platforma blogowa portalu głos koszaliński

Mastema: „Golden World” czerpie z wielu gatunków muzyki. Jest dość nietypowa [wywiad]

„Golden World” i „The Murderer’s Tale” – to dwa albumy zespołu Mastema ze Szczecina, które w 2017 roku wydała wytwórnia Via Nocturna. O tym, jak doszło do tej współpracy, jak wyglądała praca przy albumie „Golden World” i przyjęciu tej albumu przez słuchaczy i recenzentów opowiadają muzycy Mastemy.

Mastema

– „Golden World” został nagrany w 2013 roku, a wydany dopiero teraz. Co spowodowało takie opóźnienie?
Kriss: Dobre pytanie. Przez jakiś czas szukaliśmy wydawcy, dość intensywnie. Okazało się, że polskie wytwórnie nie są zainteresowane naszą muzyką. Od większości nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi zwrotnej. Doszliśmy do wniosku, że wydamy materiał we własnym zakresie i zaczęliśmy zbierać pieniądze. Gdzieś w Internecie znalazłem reklamę Via Nocturna głoszącą, że wydadzą album każdemu. Ponegocjowaliśmy i wydali.

 

– Tak po prostu?
Kriss: Tak. Gdzieś znalazłem tę reklamę, napisałem maila, później zadzwoniłem. Ustaliliśmy szczegóły, kasę mieliśmy już uzbieraną. Podpisaliśmy umowę i poszło.
Deer: Kriss przyszedł na próbę i powiedział, że znalazł wydawcę. Nikt nie chciał się kłócić.

– Album zrobił na mnie duże wrażenie. Ale nie tylko na mnie. Trafiłem na kilka innych bardzo dobrych recenzji „Golden World”. Liczyliście na tak dobry odbiór?
Kriss: Każda recenzja nas cieszy, dobra, zła czy mieszana. Znając realia rodzimego rynku metalowego nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego odzewu. Recenzje są fajne, ale liczymy na to, że przełożą się na zaproszenia koncertowe. Mamy już managera (pierwszy pozytyw), niech działa.
Phobos: Każdy ma swój gust, miło, że odbiór jest raczej pozytywny. Na etapie nagrywania i masteringu byliśmy zadowoleni, że Aro – w jego studio nagrywaliśmy, on miksował i robił mastering materiału – jak najbardziej widzi w utworach to „coś”. dobrze, że po wyjściu z cienia płyta zbiera recenzje dobre lub takie z konstruktywną krytyką.
Peter: Druga płyta czerpie z wielu gatunków muzyki. W moim odczuciu jest dość nietypowa i z tego powodu byłem ciekaw reakcji recenzentów. Spodziewałem się wszystkiego, nawet najgorszego. Ku miłym zaskoczeniu – recenzje okazały się pozytywne.

Rufous: Właściwie, dokładnie na taki liczyłem. Jedyna obawa, jaką miałem, to czy słuchacze zrozumieją, że mieszanie gatunków było celowe i zgodne z naszą wizją. Na szczęście, co widać po recenzjach, zrozumieli.
Deer: Mogę tylko pogratulował chłopakom, że ich muzyka się podoba. Wielu recenzentów jednak zarzucało regres jak chodzi o dojrzałość muzyczną. Osobiście uważam, że drugi krążek jest wiele bardziej dojrzały, a przede wszystkim nie jest nużący.

 

 

– Według mnie płyta jest bardzo dopracowana, przemyślana. Dla mnie to brzmi trochę jak jeden długi utwór, jest w tym koncepcja. Długo rzeźbiliście w tym materiale, żeby go doprowadzić do takiego stanu?
Kriss: Tu się zdziwisz… Około dwunastu miesięcy. Co prawa kilka riffów Phobos skomponował tuż przed wejściem do studia z pierwszym materiałem, ale reszta plus wokale, plus moja z nim walka o kwestie perkusyjne trwała mniej więcej rok. Sporo czasu też zajęło nam dobranie masteringu. Sama sesja nagraniowa trwała 10 dni. Phobos miał koncepcję i ją zrealizował.
Phobos: Płyta jest bardziej przemyślana i spójna, bo wszystkie gitary, bas, klawisze, parę wokalnych partii i niektóre pomysły perkusyjne to moje dzieło. Nie miałem na myśli tworzenie concept albumu, co więcej, wg mnie jest dużo rozbieżności pomiędzy stylami poszczególnych kawałków, ale fakt, „Golden World” jest całością. Może dość progresywną i eklektyczną, ale całością.
Peter: Pod kątem tekstów podążyliśmy tą samą ścieżką co w przypadku pierwszej płyty, czyli stworzyliśmy concept album. Mało death metalowy, za to mówiący o codzienności każdego człowieka w realiach orwellowskich.
– Między „Golden World”, a Waszym pierwszym materiałem „The Murderer’s Tale” jest dość duża różnica stylistyczna. Dlaczego poszliście w nieco inne rejony metalu?
Kriss: Tworzona muzyka jest wypadkową tego, kto w danym momencie w zespole się udziela. Na „The Murderer’s Tale” kompozycje są autorstwa trzech muzyków. Każdy z nich słuchał czegoś innego, każdy miał inne upodobania stylistyczne. Przez trzy lata, do nagrania tego materiału, przewijali się przez zespół różni gitarzyści. W czasie komponowania „Golden World” byliśmy zdekompletowani. Brakowało nam basisty i gitarzysty. Phobos tworzył sam. Druga płyta to jego rejony. Studio już było zamówione, zaliczka wpłacona. Nie mogliśmy się wycofać.

Phobos: Tak jak wyżej odpowiedziałem, spory mój udział w tworzeniu i nagrywaniu płyty. Poza tym, nie jestem stricte fanem death metalu. Cenię sobie sporo różnych gatunków, nie tylko metalowych (choć w tamtym okresie sporo słuchałem progresywno-dejntowo-niestandardowych kapel). Na moich playlistach gości też Muse, James Brown, Bob Dylan, RHCP. To pomaga mi poszerzyć perspektywę i wrzucić nietypowe rozwiązania do naszych kawałków potem.

Deer: Najlepszym muzykiem jest się wtedy, kiedy nie ma się narzuconych ram i nie jest się zamkniętym na inne i nowe. Phobos jest tego świetnym przykładem. Jeżeli mamy szersze horyzonty, niż jeden gatunek bądź nurt, możemy dużo więcej zdziałać w tworzeniu nowych oryginalnych kompozycji. Jeżeli porzucimy ramy i dobrze wyważymy pomysły to możemy tworzyć tak wspaniałą i oryginalną muzykę jak na przykład Sonic Youth, Nagrobki, Ułani Kapitalizmu, the Kurws, EXEK czy Primus. Takie dodatkowe poszerzenie perspektywy także ode mnie. Myślę, że między „Golden World”, a nowym materiałem będzie też wiele różnic, już ja o to zadbam.

– Jak sami piszecie, interesują Was koncerty. No i udało Wam się ich „kilka” zagrać. Graliście samodzielnie, suportowaliście kapele z zagranicy: Niemcy, Grecja, a także z Brazylii i Meksyku. To były znane bandy? Jak do tego doszło?
Kriss: Ktoś organizuje lokalny koncert. Potrzebuje kapel podobnych stylistycznie albo sprzętu (głównie perkusji), albo po prostu chce zapchać dziurę, bo potrzebuje pięć zespołów, a ma tylko cztery. Tak to się odbywa. Metalowcy nie mają łatwo. Taka jest rzeczywistość kapel lokalnych. Czy te zespoły były znane? Każdy sam może to ocenić szukając informacji na ich temat. Nas interesowało zagranie z nimi, rozmowa o tym, czy o tamtym. Nowe doświadczenia. Rozstrzał narodowościowy, jak sam zauważyłeś, jest dość spory: Aorta (Niemcy), Disgrace and Terror oraz Forka (Brazylia), Dead Congregation (Grecja), Infinitum Obscure (Meksyk) czy Circle of Chaos (Szwecja).

– Może z tych kooperacji wyjdą koncerty zagranicą?
Kriss: Tego nie wiemy. Niech manager się wykaże, hahaha.
Deer: Cieszył bym się bardzo. Po raz pierwszy byłbym dalej niż w Niemczech czy Czechach.

– No i na koniec. Będzie można zobaczyć Mastemę na żywo w naszym regionie?
Kriss: Jak najbardziej. Teraz nadciągają wakacje, ale jesienią na pewno się zobaczymy.
Deer: Mi główinie zależy na koncertach, więc definitywnie tak. Bardzo mnie cieszy, kiedy ludzie się dobrze bawią patrząc na to co robimy i tego słuchając.

 

Pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.