platforma blogowa portalu głos koszaliński

Muzyczne podsumowanie 2016 roku. Elektronika i inne

To już ostatnia część muzycznego podsumowania 2016 roku. Tym razem kategoria mocno mieszana.

 

 

Mieszana, bo nie słucham na tyle dużo elektroniki, jazzu, klasyki, alternatywy, folku i innych gatunków, by tworzyć osobne wpisy. Może więc wydawać się dziwne, że obok kompilacji od duetu Flirtini pojawia się jazzowy Kamil Piotrowicz, a koło solówki Rau’a można przeczytać o saksofonowej interpretacji symfonii Góreckiego. W tym podsumowaniu chodziło mi raczej o oddanie całej różnorodności muzyki, która w minionym roku obiła się o moje uszy, na dłużej w nich została i warta jest odnotowania w tym miejscu.

 

Podobnie jak w poprzednich częściach, tak i w tym przypadku nie podejmuję się stawiania nikogo na wyższym bądź niższym podium, stąd kolejność alfabetyczna.

 

To startujemy.

 

Beneficjenci Splendoru “Sellfie” – najbardziej hip-hopowa płyta nagrana przez Marcina Staniszewskiego, który najpierw BS tworzył sam, a obecnie wraz z zespołem. Krążek ten nie znalazł się jednak w podsumowaniu hip-hopowym, bo nim do końca nie jest. Bowiem Beneficjenci – przy całym beastieboysowym klimacie i charakterystycznej melorecytacji – to alternatywna, punkowa elektronika, którą polubiłem od pierwszego osłuchu pierwszego singla “Moje studio”, który znalazł się na składance Offensywa. Na “Sellfie” – podobnie jak na poprzednich krążkach – można znaleźć celny opis nas samych i otaczającej nas rzeczywistości.

/ ***

Colin Stetson “Sorrow – Henryk Górecki Symphony no. 3” – ale to tak na poważnie??? Muzyka poważna na blogu GraMuzyka? A dlaczego nie?! Zdarza mi się słuchać i takiej muzyki, w fotelu Filharmonii Koszalińskiej też mnie można było zobaczyć. A saksofonista Colin Stetson na tej płycie zrobił coś niesamowitego! Sięgnął po niełatwą muzykę polskiego kompozytora i ją odświeżył. Trudno mi opisać emocje, które towarzyszyły mi przy odsłuchu, ale nieczęsto czuję coś takiego. Przeszywająca muzyka, niesamowita rzecz! Choć niełatwa w odbiorze. Nie znam oryginału, nie wiem, czy zaryzykuję i posłucham “Symfonię pieśni żałosnych” w innej, niż ta odsłonie, ale Stetsonowi trzeba przybić dużą piątkę, bo – podobno – swoim “Smutkiem” przypomniał światu o naszym kompozytorze. Odkrył Góreckiego na nowo.

 

/ ***

Flirtini “Heartbreak & Promises vol. 3” – w 2016 roku na polskim rynku pojawiło się kilka ciekawych kompilacji z muzyką elektroniczną. Ta została wydana już pod koniec roku i jeśli nie jest lepsza od  “The Beginning” wydanej przez Most (sublabel Prosto), czy Wasabi “Wasabeats” (Alkopoligamia), to na pewno inna. Duet Ment XXL i Jedynak, którzy już wcześniej tworzyli tego typu składanki, poszli o krok dalej. Na “vol. 3” zaprosili świetne młode wokalistki  (m.in. Justyna Święs z The Dumplings, Natalia Nykiel, Klaudia Szafrańska z XXANAXX, Iza Lach) oraz raperów i wokalistów (Ras, Buslav, Gedz, Otsochodzi, VNM) i stworzyli nową jakość. Początkowo pojedyncze numery wydawały mi się może są zbyt radiowe (w negatywnym znaczeniu), ale to wrażenie szybko minęło. Polecam w całości.

/ ***

Fisz / Emade jako Tworzywo “Drony” – bracia Waglewscy już nie chcą grać hip-hopu. Wolą tworzyć jako Tworzywo. I jeśli mają nagrywać takie krążki, jak “Drony” to jestem za! Nie będzie mi brakowało charakterystycznej melorecytacji Fisza. Niech śpiewa o dronach, telefonach, fanatykach, duchach, samochodach i komputerach do wtóru rewelacyjnych elektronicznych produkcji młodszego brata. Uwielbiam!

 

 

/ ***

Julia Marcell “Proxy” – ta wokalistka i kompozytorka cały czas zaskakuje co płytę pokazując swoją nową muzyczną twarz. Kto zna ją od pierwszej płyty “It Might Like You” wie o czym mówię. Na “Proxy” nie dość, że Julia poszła w nowe muzyczne rejony, które trudno mi jednoznacznie zakwalifikować (no bo co to jest – pop, rock, alternatywa, elektronika?) dlatego znalazła się w kategorii “inne”, to jeszcze zaczęła śpiewać w języku polskim (nieśmiałą próbę mieliśmy już na poprzedniej płycie “Sentiments”). Nie mam natomiast wątpliwości, że to album wyjątkowy. Niesamowicie przemyślany pod względem treści i dźwięków. Absolutnie przebojowy, a przy całej swojej taneczności  – tematycznie bardzo aktualny.

/ ***

Kamil Piotrowicz Sextet “Popular Music” – pierwszy (i nie ostatni) album jazzowy w podsumowaniu 2016 roku. Z wielką przyjemnością śledzę karierę koszalinianina, absolwenta tutejszej szkoły muzycznej i z taką samą przyjemnością słucham jego muzyki. A ta na “Popular Music” jest doskonała. I mogę to stwierdzić nie będąc wielkim znawcą tego gatunku, bo po prostu słyszę, że Kamil z kolegami z zespołu potrafi wyczarować niesamowite dźwięki żonglując tempami i nastrojami. Po rytmicznych, żywych kompozycjach dawka w postaci melancholijnego minimalizmu działa jak balsam. A fakt, że “Popular Music” został uznany za najlepszą polską płytę jazzową przez portal jazzsoul.pl tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze słyszę.

/ ***

 

Rau “Konkretna rozrywka” – do geniuszu Rau’a musiałem się chwilę przekonywać. Ale jak już go zrozumiałem to wsiąknąłem w jego muzykę bez reszty. Mocne, elektroniczne, klubowe brzmienie, często dość duszne, minimalistyczne produkcje bardzo ciekawie łączy ze swoimi przemyśleniami i obserwacjami pełnymi specyficznego poczucia humoru, ironii. Chłopak nie śpi, bo trzyma poziom, pompuje “bicka” na siłowni, albo zastanawia się nad (bez)sensem życia i naszym miejscu we wrzechświecie. Ta płyta to nie tylko konkretna, ale i inteligentna rozrywka.

 

 

/ ***

Moo Late “Tubism” – może niespecjalnie znana postać, ale wierzę, że będzie o nim głośno. Muzykę tego Polaka o afrykańskich korzeniach, który mieszka obecnie w Danii poznałem przy okazji dwupłytowej składanki “AM / PM” wydanej przez Oaktopus Records i 5:55 Records. Ta druga wytwórnia pod koniec 2016 roku wypuściła solowy krążek producenta. Trudno jednoznacznie sklasyfikować jego muzykę, bo czerpie  etnicznych rozwiązań łącząc je z elektroniką. Dodaje do nich żywe instrumenty, dorzuca jakieś sample, rytm z bitmaszyny i… wychodzą mu prawdziwe czary. Ile tu dźwięków, ile brzmień – świetne, instrumentalne granie.

 

/ ***
Siostry Matkowskie “Lela Pala Tute” – o Justynie i Magdalenie najpierw przeczytałem w “Gazecie Magnetofonowej”, potem zobaczyłem na żywo. I zakochałem się w muzyce cygańskiej wykonywanej przez siostry Matkowskie. Jeśli i Wy jesteście zniechęceni do muzyki romskiej przez to, co często serwuje się na festynach (czytaj: cygańską odmianę disco polo) to musicie koniecznie posłuchać albumu “Lela Pala Tute”. To piękne akustyczne granie zagrane z wyczuciem, z gracją i niesamowitą energią. No i oczywiście świetnie zaśpiewane przez piękne siostry. Na żywo to czyste złoto, z płyty – miłe wspomnienie czystego złota.

 

/ ***

Sonar “Pętle” – absolutnie rewelacyjna płyta. Nie mogło być jednak inaczej, skoro za tym projektem stoi Łukasz Stachurko, czyli połowa duetu Rysy, które to w 2015 roku wypuściły prawdopodobnie najlepszą płytę z elektroniką w naszym kraju (gdybym w zeszłym roku robił takie podsumowanie 2015 roku na pewno w nim by się znalazła). Łukasz tym razem postanowił stworzyć muzykę z żywym bandem (nie rezygnując z elektrodźwięków) i wspólnie wyczarowali coś delikatnego, zmysłowego, a zarazem przebojowego, bo wpadającego w ucho. Jest w tym element trip-hopu, jazzu, hip-hopu, klubowego brzmienia. Może ciut popu. No i teksty w języku polskim. No i wokalistka Lena Osińska, która brzmi bardzo oryginalnie.

 

Sprawdź > Muzyczne podsumowanie 2016 roku. Rap / Hip-Hop

Sprawdź > Muzyczne podsumowanie 2016 roku. Metal / Rock

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Zostaw komentarz