platforma blogowa portalu głos koszaliński

Muzyczne podsumowanie 2016 roku. Rap / Hip-Hop

Hip-hop – mój drugi po metalu/rocku ulubiony gatunek muzyczny – również doczekał się subiektywnego podsumowania. Które płyty 2016 roku gościły w moim odtwarzaczu najczęściej i zostaną ze mną na długo? Sprawdźcie!

Zanim przejdziemy do podsumowania – małe wyjaśnienie. Znajdują się w nim tylko płyty z Polski, bo na naszym rynku wychodzi tego tyle, że nie daję rady zapoznawać się z nowościami spoza kraju. Tak, wiem – to błąd, ale i świadomy mój wybór. Kiedy jednak już czasem, nawet czysto przypadkowo, uda mi się posłuchać rapu z zagranicy, to bywam przerażony, jak bardzo nasza hip-hopowa młodzież kalkuje patenty ze Stanów Zjednoczonych. Szczególnie te trapowe historie. Wiadomo, że to stamtąd ta kultura do nas przyszła, ale inspiracja to jedno, a kopiowanie to już zupełnie co innego.

 

Podobnie jak w przypadku metalowego i rockowego podsumowania nie podejmuję się ustawiania płyt na żadnym podium, tylko w kolejności alfabetycznej. Nie zależało mi też na zebraniu okrągłej liczby płyt – stąd dziewiątka.

 

Zaczynamy!

 

Bisz / Radex „Wilczy humor” – to pierwsza płyta Bisza, która zrobiła na mnie tak duże wrażenie. Poprzednie nie były złe, ale nie zatrzymały mnie przy sobie na dłużej. „Wilczy humor” jest na mojej półce od dnia premiery. Duża w tym zasługa Radexa, czyli Radka Łukasiewicza z Pustek (Pustki akurat lubię od dawna), który stworzył na ten krążek rewelacyjną muzykę. W dużym skrócie – taką mało hip-hopową, a Bisz idealnie ją wyczuł. Do tego świetne wyczucie słowa, żonglowanie metaforami i obrazami. Co prawda Bisz wyrzuca je z siebie z prędkością karabinu maszynowego i trudno wszystkie niuanse wyłapać od razu, ale z przyjemnością będę włączał tę płytę nie raz, by wyławiać perły.

/ * * *

Bitamina „C” / „Plac zabaw” – zastanawiałem się, czy ten zespół powinien znaleźć się akurat w zestawieniu hip-hopowym, ale już niech tak zostanie. Bo nawet jeśli już faktycznie robią hip-hop to w mocno nietypowy, eksperymentalny sposób łącząc go z jazzem i etnicznymi dźwiękami. Robią to rewelacyjnie tworząc muzykę wyjątkową, choć na pierwsze ucho niełatwą. Ale warto poświęcić im uwagę. I tak będąc zupełnie szczerym, to tylko instrumentalna płyta „C” miała oficjalną premierę w 2016 roku, bo „Plac zabaw” (z wokalami) można słuchać już od 2014 roku, ale dopiero 2 lata później pojawiła się na CD (wcześniej pozostawał winyl i bandcamp). Kupujcie, póki są, bo nakład to zaledwie 200 sztuk.

/ * * *

Bonson „Znany i lubiany” – od razu przyznaję, że – delikatnie rzecz ujmując – nie przepadam za trapowymi klimatami w wykonaniu hip-hopowej młodzieży. Bity rżnięte na żywca, na żywca kopiowany flow, a treści żadnej. Jednak Bonson to w stosunku do młodych już stara gwardia, który do tej pory współpracował z Matkiem i Soulpete’m (bardziej mi pasuje w połączeniu z tym drugim). Postanowił jednak pokazać, że trapować i swagować też potrafi. I – moim zdaniem – zjadł całą konkurencję idealnie wpasowując się ze swoim wokalem i flow w to całe nowoczesne brzmienie. Najlepszy moment na płycie? Kiedy w połowie albumu pyta: „No i co? Potrapowali? Poswagowali? Pobujali główką? No to teraz sobie porapujemy jak trzeba! Elo!” I wpada w muzyczne tradycyjnie samplowane rewiry, które są mu świetnie znane. Obie części bardzo dobre!

/ * * *

Hubert Tas & The Small Circle „Mechanism” – muzykę Tasa cenię sobie od dawna, od “Passion Music Hip-Hop” i “Time To Build”, które nagrał wspólnie z DJ-em Czarnym (obecnie jako Voitek Noir). Potem solo nagrał „Roots” (również świetne), a teraz postanowił nagrać album z żywym bandem. Wyszło przecudnie. Trębacz, saksofonista, kwartet smyczkowy i perkusista wraz z Tasem obsługującym gramofon i pady przygotowali przepiękne połączenie hip-hopowych bitów i jazzem. To świetne żywe granie z dodatkiem scratchu i elektroniki. Rewelacja!

 

/ * * *

Łona i Webber „Nawiasem mówiąc” – chyba zawsze, kiedy ten duet wydaje album to można go spokojnie wpisać w hip-hopowe podsumowanie roku… bez słuchania. Jednak niewybaczalnym błędem byłoby nie słuchać krążków, na których Łona niezmiennie pokazuje, że ma w głowie poukładane i swoją mądrością, inteligentnymi przemyśleniami potrafi w odpowiedni sposób się podzielić. Uwielbiam jego spostrzeżenia podane z charakterystycznym dla niego poczuciem humoru, dozą ironii i odrobiną goryczy. Weber pod te teksty robi idealne podkłady, więc z przyjemnością wszedłem w posiadanie wersji 2CD z instrumentalami.

 

/ * * *

Mroku „błęKITibiel” – tym razem raper z Koszalina postanowił na swoją nową płytę nie tylko napisać teksty, ale i wyprodukował na nią muzykę. I jest… nieco inaczej, niż do tej pory. Podkłady, choć oczywiście nie brakuje spokojnych, a nawet nastrojowych, to więcej tu wyraźnego, mocnego „rewolucyjnego” bitu. Bo i tematyka jest rewolucyjna. Mroku postanowił bowiem nagrać koncept album opowiadający historię hakerów, którzy chcą zmienić porządek świata, zawrócić z drogi prowadzącej prosto do zagłady. Od razu zaznaczam, że trzeba poświęcić trochę czasu, by wsiąknąć i zrozumieć tę historię, ale warto. Dlaczego? Bo album zawiera trafny opis współczesnego społeczeństwa.

/ * * *


OSTR „Życie po śmierci”
– najlepiej sprzedająca się polska płyta 2016 roku nie mogła nie znaleźć się w moim podsumowaniu. I to wcale nie z tego powodu, a zwyczajnie – co regularnie podkreślam – jestem fanem twórczości Adama, który nagrał rewelacyjny, szczery album. I znowu nie czytając wywiadu z Ostrym, który znowu zaczął ich udzielać, mogę dowiedzieć się co u niego słychać. Opowiedział w nim historię, jak to po przeszczepie płuca powrócił do życia. Historię przerażającą, ale z happy endem. Musicie mi uwierzyć na słowo, ale za każdym razem, kiedy słyszę, jak OSTR mówi, że podczas koncertu wybuchło mu płuco czuję ból w klatce piersiowej. I nawet jeśli raper nie jest urodzonym lektorem (mam wrażenie, że kwestie między utworami czyta z kartki) to nagrał świetny album, który znalazł na mojej półce miejsce obok wszystkich pozostałych przez niego nagranych.

/ * * *

Sarius „I żyli krótko i szczęśliwie” – ten raper zawsze miał szczęście do dobrych bitmejkerów. Debiut wyprodukował mu Eprom, drugi album (oraz poprzedzającą go EP-kę) – O.S.T.R. Nie ukrywam, że to dla bitów sięgnąłem po jego płyty. I wtedy okazało się, że ten raper z Częstochowy ma coś do powiedzenia i potrafi to z klasą nawinąć. Wydane w 2016 roku minialbumy „Złe towarzystwo” z duetem producenckim Voskovy + W.E.N.A. oraz „Zero starań” z Soulpete’m tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że to bardzo sprawny raper. Ale co z „I żyli krótko i szczęśliwie”? To kolejny poziom wyżej. Sarius idealnie wpasował się w nowoczesne brzmienie przygotowane przez duet Voskovy. Zwrotki rapera, w których nie brakuje autobiograficznych historii i (około)hip-hopowych tematów aż kipią energią. Ależ on ma flow!

/ * * *

Taco Hemingway „Marmur” – tak, wiem. Dużo w tym zestawieniu płyt wydanych przez Asfalt Records. Ale nic nie poradzę na to, że ta hip-hopowa wytwórnia jak żadna inna trafia z mój gust. A Taco Hemingway robi go w wyjątkowy sposób. Jest w jego sposobie opowiadania historii jakaś świeżość nie spotykana dotychczas na polskiej scenie. Filip zaintrygował słuchaczy najpierw „Trójkątem warszawskim”, zaraz potem „Umową o dzieło” i wszyscy czekali, na go jeszcze stać. A stać go na wiele, co udowodnił historią, którą opowiada mieszkając tajemniczym hotelu Marmur. Teksty już wcześniej pisał świetne, ale teraz podszlifował styl i flow. Pracę domową odrobił też Rumak, który wcześniej tworzył chropowate bity, które nierzadko przypominały szkice do bitów. Teraz brzmi to nowocześnie. Zawodowo. Bo i Taco przeszedł na zawodowstwo.

/ * * *

Pozostało jeszcze podsumowanie płyt z innych gatunków, które również zrobiły na mnie wrażenie. W ostatnim odcinku z tej serii pojawi się w przeważającej liczbie elektronika oraz jazz, a nawet klasyka i folk. Już teraz zapraszam!

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.