platforma blogowa portalu głos koszaliński

Trzy łyki muzyki #38. The Shipyard / Guantanamo Party Program / Prophets Of Rage

W 37. odcinku trzy różne gitarowe płyty: trójmiejski The Shipyard i ich „Niebieska linia”, „III” wrocławskiego Guantanamo Party Program oraz amerykańska supergrupa Prophets Of Rage z albumem „Prophets Of Rage”.

 

Łyk 1. „Z jednego drzewa zrobię tysiąc zapałek, jedną zapałką spalę tysiąc drzew.”, „Ocean budzi się, ocean budzi się. Tak niespokojny…”, czy „Na barykady. I nie mamy już nic.” – to słowa i melodie w nich zawarte zostają we mnie na długo za każdym razem, kiedy kończę słuchać „Niebieską linię” – album trójmiejskiego The Shipyard.

Trzeci krążek, i zarazem najlepszy w dotychczasowym dorobku Stoczniowców, przepełniony jest gitarową zimną falą. Unosi się nad nią duch Joy Division (w „I’ve Got That Feeling” na przykład), tu i ówdzie moje ucho wyłapuje odwołania do The Cure („Plejady”), a nawet coś z trip hopowego Massive Attack (tytułowa „Niebieska linia”). Ale jest i niemal metalowy, industrialny riff w „Wielkiej ciszy”, drum n basowy bit w „Na barykady” i wszechobecna melodia. Zapadająca w pamięć melodia. Ale o tym już pisałem.

Po co się więc powtarzać? Czas wrócić do słuchania albumu kompletnego, w którym nie zmieniłbym jednej nuty (no, może tylko wymowę słowa „sytuacje”, które brzmi jak „sytłacje”). Żałuję, że sięgnąłem po niego tak późno – na pewno wylądowałby w moim podsumowaniu najlepszych płyt 2016 roku.

Łyk 2. Są płyty, których słucham dla melodii, dla zapadających w pamięć refrenów. Są na mojej półce takie, które mają po prostu pobujać i takie, które mają mieć szybkość, moc i skatować uszy. Są na niej i albumy przesiąknięte niesamowitymi emocjami. Do tej ostatniej grupy należy wydany niedawno przez Antenę Krzyku krążek zespołu Guantanamo Party Program.

Trudno na nim wyróżnić jakąś konkretną zagrywkę, refren, czy cały utwór – zresztą muzycy nie zadali sobie trudu ich nazwania; za tytuły służy po prostu czas trwania każdego z nich. Tej płyty słucha się raczej jako koncept albumu, nierozerwalnej całości. „III” wrocławskich post-hardcore’owców (choć wg mnie i na black metalowcach ich muzyka może zrobić duże wrażenie) po prostu aż kipi od energii i niesamowitego, mrocznego, a zarazem pięknego ładunku emocji. Podanych najczęściej w średnich i wolnych, sludge’owych tempach gitarowych harmonii otwartych akordów i próbującego się przebić przez tę ścianę dźwięku wydartego prosto z trzewi wokalu.

A trochę szkoda, po teksty – co ważne – w języku polskim traktują o rzeczach istotnych, ludzkich, o tym co w życiu ulotne, co przemija. Tego jednak już można dowiedzieć się sięgając po książeczkę z tekstami załączoną do płyty. Co polecam zrobić.

Łyk 3. Zastanawialiście się kiedyś, jak brzmi zespół pozbawiony charyzmatycznego wokalisty? Można to sprawdzić na własne uszy słuchając rockowo-rapowego Prophets of Rage, za którym stoją instrumentaliści Rage Against The Machine oraz raperzy B-Real z Cypress Hill i Chuck D. z Public Enemy (skład dopełnia DJ Lord, także w Public Enemy).

Grupa brzmi dokładnie jak RATM. Tom Morello gra na gitarze to, z czego znany jest już od 1992 roku – czyli debiutu. Sekcja rytmiczna Brad/Tim też jest nie do podrobienia, ale brak Zacka De La Rochy jest zbyt mocno wyczuwalny. Wymienieni wyżej raperzy (choć bardzo dobrzy) mogą się dwoić i troić, ale energii, gniewu, chęci walki porównywalnej do Zacka z siebie nie wykrzesają.

I być może nawet nie o tę swego rodzaju kontynuację ex-ratmowcom chodziło, choć nazwa nowego zespołu może to sugerować. Audioslave też pewnie nie miało być nowym RATM, tyle że z wokalem Soundgarden, ale jednak w większości numerów na debiucie tak to właśnie brzmiało. Swój styl uzyskali na trzeciej płycie. Może z Prophets of Rage będzie podobnie…

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.