platforma blogowa portalu głos koszaliński

Trzy łyki muzyki #39. NoxVox / Lunatic Soul / Klone

Trzy przepiękne płyty: NoxVox „Niedowidzenia”; nowy Lunatic Soul „Fractured”; „Here Comes The Sun” zespołu Klone.

Łyk 1. Jeśli szukacie płyty na leniwe popołudnia, na długie jesienne wieczory, na wyciszenie przed snem – możecie zaprzestać poszukiwań. Oto NoxVox „Niedowidzenia”. Album, który – mam nadzieję – oczaruje Was swoimi dźwiękami tak, jak zrobił to ze mną.

Dlaczego? Jest w „Niedowidzeniach” pewien niesamowity mistycyzm, który żywe instrumenty miesza się minimalistyczną elektroniką. Obok smyczków, fortepianu, akordeonu, harfy i innych instrumentów usłyszeć można spokojne sfery, albo niepokojące elektro-helikoptery (w drugiej części „Kamienia w wodę”). Czasem wyłapać można klimat trip hopowy („Luna”), pewne podobieństwa do Depeche Mode (tytułowe „Niedowidzenia”), wpływy orientalne, albo… sakralne inspiracje („Kensho”, „Noc wyschniętej rzeki”), które wyczuwam w poprzeciąganych partiach wokalnych.

Piękna płyta z ciągnącym się ambientem i nieco z mocniejszymi bitowymi akcentami. I tu trzeba też pochwalić  (poza samym zespołem oczywiście) wydawcę – a jest nim Rage In Eden z Białogardu – za wypuszczenie takiego krążka!

Album dostępny TU > NoxVox „Niedowidzenia” w Rage In Eden Records

Łyk 2. Zauważyliście podobieństwo okładek poprzedniej („Walking on a flashing beam”) i „Fractured” – ostatniej płyty Lunatic Soul? Oczywiście nie o kolor chodzi a układ przecinających się linii: błysków latarek w pierwszym i pęknięć powierzchni w drugim przypadku.

Podobnie ma się sprawa z „podobieństwem” ich zawartości muzycznej. Niby ta sama, ale jednak wyrażona innymi środkami. Oczywiście to ciągle połączenie elektroniki z żywymi instrumentami, ale najnowsza solowa płyta Mariusza Dudy z Riverside już na pierwsze ucho wydała mi się bardziej przystępna, na swój sposób bardziej – hmm… – przebojowa, jaśniejsza. Tak, zdecydowanie mniej w niej wszechobecnego mroku z „Walking…”, za to więcej pięknych, może nawet popowych melodii.

Nie jest to jednak album piosenkowy, które można by usłyszeć w radiu. A jeśli już to wieczorem w audycji autorskiej kogoś, kto bardziej docenia kunszt kompozytorski, niż jeden konkretny gatunek. Bo na „Fractured” znaleźć można i rock progresywny, i drum n’ basowy, złamany bit, i klimat bliski Pusciferowi, i klasyczne smyki, i bardziej jazzowy saksofon.

Album dostępny TU > Lunatic Soul „Fractured” na mystic.pl 

PS. Przy okazji sprawdźcie też trzy pierwsze płyty Lunatic Soul pod względem podobieństwa okładek.

Łyk 3. „Here Comes The Sun” francuskiego zespołu Klone to jedna z najpiękniejszych płyt, jakie było mi dane słuchać. A muszę dodać, że jej piękno najpierw mocno mnie zaskoczyło biorąc pod uwagę fakt, że na debiutanckim „Black Days” (wydanym kilka płyt temu) grali zdecydowanie bardziej metalowo i na tę modłę zaaranżowali – świetnie zresztą – „Army Of Me” Bjork.

Choć i wtedy melodii nie brakowało, to tu zdominowały album i niemal każda z nich wywołuje u mnie ciary. Jest cudownie niespiesznie, klimatycznie, nastrojowo. Mocny, gitarowy przester dochodzi do głosu rzadko, a nawet jeśli to niekoniecznie po to, by uderzyć ścianą dźwięku. Tu i ówdzie do głosu dochodzą klawisze, a nawet… klarnet.

No i ten idealnie poprowadzony wokal. Mistrzostwo. Szczerze polecam!

*** Niestety ten album (chyba) nie był dystrybuowany w Polsce – odsyłam więc na stronę zespołu > Klone „Here Comes The Sun” 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.