platforma blogowa portalu głos koszaliński

Bacteryazz na żywo: Mocniej, niż z płyty

Widać i słychać, że koszaliński Bacteryazz nie siedzi tylko na sali prób, ale też jeździ i koncertuje. Podczas koszalińskiego koncertu w pubie Graal zagrali mocniejszą wersję tego, co można usłyszeć na ich płycie „Za drzwiami”.

 

 

Bacteryazz / fot. Paweł Bułło

Bacteryazz / fot. Paweł Bułło

Co prawda minął tydzień od koncertu Bacteryazz w pubie Graal (12.02.2016), ale łapię się na tym, że wracam jeszcze myślami do tego, co tam zobaczyłem i usłyszałem. Warto więc chyba przelać na komputer te myśli.

 

Koszaliński zespół na swoim terenie pokazał się z bardzo dobrej strony grając przede wszystkim materiał ze swojej debiutanckiej, wydanej własnym sumptem płyty „Za drzwiami”.

 

I – co często zauważam porównując muzykę słuchaną z płyty z tą graną na żywo – okazało się, że to, co na płycie na żywo brzmi dużo mocniej. Album jest przede wszystkim rockowy z pewnymi zaczerpnięciami z metalu. Na żywo tego metalowego kopa czuć dużo więcej.

 

Zobacz zdjęcia >>> Bacteryazz w pubie Graal – Paweł Bułło

W tej kwestii dobrą robotę robią przesterowane riffy grane przez Rodzyna z wyraźną sekcją rytmiczną, gdzie Darek Bendyk (perkusja) lubi od czasu do czasu kopnąć podwójną stopą. Swoje pięć groszy dodaje wokal. Mariusz na płycie często śpiewający, na koncercie bardziej wrzeszczący. Dobrym rozwiązaniem jest też wprowadzenie dwóch chórzystów. Rodzyn i Henryk swoimi okrzykami dodają mocy refrenom. Ten drugi nawet od czasu do czasu przejmuje rolę głównego wokalisty (w numerze „Ernest”) i w tym czasie Mariusz robi sobie chwilę wolnego schodząc ze sceny.

 

Znika również podczas utworu „Bacteryazz”, czyli instrumentalnej części koncertu i muszę powiedzieć, że ten trans świetnie buja również na żywo. Tutaj od razu zauważę, że wyraźnie widać dramaturgię koncertu, że tracklista nie jest przypadkowa, a układająca się w całość zgodnie z założonym scenariuszem. Zespół płynnie przechodzi między niektórymi utworami nie zostawiając miejsca na konferansjerkę, choć i tej – pełnej żartów i prób nawiązania dialogu z publicznością – nie brakuje. Szczególnie rozbawiła mnie informacja o tym, że nowy album zostanie wydany dopiero wtedy, kiedy sprzeda się cały nakład debiutu, no i słowa: – A teraz będzie ballada. Dlaczego rozbawiły? Bo, to co po nich usłyszałem było co wolniejszym numerem od poprzedniego, ale na pewno nie było balladą.

 

Widać i słychać, że zespół nie siedzi tylko na sali prób, ale też jeździ i koncertuje. A jeśli już w tej sali się spotyka, to powstają nowe utwory. Kilka z nich można było również usłyszeć podczas koszalińskiego koncertu. I tu muszę od razu powiedzieć, że nowy materiał zapowiada się bardzo interesująco. Słychać w nich co prawda, podobnie jak w starszych kompozycjach, odniesienia do konkretnych zespołów i zagrywek, na których kapela się wzoruje, ale nawet najprostsze pateny na żywo kopią, jak trzeba. A jeśli będzie bardziej selektywnie i brzmieniowo bardziej mięsiście, to będzie jeszcze lepiej.

 

Cały koncert stałem w pierwszym rzędzie przed sceną i zadowolony bujałem się w rytm numerów Bakterii. I widziałem wyraźnie, że nie jestem w tym odosobniony. Na koncercie bawiło się prawie 90 osób.

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.