platforma blogowa portalu głos koszaliński

Muzyczny świr z miłości do winyli zaczął je tworzyć w domowym zaciszu

Są miłośnicy muzyki, którzy jej słuchają i ją zbierają. Swoje ulubione dźwięki chcą mieć na płytach CD, na winylach, bądź kasetach. I na tym kończą. Są i kolekcjonerzy, którym to nie wystarcza. Zaczynają tworzyć muzykę albo ją wydawać.

fot. Radek Koleśnik /
Nie tylko czarne, ale także przezroczyste, kolorowe i tzw. picture disc – takie winyle z muzyką tworzy Filip Suchecki z Karlina


Filip Suchecki z Karlina od zeszłego roku nie zalicza się do tej pierwszej kategorii zwykłych kolekcjonerów. W grudniu kupił bowiem specjalną maszynę do tworzenia unikatowych, bo pojedynczych egzemplarzy płyt winylowych.

Wszystko „przez” tatę
Jak to dość często bywa wśród słuchaczy muzyki, także i Filip swoją miłość do nośnika fizycznego wyniósł z domu. – Od kiedy pamiętam muzyka zawsze była w domu – wspomina Filip. – Na początku, jeszcze za małolata, karmiony muzyką byłem przez mojego tatę. Były to lata 80-te, więc dostęp do muzyki nie był taki szeroki, jak teraz. Głównie było to radio, a dokładniej radiowa „Trójka”. Ale nie tylko to. W domu był gramofon i magnetofon szpulowy!

I właśnie z nich mały Filip słuchał pierwszych albumów. Z czasem sam – już bez pomocy taty – zaczął poszukiwać nowych dźwięków. Gust zmieniał się, a i sprzęt, na którym można było posłuchać muzyki, również. Pojawiły się zalążki płytowej kolekcji.

Przede wszystkim elektronika
Dziś można w niej znaleźć przeróżne dźwięki, bo – jak przyznaje nasz rozmówca – słucha wszystkiego, co da się słuchać, jednak najczęściej jest to muzyka elektroniczna. – Zagościła w moim sercu dzięki takim DJ-om jak WestBam, Dr. Motte, Rolf Maier-Bode, czyli RMB. No i oczywiście Kraftwerk – wymienia Filip. – Dziś słucham takich rzeczy, jak Cosmic Gate, Armin van Buuren, ale wolę jego starsze rzeczy. I bardziej melodyjne utwory Axwell /\ Ingrosso. Moja kolekcja liczy kilka tysięcy płyt CD i kilka setek winyli. Ile ich dokładnie jest? Nie wiem – stwierdza mieszkaniec Karlina. – Nie liczyłem ich i chyba nie policzę, bo kolekcja cały czas się rozrasta.

 

Muzyczny świr
Kolekcjoner bez ogródek przyznaje, że jest muzycznym świrem. – Bez tego chyba nie byłoby pomysłu na vinylove.me – mówi. To niewielka firma, w której tworzy pojedyncze egzemplarze unikatowych płyt winylowych.

Sam pomysł na nią pojawił się zupełnie przypadkowo i wynikał z potrzeby maniakalnego kolekcjonerstwa. – Chciałem po prostu mieć płytę winylową z utworami,które na winylu nie były wydane – wspomina mieszkaniec Karlina. – Zacząłem szukać, jak to można zrobić i natknąłem się na kilka firm, które taką usługę świadczyły. Niestety, firmy ze świata odpadły ze względu na cenę i koszty wysyłki. Firmy, które działały w Polsce – niestety – zniechęcały terminami wykonania płyty.

Maszyna do wycinania
Filip kupił więc specjalną maszynę do nagrywania winyli (sam mówiąc o procesie tworzenia nośnika używa określenia „wycinanie”), przeszedł szkolenie i założył stronę internetową.

Nie liczył na nic. Nawet był przekonany, że miną tygodnie, a może nawet miesiące, zanim zaczną spływać pierwsze zamówienia.

– Chciałem po prostu rozpropagować kulturę winyla. Pokazać, że każdy może sobie taką płytę stworzyć bez konieczności zamawiania w tłoczni 200, czy 300 sztuk – wyjaśnia. Tymczasem zamówienia zaczęły spływać niemal od razu. Obecnie nie ma niemal dnia, by nie musiał zasiąść do swojej maszyny. Sam proces nagrywania, czy też właśnie wycinania winyla jest dość czasochłonny. – To w pewnym sensie „ręczna robota” – zdradza właściciel vinylove.me. – W największym skrócie polega to na wycięciu za pomocą diamentowego ostrza rowków na czystym nośniku. W ten sam sposób wykonywane są tzw. płyty matki dla tłoczni. Swego rodzaju niedogodnością jest czas wykonania winyla. Jeśli ma się na nim znaleźć 40 minut muzyki, to płyta będzie się wycinała 40 minut.

 

Nie tylko czarne
Ale – i tu ciekawostka – u Filipa można zamówić winyla nie tylko na czarnym krążku, ale także na kolorowym, przezroczystym. Mało tego, sam krążek może mieć podstawowe 12 cali i pomieścić około 40 minut, po 20 na każdej stronie. Ale może to być także 10, bądź 7 cali. Na winylach o tych rozmiarach wydawane są często minialbumy, bądź też single.

A co wybierają ci, którzy zgłaszają się do naszego rozmówcy? Klienci zgłaszają się naprawdę różni. Są to zespoły, DJ-e, producenci muzyczni, którzy chcą swoją muzykę wydać na winylu, a nie chcą zamawiać w tłoczni 300 sztuk, bo takie minimalne nakłady są narzucane przez takie firmy. – Spora część klientów to właśnie takie osoby, jak ja kiedyś. Chcą mieć na winylu swoje ulubione utwory lub muzykę, która na tym nośniku nie była wydana. Są też tacy, którzy chcą zrobić komuś nietypowy, oryginalny prezent. Najlepszym przykładem tego, że można zrobić winyla już od jednej sztuki była płyta winylowa „Z archiwum koszalińskiego rocka”, która powstała w kwietniu specjalnie na Record Store Day w Koszalinie.

Style muzyczne, które były już „wycinane” w vinylove.me są naprawdę różne, Był już punk, metal, rock, hip-hop. – „Wycinałem” też dubstep, house, techno. a nawet… italo disco – przyznaje Filip. A wszystko z miłości do winyli.

Co tak czaruje w winylu?
Ale właśnie… Co takiego wyjątkowego jest w winylach, że wracają do łask? Kolekcjonerzy wymieniają różne powody. Od kompletnie innego wyglądu nośnika (duża okładka i czarny winyl potrafią zrobić wrażenie), przez inny sposób obcowania z muzyką, rytuał nastawiania winyla w gramofonie, aż po samo brzmienie. Zdaniem wielu jest głębsze, cieplejsze od tego cyfrowego z płyty CD. Są i tacy, których fascynuje sam sposób wydobywania dźwięku z winyla. Bo przecież przesuwająca się w rowku płyty igła przez wykonane w nim nierówności wprowadzana jest drganie co – w dużym skrócie – wywołuje powstawanie dźwięku. Jeśli przysunąć się wystarczająco blisko do niepodłączonego jeszcze do głośników gramofonu, to już można usłyszeć muzykę. Dzięki wzmacniaczowi i kolumnom słyszy się je wyraźniej i głośniej.

Fabryka, czy park?
Sam Filip Suchecki ma do sprawy takie podejście: – Kupując dany album przeważnie decyduję się i na winyla, i na CD. Winyl do domu, a CD do auta. Bardziej jednak wolę dzwięk z winyla. Jest przyjemniejszy, cieplejszy i do tego te trzaski czarnej płyty. Z muzyką jest jak z życiem, wolałbyś spędzić dzień w głośnej, zimnej fabryce lub zatłoczonym mieście czy przyjemnie, spokojnie na słoneczku w parku? Dla mnie CD to taka fabryka, a winyl – to park.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.