platforma blogowa portalu głos koszaliński

Muzyczna Giełda GraMuzyka i nałogowi kolekcjonerzy płyt

Kolekcjonowanie muzyki na płytach to hobby przynoszące dreszczyk emocji, snobizm, a czasem nawet… nałóg. Tak uważają uczestnicy cyklicznej Muzycznej Giełdy GraMuzyka w Koszalinie.

 

fot. Radosław Brzostek

fot. Radosław Brzostek

 

Dziś muzyki z płyt już się nie słucha? Dziś liczy się tylko Internet? Statystyki od dłuższego czasu nie pozostawiają wątpliwości: internetowe portale streamingowe z dostępem do milionów płyt i utworów przeżywają prawdziwe oblężenie i odnotowują wzrost klientów, a sprzedaż fizycznych nośników sukcesywnie spada. Z drugiej jednak strony winyl przeżywa drugą młodość i na całym świecie, w tym również w naszym kraju dużym zainteresowaniem cieszą się różnego rodzaju giełdy płytowe, z coroczną imprezą Record Store Day na czele. W Polsce odbywa się nie tylko w Warszawie, ale także w innych miastach Polski. Na Pomorzu w Szczecinie i Trójmieście.

 

Giełda po koszalińsku

 

Swoją imprezę, choć dużo skromniejszą, mają też kolekcjonerzy z Koszalina i okolic. Od 28 marca 2015 roku co dwa, trzy miesiące w sklepie muzycznym Gram od kilkudziesięciu, do nawet 150 miłośników muzyki na nośnikach fizycznych spotyka się na Muzycznej Giełdzie GraMuzyka. Impreza organizowana przez blog GraMuzyka, który jest częścią gk24.pl, portalu Głosu Koszalińskiego z jednej przyciąga tych, którzy chcą uzupełnić swoje kolekcje o nowe albumy swoich ulubionych wykonawców, bądź poszukujących nowych dźwięków, z drugiej tych, którzy w domu mają półki uginające się pod ciężarem płyt CD i winyli, i chcą się przynajmniej część z nich odsprzedać. Są tacy, którzy przynoszą kilkanaście, kilkadziesiąt tytułów. Są i tacy, którzy w bagażniku samochodu i na tylnych siedzeniach przywodzą 500, a nawet 700 albumów.

 

Do tej drugiej grupy należy Jarosław Nawarycz, 55-latek z Koszalina. Ale to i tak niewielki ułamek kolekcji, którą trzyma w specjalnym, dzierżawionym pomieszczeniu w bloku, w którym mieszka. – Gdybym policzył wszystkie płyty winylowe, które mam – także te w gorszym stanie, i mało wartościowe – to na pewno byłoby to około pięciu tysięcy – zdradza. Taką kolekcję czarnych krążków budował przez ostatnie 12 lat. – Kiedyś, jeszcze w młodości zbierałem muzykę na szpulach, potem kasetach magnetofonowych, potem przeszedłem na płyty CD, a dopiero potem zdecydowałem się na winyle – opowiada. – Dziś zostało mi może 200 sztuk kompaktów, choć nie powiem, że czasem jakiejś płyty z wartościową muzyką nie kupię na srebrnym krążku, ale to winyl u mnie jest najważniejszy. Bo mówią, że muzyka z wosku ma swoje charakterystyczne, naturalne, ciepłe brzmienie i ja to potwierdzam. Na kompakcie to wszystko jest takie piękne, wyczyszczone, nie ma żadnych trzasków, szumów. Brzmi to idealnie, szczególnie jeśli ma się dobry sprzęt to na pewno, ale to mnie nie rajcuje. Wolę włożyć na gramofon czarną płytę.

 

Uroczy trzask czarnej płyty

 

Wielu posiadaczy winylowych kolekcji dodaje nawet, że słuchanie muzyki z płyty winylowej to swego rodzaju rytuał, wymagający od słuchacza więcej uwagi, skupienia się. Płyta na  jednej stronie zawiera bowiem kilkanaście do dwudziestu minut muzyki, po czym trzeba ją przełożyć na drugą stronę. A kompakt można włączyć na 70-80 minut i zająć się swoimi sprawami. – No i nawet lekko uszkodzony winyl z trzaskiem ciągle brzmi uroczo, a uszkodzona płyta CD jest w zasadzie do wyrzucenia – dzieli się swoim spostrzeżeniem jeden z uczestników giełdy skupiony na przeglądaniu kartonu płyt.

 

Choć Jarosław Nawarycz przywozi na giełdę setki płyt, to ma takie, których za nic by nie sprzedał. Mają dla niego dużą wartość. Może nawet nie tyle liczoną w złotówkach, co wartość sentymentalną. – Jedną za takich perełek jest płyta „Detox” Dżemu. Mam ją z autografami wszystkich muzyków. Zdobywane już w czasach po Ryśku Riedlu, ale jednak to się bardzo rzadko zdarza, by na jednej płycie mieć podpisy całego zespołu – przyznaje. I dokładnie pamięta, kiedy je upolował. To było w Koszalinie w amfiteatrze, w 2010 roku na Juwenaliach. – Naczekałem się na zespół, żeby wyszedł z garderoby, ale udało się.

 

Wśród swoich najbardziej wartościowych płyt wymienia też zagraniczne wydania Krzysztofa Klenczona, pierwsze angielskie tłoczenia The Rolling Stones w idealnym stanie. – Właśnie te pierwsze tłoczenia są najbardziej wartościowe. Albumy, które były wydane wtedy, kiedy ta muzyka powstawała. Nie te wydawane dziś wznowienia, reedycje – zaznacza kolekcjoner, dla którego zdobycie takiej perełki wiąże się z dreszczykiem emocji. No i niemałym wydatkiem, bo takie płyty potrafią kosztować kilkaset złotych.

 

Kolekcjonerstwo jak nałóg

 

Są i tacy, którzy uznają zbieranie płyt za nałóg, który potrafi wciągnąć tak samo, jak każdy inny. –  Zdecydowanie. Kolekcjonowanie to nałóg – stwierdza bez chwili zastanowienia 35-letni Łukasz Pilarski. A na sugestię, że ten nałóg jest na pewno zdrowszy od innych odpowiada: – No nie do końca, bo potrafi zniszczyć. Nie zdrowie, życie, ale budżet domowy. To tak, jak z alkoholem. Niby tylko jeden kieliszek, niby dla towarzystwa, ale w pewnym momencie okazuje się, że to jednak o jeden za dużo. Może być tak też z kupowaniem płyt.

 

Łukasz wie, co mówi. Pracował w sklepach z muzyką: najpierw w Empiku, później w Media Markt. Tam miał stały dostęp do płyt, do nowych wydawnictw. I to bardzo nęciło. – Ale dziś – w dobie Internetu, cyfryzacji, kiedy wszystko jest dostępne – to kupowanie już tak nie kręci. Te 10, 15 lat temu zdobywanie płyt było ciekawsze – zaznacza.

 

A muzykę zaczął zbierać już w podstawówce. Wtedy nie było jeszcze kompaktów, tylko kasety. – Natomiast tak na poważnie, świadomie i systematycznie swoją kolekcję zacząłem budować w 2006 roku – wspomina. – Z chęci posiadania muzyki na płytach CD, z chęci poznawania muzyki, bycia fair wobec wykonawców, wytwórni. Trochę też ze snobizmu.

 

Dziś ma kolekcję liczącą około trzy tysiące płyt. Przede wszystkim z jazzem, muzyką klasyczną, ale również rozrywkową, popową. – Trzymam je wszystkie na regałach z czasów PRL-u. Mam ciągle taki mebel – uśmiecha się. – Zdarza się, że znajomi przychodzą do mnie i mówią „Matko, ile Ty masz płyt!”. Ale to nie jest mój ołtarzyk. To nawet dla mnie krępujące, nie trzymam nawet tych płyt na pokaz. One mają być dla mnie.

 

 

Niemal od pierwszej giełdy pojawia się regularnie. Przynosi na nie zazwyczaj 100-150 tytułów. Dlaczego? – Po pierwsze okazuje się, że nie wszystkie płyty muszę mieć w domu. Po drugie – nie wszystkie dziś są dla mnie ciekawe, a kogoś innego mogą ucieszyć. Po trzecie to też możliwość odzyskania paru groszy. Na zakup kolejnych płyt na przykład – dodaje Łukasz, bo zdarza się, że opuszcza na chwilę swoje stoisko, by pobuszować na innych i coś ciekawego upolować. Nie ukrywa też, że taka giełda to okazja do tego, żeby spotkać podobnych do siebie kolekcjonerów, porozmawiania, sprawdzenia swojej wiedzy muzycznej.

 

Giełda poszerza horyzonty

 

Po taką wiedzę na giełdę przychodzą dużo młodsi fani muzyki, którzy na przekór internetowej modzie słuchania online zaczynają budować swoje płytowe kolekcję. – Pierwszą płytę dostałem około sześć lat temu i właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda ze zbieraniem – opowiada Bartek Siatkowski, 18-letni uczeń I LO im. Dubois w Koszalinie. – Kolekcjonuję płyty głównie dlatego, że uwielbiam mieć muzykę pod ręką, w fizycznej formie. Podobnie mam z resztą z książkami. Na chwilę obecną moja kolekcja liczy około 90-100 płyt.

 

Na pierwszą giełdę trafił zachęcony artykułem na blogu GraMuzyka. – Uważam, że akcje takie jak giełda są świetnym wydarzeniem, bo każdy może znaleźć coś dla siebie, bez względu na upodobania muzyczne. Poza tym można poznać ludzi o podobnych gustach i przy okazji poszerzyć swoje muzyczne horyzonty – wymienia zalety imprezy.

 

Bartek na pierwszą giełdę przyszedł co prawa sam, ale już na kolejną przyprowadził przyjaciela. – Właściwie poszedłem bez najmniejszego oporu, choć w pierwszej chwili myślałem że będzie to w rodzaju typowej giełdy, czyli polskie disco polo w okładce z NRD – nie ukrywa Michał Ryśkiewicz, również 18-latek z I LO. – Jednak gdy zobaczyłem, że są tam ludzie, dla których tak samo jak dla mnie muzyka jest istotna w końcu mogłem powiedzieć:  „tak zdecydowanie to jest to miejsce” – dodaje posiadacz około 200 płyt CD i około 100 winyli, głównie z rockiem i bluesem. Ta kolekcja jednak ciągle się powiększa, choćby o kolejne egzemplarze przynoszone do domu z koszalińskiej giełdy. Bartek i Michał chodzą od stoiska do stoiska, przekopują dziesiątki, a nawet setki płyt w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Nie tylko zespołów, które już świetnie znają. Rozmawiają z wystawcami, pytają o ciekawych wykonawców gatunków, których słuchają najczęściej.

 

– Generalnie na giełdę rzadko idę w poszukiwaniu czegoś konkretnego, lubię zdawać się na los i kupować to, co wpadnie mi w oko – przyznaje Bartek. – Przede wszystkim warto zaznaczyć, że na giełdzie znalazłem płyty, które normalnie ciężko dostać fizycznie, mam tu na myśli trochę black metalu, czy lokalnych twórców.

 

Kiedy następna?

 

To prawda, bo na Muzycznej Giełdzie GraMuzyka można w dobrej cenie kupić nie tylko muzykę znanych w kraju, czy na całym świecie wykonawców, ale również płyty zespołów z Koszalina i okolic. Na ostatniej, czerwcowej imprezie można było nawet dostać specjalną płytę-składankę: kompilację utworów koszalińskich raperów.

 

– Miłośnicy muzyki szukają na giełdzie przeróżnej muzyki. I wydaje mi się, że zawsze coś znajdą. Nawet jeśli nie szukają rocka, popu, czy metalu. Bo i muzyka klasyczna się trafi, i akordeonowa. Chyba każda – mówi Jarosław Nawarycz. – Na tej ostatniej giełdzie podszedł do mnie kolekcjoner z… Wrocławia. Powiedział, że był przejazdem, o imprezie dowiedział się przypadkowo. Widziałem jak wychodził zadowolony ze sklepu z kilkoma płytami pod pachą.

 

Takich kolekcjonerów zadowolonych z zakupów na giełdzie jest dużo więcej. I wielu jeszcze zanim z niej wyjdzie zapyta „a kiedy kolejna?”, bo dla nich obecność na imprezie to obowiązek. Przyjemny obowiązek.

 

To kiedy? Kolejna Muzyczna Giełda GraMuzyka odbędzie się po wakacjach, we wrześniu.

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.