platforma blogowa portalu głos koszaliński

Trzy łyki muzyki #34. Mastema / Sigihl / Life Of Agony

Dziś w 3LM – Mastema z „Golden World”, Sigihl i ich „Trauermärsche” oraz Life Of Agony powracają albumem „A Place Where There’s No More Pain”. 

Łyk 1. Wydawca na pewno – a pewnie i zespół – chciałby, żebym o tym albumie napisał „10/10, płyta roku, szach mat!”. Kto by nie chciał. I muszę powiedzieć, że jestem bardzo blisko, żeby tak wysoko ocenić „Golden World” Mastemy.

 

Bo zespół ze Szczecina (serio, zrobiłem taaakie oczy, że to band z Polski, a nie jakaś zachodnia produkcja) gra rasowy death metal z wyraźnymi progresywnymi zapędami. Robią to rewelacyjnie komponując przemyślane, długie kompozycje miażdżąc ciężarem, uspokajając melodią, zaciekawiając wycieczkami w nieco etniczne, czy elektroniczne, industrialne rejony. Nie nudzą przy tym ani na chwilę, bo pomysłów w głowach muzyków nie brakuje, a jednocześnie nie przytłaczają ich nadmierną liczbą.

 

Trudno mi wyłuskać z płyty jeden szczególnie udany utwór, czy moment, bo „Golden World” stanowi dla mnie monolit; jedną wielką szczegółowo przemyślaną muzyczną całość. To koncept album, w którym jeden świetny riff, rozwiązanie muzyczne i rytmiczne ustępuje miejsca kolejnemu. Jeśli ten stan euforii podczas słuchania będę czuł także jesienią i zimą, to miejsce w podsumowaniu roku Mastema ma u mnie jak w banku. Choć to materiał pierwotnie nagrany w 2013 roku, który doczekał się wydania w 2017. Lepiej późno, niż wcale.

> Mastema „Golden World” na ViaNocturna

 

Łyk 2. – Powodzenia – życzył mi kolega (zaprawiony w metalowych, ekstremalnych bojach), kiedy dowiedział się, że właśnie dotarła do mnie przesyłka z płytą zespołu Sigihl „Trauermärsche”. Miał pewnie na myśli fakt, że nie dotrwam do końca płyty. Grzecznie podziękowałem mając w pamięci, że już sięgałem po noise, doom metal znam od dawna, a i jazz nie jest mi obcy. Ba, nawet z przyjemnością wysłuchałem „Sorrow” saksofonisty Colina Stetsona, który po swojemu zinterpretował Trzecią Symfonię Henryka Góreckiego i pokazał na nowo światu naszego kompozytora.

 

Ok, może śląski Sigihl nie ma wiele wspólnego z muzyką klasyczną, ale ich muzyka ma ten dołujący pierwiastek Pieśni Żałosnych. Szczególnie, że w obu przypadkach pojawia się zawodzący saksofon. Tak, saksofon, któremu towarzyszy wlokąca się, jak mucha w piekielnej smole sekcja rytmiczna. I opętańczy wokal. Zupełnie, jakby to on w tej rozgrzanej smole moczył stopy.

 

Choć może inaczej. To nie tyle muzyka prosto z piekieł (choć sam zespół na Facebooku podaje, że gra „noise form hell”), ale doom metal jazzowa odmiana marszów żałobnych. I wpadłbym na to porównanie, nawet gdybym nie przetłumaczył sobie tytułu albumu, kiedy już „dotrwałem” do jego końca. A potem jeszcze raz. I będę do niego wracał, choć faktycznie nie będzie lądował w odtwarzaczu specjalnie często. Bo chyba nikt nie ma ochoty na tak odrażające dźwięki codziennie.

> Sigihl „Trauermarsche” na Arachnophobia Records

 

 

Łyk 3. Nie mogę napisać, żebym z niecierpliwością czekał na powrót Life Of Agony. Nie mogę też napisać, że fakt wydania „A Place Where There’s No More Pain” po 12 latach milczenia grupy jest mi obojętny. W końcu lata temu za sprawą MTV zasłuchiwałem się singlem „This Time”, a album „Soul Searching Sun” na półce mam do dziś.

 

Spokojnie mogę jednak napisać, że najnowsza odsłona zespołu jest rewelacyjna. Już pierwszy riff otwierający album w „Meet My Maker” nie pozbawia złudzeń, że właśnie gra nie kto inny jak Life Of Agony. Jest niesamowicie mocno, rockowo, a nawet metalowo, a przy tym bardzo melodyjnie (bo i „Bag Of Bones” z balladowymi elementami się znalazł). Wokal Miny Caputo brzmi równie dobrze, jak Keith Caputo te kilkanaście lat temu, albo i lepiej (to na wypadek, gdyby ktoś myślał, że transseksualność mogła płynąć na jakość głosu). Szczególnie dobrze brzmią te dublowane, śpiewane w harmonii partie. Tu od razu nasuwa pewne porównanie do Alice In Chains, bo LoA – i to wcale nie takie rzadkie wrażenie – gra jak nieco szybsza wersja zespołu Jerry’ego Cantrella. Słychać to szczególnie w „Right This Wrong”, a „Dead Speak Kindly”, to niemal typowy mroczny, grunge’owy walec.

 

Albo „A New Low” – powolna zwrotka, szybki refren. Znowu AIC? Zaraz, zaraz… Przecież już wspomniany na początku utwór z debiutanckiego „River Runs Red” był zbudowany na podobnych kontrastach. Nie ma więc co szukać podobieństw na siłę, tylko słuchać nowej płyty Life Of Agony. Warto!

Life Of Agony na Mystic Productions

 

Komentowanie wpisu jest wyłączone.