platforma blogowa portalu głos koszaliński

Trzy łyki muzyki #24. The Franks Daredevils / Baroness / Hellyeah

Trzy łyki gitarowego grania: „Dead Inside” zespołu The Franks Daredevils, Baroness i ich „Purple” oraz Hellyeah „Unden!able”.

3LM24

 

thefranksdaredevils-deadinsideŁyk 1. Zdarza się Wam, że to, co początkowo najbardziej przeszkadza w słuchaniu muzyki, potem okazuje się jej największym atutem? Mnie to spotkało przy odsłuchu EP-ki „Dead Inside” kanadyjskiej death/thrashowej ekipy The Franks Daredevils (tak na marginesie – jak na EP to bardzo długa płyta, bo zawierająca 9 utworów , w tym dwa bonusy, a przecież często pełnoprawne płyty death metalowych zespołów potrafią być krótsze).

 

Od pierwszych dźwięków nie można muzykom odmówić sprawności gry i pomysłu na muzykę. Soczyste riffy, solówki urozmaicające numery, charczący wokal, napędzająca całość  perkusja – czyli wszystko, co powinno się znaleźć w mocnym, metalowym graniu (patrz/słuchaj: „Buy Work & Sleep”). Pierwsze, co mnie „ugryzło” to specyficzna melodyka wokalu, której wcześniej nie spotykałem w tego typu graniu. Gardłowy The Frank Daredevils nie tylko growluje, wyszczekuje wersy, ale i je (charcząco) wyśpiewuje. Zrzucam to na fakt, że chłopaki są z Kanady, tej francuskojęzycznej – jak zgaduję na podstawie pierwszego numeru „Arnaque Democratique”, który jest napisany właśnie w tym języku. I właśnie ta „gryząca” początkowa fraza po kolejnych odsłuchach okazała się najmocniejszą stroną zespołu. Szczególnie w tytułowym „Dead Inside”. Mistrzostwo!

 

I tak przez siedem numerów, a kolejny zgrzyt pojawił się na bonusowych numerach. Po co je zespół dodawał, skoro są jakieś takie… inne. Gorsze od wcześniejszych. Jakby zespół nie do końca się na nich zgrał, jakby coś w nich wyraźnie się nie udało. Tak myślałem przez kilka pierwszych odsłuchów, aż – zupełnie nieświadomie – zacząłem dostrzegać uroki (no właśnie) wokalu w refrenie „The Hipocrysy Of Our Democracy”. Wrażenie niedoróbki co prawda pozostało do dziś, ale ogólna ocena – bardzo pozytywna. Polecam sprawdzić.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=6N85hUiT6Xo[/youtube]

 

purpleŁyk 2. „Purple” to pierwszy album Baroness, który dane mi było usłyszeć. I od pierwszego odsłuchu jestem oczarowany grą rockmanów ze Stanów Zjednoczonych. Tu wszystko się zgadza. Kiedy ma być mocno, to tak jest; kiedy pojawia się melodia, to taka, która z miejsca zostaje w głowie. I to melodia  z tych niebanalnych.

Jako pierwszy nie do zapomnienia jest oczywiście „Shock Me” zaczynający się od spokojnego elektronicznego wejścia. Choć na dobrą sprawę odsłuch każdego numeru cieszy. Wraz z pojawieniem się dźwięków otwierających kolejnych kompozycji, bo po kilu odsłuchach wiadomo już, co czeka słuchacza. Wysokiej jakości miks rocka, sludge metalu i progresji. Czy będzie to świetnie rozpędzony, wielowątkowy „Kerosense”, mocny i przebojowy zarazem „Desperations Burns”, czy spokojniejszy, ale rozkręcający się z każdą minutą „Chlorine & Wine”, bądź nastrojowy „If I Have to Wake Up (Would You Stop the Rain)”.

 

Tak, Baroness potrafią budować napięcie. Zarówno w poszczególnych utworach, jak i na całej płycie. Słuchanie tego krążka to czysta przyjemność!

 

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=t6OCeW6FVvY[/youtube]

 

hellyeahŁyk 3. Vinnie Paul za grę w Panterze, najlepszym metalowym zespole na świecie (w moim rankingu), zawsze będzie zajmował u mnie wysokie miejsce. Chad Gray za to, co zrobił na pierwszych płytach Mudvayne również ma u mnie szacunek. Obaj spotkali się w zespole Hellyeah i robią kawałek dobrej muzyki. Może już nie na takim poziomie, za jaki ich cenię za wcześniejsze dokonania sprzed połączenia sił, ale zawsze.

 

„Unden!able” to znowu porządne metalowe granie, w którym można tu i ówdzie wyczuć klimat gitarowych riffów i partii perkusji Pantery (choć więcej tego wyłapywałem na krążku „Band Of Brothers”) oraz charakterystycznych mudvayne’owych wokaliz. Początek płyty naprawdę porządnie kopie tyłek. Szczególnie „Be Unden!able”. W dalszej części stało się jednak coś niepokojącego: szukanie melodii na siłę. Ta wkrada się już w refrenie do „Human”, jednak tu jeszcze się broni. Ale to, co dzieje się w „Leap Of Faith” to już przesada. Klimatyczna zwrotka obiecuje co prawda ciekawą kompozycję, która zostaje kompletnie zniszczona przez refren zagrany na nijakim gitarowym riffie opartym na kilku akordach jakby granych na akustyku przy ognisku.

 

No i niestety po tym numerze przyjemność ze słuchania dalszej część płyty prysła, choć kilka metalowych ciosów jeszcze na niej jest, bo pojawiają się ballada „I Don’t Care Anymore” i popiszczowy „Love Falls”. Żeby nie było, lubię pop, i lubię ballady, ale nie takie. Niestety.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=L2F6HSUGcPQ[/youtube]

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.