał w obu.

Jak wspominali muzycy, na pierwsze Generacje wystarczyło się zgłosić, by zagrać na scenie amfiteatru. – Dochodziło nawet do kuriozalnych sytuacji, że zespoły zawiązywały się nawet w trakcie trwania festiwalu – stwierdził Krzysztof Kretkowski, basista wielu koszalińskich zespołów, np. z I.T.N.O.W? W 2000 roku zdobył pierwsze miejsce na przeglądzie. – Muzycy dogadywali się, coś tam na poczekaniu wymyślali, wchodzili na scenę i grali. A ludzi faktycznie było mnóstwo. Potrafiło być nawet pół amfiteatru.

Kolory dzięki muzyce

Andrzej Kotkowicz, basista zespołu Ten Dollars dodał, że wtedy ludzie przychodzili na każdy koncert muzyki rozrywkowej. Nieważne kto grał. – W radiu można było usłyszeć tylko Irenę Santor i tego typu wykonawców. To były takie trochę czarno-białe czasy, jak ówczesna telewizja. My graliśmy i chcieliśmy zdobyć ten kolor.

– Wydaje mi się, że genezą powstania Generacji były imprezy, organizowane były przez MOK raz, czy nawet dwa razy w roku – próbował przypomnieć sobie gitarzysta Jacek Czubak. – Pod koniec lat 70-tych grałem w zespole Błysk, występowaliśmy na takich imprezach i może gdzieś nawet mam dyplomy z tych przeglądów, bo jakieś drugie, czy trzecie miejsca tam zajmowaliśmy. Potem miałem przerwę przez wojsko i kiedy wróciłem to już organizowana była właśnie Generacja.

Jak można było przeczytać w Głosie Pomorza z 1984 roku (kopie kilku artykułów znalezionych w archiwach uczestnicy spotkania znaleźli na przygotowanych wcześniej kserokopiach) na „miejskim przeglądzie zespołów instrumentalnych i instrumentalno-wokalnych Generacja 84” zorganizowano także konkurs… tańca disco. – To tak zostało nazwane, ale z tego co pamiętam, to chodziło o break dance, który wtedy stawał się coraz bardziej popularny w dyskotekach – uzupełnił Henryk Rogoziński. I dodał: – Pamiętam też, że nie tylko zespoły rockowe wtedy na scenie występowały, ale też grupy wokalne, akustyczne. Ze Szczecinka chyba takie trzy przyjechały.

Dopiero w 1984, bądź 1985 roku do zgłoszenia należało dołączyć nagranie. Jacek Czubak współtworzył wtedy zespół Coda, z którym w koszalińskim przeglądzie wystartował w 1985 roku. – Pierwszego miejsca wówczas nie przyznano, a my zajęliśmy drugie miejsce, więc można powiedzieć, że wygraliśmy tę Generację – wspominał muzyk. – Nagrodą była wtedy sesja nagraniowa w Radiu Koszalin. Na pewno nie były to nagrody pieniężne.

Podczas spotkania można było usłyszeć fragment piosenki Cody pochodzącej z tej sesji. Zabrzmiał także utwór Piekielnych Wrót, który grał muzykę z pogranicza thrash i death metalu. Dźwięki te wywołały uśmiech na twarzach uczestników. – Problem z nami był taki, że organizatorzy nie bardzo chcieli, byśmy występowali na Generacji z naszą muzyką. Nie graliśmy w konkursie, występowaliśmy jako gość specjalny – wspominał Henryk Rogoziński. – Może dlatego, że za bardzo nie rozumiano tej muzyki, szczególnie przekaz tekstowy nie był zrozumiały – żartował Jacek Czubak. Co nie zmieniało faktu, że występy Piekielnych Wrót podobały się publiczności. – Ludzie przed sceną szaleli, nie pozwalali nam zejść ze sceny. Chcieli więcej – przypominał Henryk Rogoziński.

Tu od razu warto przypomnieć, że kiedy pod koniec lat 80-tych na Generacji wystąpił inny thrash / death metalowy zespół z Koszalina – Slaughter, jury uznało, że ze względu na niski poziom artystyczny nie przyznaje pierwszego miejsca. Inne „dziwne” werdykty jury? – Pamiętam taką Generację, mogło to być już na początku lat 2000… Tak, jak w latach 80-tych nie przyznano pierwszego miejsca, tak wtedy aż cztery zespoły to pierwsze miejsce otrzymały. Zaskoczenie było duże. Sam też byłem wśród laureatów z zespołem The Roll’m’ops. Przyznano też wtedy drugie, trzecie miejsce i kilka wyróżnień – przypomniał Daniel Burzyński, koszaliński muzyk, który brał udział w około 10 koszalińskich przeglądach z różnymi zespołami.

Cieć na scenie

W 1987 roku Jacek Czubak z kolegami wystąpił na Generacji z zespołem Ten Dollars. O tym występie wspominał basista grupy Andrzej Kotkowicz. – To był chyba nasz pierwszy występ. Pamiętam, że nasz wokalista, zwany Lulkiem napisał sobie na przedramieniu tekst piosenki. Mieliśmy też takiego członka zespołu, który na niczym nie grał, nie śpiewał, tylko pisał teksty i nas mobilizował. Wymyślił jednak, że też chce wziąć udział w koncercie. Nie powiedział nam tylko, co chce robić – opowiadał muzyk. – My zaczęliśmy grać, a on wyszedł w fartuchu sprzątacza, w bercie z antenką, z miotłą w ręku i zaczął sprzątać scenę.

Potem przyszedł czas na „wyliczankę”. Daniel Burzyński naliczył jedenaście kapel, w których grał. Z kilkoma oczywiście zaprezentował się na koszalińskim przeglądzie. Najbardziej zapamiętał chyba występ w 2001 roku z zespołem Kalosz Laszlo P.P. Grupa założona zaledwie kilka tygodni przed Generacją zaprezentowała „shit rocka”, czyli muzykę pod publiczkę (stąd skrót P.P. w nazwie) i zdobyła trzecie miejsce. – Musieliśmy zrobić duże wrażenie na dziennikarzu, bo więcej miejsca w swoim artykule poświęcił nam, niż zwycięskiej kapeli – zauważył koszaliński muzyk. Kapela założona „na chwilę”, na potrzeby właśnie Generacji istniała wiele lat, nagrała ponad 5 płyt i zagrała dziesiątki koncertów w różnych zakątkach Polski.

Z kolei Radek Czerwiński naliczył aż 15 zespołów. – A na Generacji grałem z zespołami: Kokaina, Big Dick, Iguana 24, Słońhce, Kaboom!, Demon Pazozoo – wyliczał. Z Kokainą grałem w 1992 roku i… udało się. Zajęliśmy pierwsze miejsce. Było to o tyle trudne, że występował wtedy także zespół Harvester, który w owym czasie techniką zabijał, wszystko w ich grze się zgadzało. W obroty wziął nas wtedy instruktor Jacek Czubak. A z Harvesterem pracował wtedy Jacek Barzycki.

Jacek Barzycki i… cała reszta

To nazwisko nie mogło nie pojawić się przy okazji wspomnień o Generacji. Ten koszaliński gitarzysta, znany przede wszystkim z zespołu Gdzie Cikwiaty, najpierw – w 1983 roku – brał udział w przeglądzie, krótko potem już go organizował i przez wiele lat zasiadał w jury. – Trzeba powiedzieć, że Jacek Barzycki w jury był zawsze, a oprócz niego jacyś dziennikarze, muzycy się przewijali przez skład – stwierdził Daniel Burzyński, a przyklasnęli mu pozostali uczestnicy spotkania. W składzie jury pojawiali się też m.in. Przemysław Mroczek z Radia Koszalin, Piotr Kobalczyk z Ten Dollars, czy Waldemar Miszczor z Mr. Zoob. – Kiedyś jeden z jurorów przyszedł do nas i powiedział, że zespół nie zostanie dopuszczony do konkursu z powodu alkoholizmu – zaśmiał się Henryk Rogoziński na to wspomnienie. – Ostatecznie zagraliśmy poza konkursem. Perkusistę wcisnęliśmy za zestaw i mieliśmy zagrać cztery utwory. A on, pijany, nie przestawał grać i dzięki niemu zaprezentowaliśmy osiem kawałków.

Generacja już nie lokalna

Do 2004 roku Generacja miała przede wszystkim charakter lokalny. – Grały przede wszystkim zespoły z Koszalina i okolic, zdarzały się przypadki, kiedy przyjeżdżały zespoły z dalszych części województwa – wspominał Radek Czerwiński. W tym roku jednak to się zmieniło. Pojawił się wtedy m.in. zespół Milczenie Owiec z Trójmiasta.

Ola Wysocka, która także na potrzeby spotkania spisała swoje wrażenia w ten sposób wspomina ten przegląd: – Koszaliński festiwal był dobrze znany trójmiejskiej scenie undergroundowej, także zakwalifikowanie się do przeglądu odebrałam bardzo pozytywnie. Wydarzenie też promował portal Independent, moje ówczesne główne źródło informacji o eventach. Impreza rozpoczynała się dosyć wcześnie, bo już o godzinie 11. Z tego co pamiętam, z moim „szczęściem” do losowania kolejności występów, na dechy weszliśmy w samo południe. Nie oszukujmy się, tłumów na ten moment w klubie Zacisze nie było. Byli za to muzycy, z którymi nasze drogi często się gdzieś w trasie krzyżowały. Zaskoczyłam się na plus, że organizatorzy postanowili urozmaicić line-up zapraszając do konkursu kapelę z zagranicy – i takim to sposobem pojawił się projekt z Mińska. To dodało „egzotyki” i urozmaiciło program nadając mu bądź co bądź międzynarodowego charakteru. Motywująca też na tamten moment była wysokość nagrody głównej, 2000 zł – na nagranie demo w studio już starczyłoby.

Ten przegląd wygrał jednak Orange the Juice ze Stalowej Woli. Oni, jak się okazuje także bardzo dobrze wspominają koszaliński festiwal, o czym opowiedział koszaliński muzyk Remigiusz „Mickey” Błaszków. – Trafiłem kiedyś na wywiad z nimi. Oni brali udział w bardzo dużej liczbie przeróżnych festiwali i przeglądów. Kiedy dziennikarz zapytał ich o ten wątek, stwierdzili, że szczególnie pamiętają trzy festiwale, które były świetnie przygotowane. Wśród tych trzech wymienili właśnie Koszalin – opowiadał muzyk, który – jak sam stwierdził – przy różnych Generacjach zajmował się niemal wszystkim. Odsłuchiwał np. utwory zespołów, które zgłosiły się do przeglądu i typował, które powinny zaprezentować się na żywo przed jury w Koszalinie. – Pierwszy raz był właśnie w 2004 roku. Byłem dość młodym muzykiem na dorobku i kiedy dostałem propozycję od Jacka Paprockiego (był wtedy dyrektorem MOK), to było to dla mnie duże wyróżnienie. Aż tu nagle przychodzi pakiet empetrójek. Przy pierwszych dziesięciu zespołach jest fajnie. Przy 40. zaczynasz się drapać po głowie, co tu zrobić, bo czeka jeszcze około 60 zespołów do odsłuchania. Jest to trudna robota, nie ukrywam.

Trampolina do kariery

W samych superlatywach o Generacji wypowiadają się również muzycy Calm Hatchery, którzy wygrali ten festiwal w 2010 roku – jubileuszową, 30. edycję. Gwiazdą był wtedy Vader oraz Napalm Death i to właśnie wizja występu przed takimi zespołami spowodowała, że death metalowcy ze Słupska postanowili spróbować swoich sił w Koszalinie. – W jury siedział Karol z Selfmadegod Records, któremu koncert na tyle się spodobał, że po kilku miesiącach wydał naszą drugą płytę – wspomina Marcin Szczepański, wokalista Calm Hatchery. – Uważam, że festiwal Generacja umożliwił nam mega start. Sam fakt tego, że następnego dnia po wygranym przeglądzie mamy zagrać koncert życia już był dla nas totalnie elektryzujący, a fakt zdobycia nagrody został przyćmiony Napalmem. Organizacja drugiego dnia (koncert w amfiteatrze) przerosła mnie totalnie, to był mój i nasz pierwszy tak duży i profesjonalnie zorganizowany koncert dla tak dużej publiczności. Od tego czasu wszystko zaczęło narastać i jestem przekonany, że festiwal był dla nas punktem zwrotnym. Później zaczęliśmy już grać sporo koncertów, tras i jakoś ten death metalowy wózek zaczął się kulać.

A jak Generacja wygląda obecnie? W tym roku do Generacji zgłosiło się około 30 zespołów. Przesłuchania odbędą się 23 listopada (z gwiazdą w postaci Natalii Sikory) – nagroda to 6 tysięcy złotych, a 24 listopada koncert Tides From Nebula (suport: Rosk). – Kto przyjedzie to się okaże już wkrótce – stwierdził Radek Czerwiński, który tym razem wypowiedział się jako pracownik Centrum Kultury 105, które jest organizatorem imprezy. – Przyznam, że w ostatnich latach zgłaszają się zespoły z Warszawy, z Poznania, z Trójmiasta i innych miast. Zdarza się jednak, że zespoły zostają zakwalifikowane, ale okazuje się, że jednak nie chcą przyjechać, by zaprezentować się w Koszalinie.

Na to odezwał się Marek Kaleta, perkusista m.in. zespołów Coda, Błysk, Zamach Stanu. – To jest zupełnie inne pokolenie muzyków. Nie przyjeżdżają na koncerty? Odwołują? Dla mnie muzyka wtedy to było całe życie. Cały czas o tym myślałem. Spałem i śniła mi się perkusja. W szkole w zeszytach wszędzie rysowałem bębny, talerze. Koncert to było święto! Dla publiczności grało się całym sercem. Dziś tego serca w zespołach mniej widzę – opowiadał.

Za rok 40. edycja

Za rok okrągła, 40. edycja Generacji. Centrum Kultury 105 – jak powiedział na spotkaniu Radek Czerwiński – zamierza uczcić ten jubileusz.

autor: Mariusz Rodziewicz

P.S. Za pomoc w organizacji 2. spotkania „Z archiwum koszalińskiego rocka” serdecznie dziękuję pracownikom Koszalińskiej Biblioteki Publicznej, a w szczególności Małgorzacie Weiss i Katarzynie Bieleckiej z Mediateki. Plakaty i część wycinków prasowych, które zamieszczone zostały w tym artykule zostały odkopane dzięki ich mrówczej pracy.

Koncert w Koszalinie. indafe5tival – 5. lat ekipy indahouse

23 listopada 2019 r. w koszalińskim klubie Comics Club zorganizowany koncert, którego nie może ominąć żaden miłośnik hip-hopu. Pięciolecie obchodzić będzie koszalińska ekipa indahouse.

Fanom rapu tego koszalińskiego kolektywu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Na jej czele stoi Szymi Szyms, młody utalentowany raper, którego ostatni album „STAYPE” jest już rarytasem poszukiwanym przez fanów tego gatunku. Limitowany nakład tej płyty rozszedł się bowiem bardzo szybko.

Płyty w ramach indahouse wydali już także OsaKa, Dziuny i Rakos. Oni – oczywiście wraz z Szymi Szymsem – wystąpią w Comics Clubie. Na scenie pojawią się także kolejni reprezentanci: Adrian Forest i a.Lee.

Jako suport wystąpią:

Rzydu x TASK x Jakub Szmigiel
Tedoka x Nonvmes

Ruszyła już przedsprzedaż biletów na tę imprezę. W cenie 25 złotych można je kupić na stronie https://stay.sklep.pl/produkt/indafe5tival-w-koszalinie-bilet-wstepu/

UWAGA! Liczba wejściówek jest ograniczona!

autor: Mariusz Rodziewicz