platforma blogowa portalu głos koszaliński

Zabrocki w Jazzburgercafe. Historia niespełnionych obietnic [wideo]

„1+1=0”, czyli muzyczna matematyka Marcina Zabrockiego to po prostu suma niespełnionych obietnic, które dały sobie dwie osoby. Ci, którzy słyszeli ten album już o tym wiedzą. Pozostali mogli się o tym przekonać podczas koszalińskiego koncertu Zabrockiego w Jazzburgercafe.

 

Zabrocki w Jazzburgercafe / fot. Mariusz Rodziewicz

Zabrocki w Jazzburgercafe / fot. Mariusz Rodziewicz

 

Marcin Zabrocki nie ukrywał, że wyjście na scenę to dla niego duże wyzwanie, bo jego twórczość to nie zwykły zestaw piosenek, które można z lekkością wyśpiewać i zejść ze sceny. Zawarta w nich jest duża część jego samego. Koszaliński koncert był dla niego jeszcze trudniejszy, bo grał „u siebie”. Nieopodal Jazzburgercafe mieścił się bowiem kiedyś klub 36,6 będący dla młodego Marcina miejscem „konstytuującym (…) To było miejsce, gdzie spędzałem bardzo dużo czasu, gdzie słuchaliśmy muzyki, nowej muzyki.” – mówił w wywiadzie dla GraMuzyka. W Koszalinie uczył się w szkole muzycznej, a w leżącym niedaleko Koszalina Polanowie wychowywał się. Znany przez wielu jako Dzidzia muzyk ostrzegł uczciwie, że Dzidzia nie żyje. Zginął trzy lata wcześniej w wypadku samochodowym.

 

Zarówno tuż przed koncertem, jak i w jego trakcie Marcin zastanawiał się, czy fakt występu przed koszalińską, świetnie znaną mu publicznością powinien powodować większe, niż zwykle zdenerwowanie, czy raczej luz.

 

Niezależnie od tego, co kłębiło się w głowie Zabrockiego podczas koncertu, trzeba przyznać, że materiał z albumu „1+1=0” zabrzmiał rewelacyjnie. Pełniej, mocniej, a charakterystyczna – bardzo dosadna, czasem nawet wulgarna – konferansjerka Marcina pozwala lepiej zrozumieć sens poszczególnych tekstów.

 

Koncert rozpoczął „Parasol”. Zabrzmiały też „Boję się”, „Wiśniówka”, „Zgrzyt” i „Mentolowy dym”, nie zabrakło „Herbu warkoczyk” i oczywiście „Czemu wciąż jest czwartek” (tym razem wykonane tylko na męskie głosy). Publiczność usłyszała więc niemal wszystkie utwory z debiutu Zabrockiego, z których muzyk ułożył historię pewnego związku zaczynając od euforii poznania, idealistycznego projektowania sobie tej drugiej połowy jako ideału, przechodząc przez kolejne etapy rozwoju związku – szarej codzienności, braku intymności i kłótni.

 

Oprócz wyżej wymienionych na ten obraz złożyły się również utwory instrumentalne, w których muzycy mogli się wyżyć fizycznie i rytmicznie (bo nie żałowali instrumentów waląc w nie momentami bez litości), a także „Bez obroży” z repertuaru Voo Voo, „To co czujesz, to co wiesz” Brygady Kryzys (w swoich wersjach) i „Piosenka terrorystyczna” z płyty Pogodno „Wasza Wspaniałość”, do którego Zabrocki napisał muzykę. Swoją drogą, ciekawe dlaczego nie zabrzmiała „Oda do młodości” autorstwa Marcina, również z tej płyty. W zasadzie na swój pokrętny sposób mogłaby się wpasować w historię relacji damsko-męskich.

 

Koszalińska publiczność, wśród której faktycznie było wiele znajomych muzyka (tuż przed zakończeniem występu do Marcina podeszła mama, która w dała mu czerwoną różę) nie pozwoliła zejść muzykom ze sceny. Na bis zabrzmiała więc „Cała na świat” mająca być czymś na kształt nowego otwarcia dla Zabrockiego, po której Marcin wraz z zespołem zniknął na zapleczu klubu. Co zresztą wcześniej ze sceny wszystkim znajomym (i nieznajomym) zapowiedział.

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.