platforma blogowa portalu głos koszaliński

Trzy łyki muzyki #16: Henry David’s Gun / Puscifer / Besides

Akustyczny Henry David’s Gun, elektroniczno-rockowy Puscifer i post rockowy Besides – to kolejny zestaw w cyklu „Trzy łyki muzyki”.

3LM16

 

henry-davids-gunŁyk 1. „Over The Fence…” zespołu Henry David’s Gun to album dla tych, którzy lubią akustyczne wyraźnie pachnące Ameryką Północną granie. Dużo w nim miejskiego folku, country, indie rocka intymnie brzmiącego gitarą, ukulele, banjo, tu i ówdzie pianinem, doprawionego uderzeniami w cajon.

 

Ta wspomniana przeze mnie intymność budowana jest przez wykonawczy minimalizm. To dźwiękowe powietrze wyraźnie słychać na większości utworów, z których wyróżniłbym „Melting Ice”, czy „Evening Glow Orange”, a w bardzo klimatycznym „By The Riverside” zapachaniało nawet ogniskiem (choć to akurat mały minus utworu). Bardziej energicznie robi się w świetnych „Bottomless Lake”, „Minus Seven”, czy „Time On My Hands”, który skojarzył mi się trochę z Paulem Simonem (grającym z Chevy Chasem).

 

Klimat robi oczywiście sam Wawrzyniec Dąbrowski ukrywający się pod pseudonimem Henry David. Jego wokalna maniera raz przywodzi na myśl grunge’owe legendy (w przepięknym „33 Beads”), innym razem wyczuwa się wpływy  Stinga (w wymienionym już „By The Riverside”). Polecam wszystkim, którzy choć na chwilę chcą dać odpocząć uszom od mocnych gitarowych przesterów.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=0bcfLkTr4pY[/youtube]

pusciferŁyk 2. Nie spodziewałem się, że tyle razy będę musiał dawać szansę jednemu krążkowi. Geniusz „Money Shot” Puscifera dotarł do mnie przy 10 (20?!) odsłuchu. Bo wcześniej – jako fanatyk wszystkiego, w czym paluchy maczał James Maynard Keenan – słyszałem na nim tylko przyzwoicie skrojone piosenki. I myślałem: – Co jest, Maynard?! Serio tylko na tyle Cię stać?!

 

Kiedy jednak po raz kolejny słuchałem „Galileo” coś w moim mózgu (sercu, duszy?) przeskoczyło. Ten przejmujący mrok elektronicznego pulsu, oszczędnych gitar, niepokojący groove basu i przede wszystkim harmonie wyśpiewywane przez wokalistę Toola i A Perfect Circle wraz z (jak zgaduję) Cariną Round. Albo „Simultaneous” z genialną linią basu, „The Remedy” z energetycznym refrenem w klimacie A Perfect Circle, czy najmocniejszy na płycie, nieco industrialny „Money Shot”.  Choć chyba największe wrażenie zrobił na mnie spokojny, klimatyczny „The Arsonist”.

 

Zresztą, chyba nie ma co wyróżniać i stopniować jakości poszczególnych utworów. Cały album jest po prostu świetny. Oszczędny w dźwięki, wysmakowany, przepiękny, a kiedy trzeba mocno rockowy. No tak… Tylko kiedy nowy album Toola, Maynard?

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=HivxFBB87-Y[/youtube]

besidesŁyk 3. W tę gitarową, instrumentalną, post rockową muzykę wsiąknąłem od razu i w całości. Od oszczędnych dźwięków otwierającego album „Of Joy”, aż po ścianę dźwięku w ostatnim na płycie „Of Sorrow”. Tak, Besides na krążku „Everything Is” pokazuje, jak można żonglować klimatem. Zarówno w obrębie jednego utworu, jak i całej płyty.

Bo np. rozpoczynające się pięknie brzmiącą czystą gitarą „Efflorescent” rozwija się każdą minutą, budując dramaturgię zwiększającą się ilością dźwięków i ich natężeniem, by zakończyć się stonowanymi plamami. I tak jest z każdym niemal utworem. Choćby z kolejnym „Fluttering” zachwyca środkową, pełną energii częścią, a im bliżej końca albumu, tym więcej mocy i przesteru w gitarowych riffach.

Ale przyznam, że chyba nie jestem w stanie mi wymienić jednego utworu, który jest najlepszy. Zwyczajnie trudno odkleić się od tego krążka jako całości. Kiedy już wciśnie się przycisk „Play” to nie sposób przerwać jego słuchania. Polecam!

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=D0d98BB4nNw[/youtube]

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.