platforma blogowa portalu głos koszaliński

Zabrocki: To miłość czyni nas ludźmi [wywiad]

Marcin Zabrocki, muzyk pochodzący z Polanowa, który uczył się w koszalińskiej szkole muzycznej po wielu latach istnienia na scenie, grania w różnych zespołach w końcu wydał swój pierwszy, solowy album. W naszej rozmowie opowiada o kulisach powstawania płyty „1+1=0”, o sensie tytułu krążka, o tym, czy łatwo się śpiewa o miłości i oczywiście o swoich polanowsko-koszalińskich początkach muzycznych. 

 

Marcin Zabrocki / fot. materiały prasowe Kayax

Marcin Zabrocki / fot. materiały prasowe Kayax

* * *

Zanim przejdziecie do wywiadu – krótka informacja: Zabrocki zagra w Koszalinie koncert. W sobotę 12 grudnia 2015 r. wystąpi w klubie Jazzburgercafe. Start o godz. 21.

* * *

 

Czy jako młody Marcin chodząc do szkoły w Koszalinie byłeś mocny z matematyki?

W Koszalinie chodziłem do liceum w szkole muzycznej i miałem trzy razy z rzędu po wakacjach egzamin komisyjny z tego przedmiotu. Pozdrawiam w tym miejscu panią Domalewską, moją profesor matematyki.

 

To by po części wyjaśniało tytuł albumu „1+1=0”. Zastanawiałem się nad jego sensem i podpowiedź znalazłem w ostatnim utworze „Suma niespełnionych obietnic”.

To faktycznie może być podpowiedź dla mniej dociekliwych słuchaczy.

 

Sam, zanim dotarłem do tej kompozycji, a opierając się na warstwie tekstowej albumu pełnego opisów relacji damsko-męskich uznałem, że to równanie to może dwoje ludzi, ze spotkania których wcale nie musi coś wyjść.

To właśnie o to chodzi. Nie zawsze, jak spotyka się ze sobą dwoje ludzi to coś dobrego z tego wychodzi, czyli jest to w pewnym sensie suma niespełnionych obietnic. Przy takim spotkaniu na początku dwoje ludzi obiecuje sobie, jak to im razem będzie pięknie, snuje wizję wspólnego podbijania świata. A kończy się różnie.

 

Bo swoich związkach rozbijamy się o rzeczywistość…

O rzeczywistość. O traumatyczne nie przepracowane dzieciństwo. O prawo do posiadania, bo przecież się mówi: Ty jesteś moja, Ty jesteś mój. Kiedy zaczyna się myślenie o tej drugiej osobie jak o własności i pojawia się próba kontrolowania jej, to zaczynają się problemy.

 

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=xe-2f5WRw-o[/youtube]

 

Sam dawałeś takie niespełnione obietnice, czy raczej ważysz słowa?

Pytasz o bardzo intymne rzeczy. Teraz staram się już uważać, ale to nawet nie zawsze chodzi o to, że te obietnice są wypowiedziane. Chodzi o te dwa potencjały, które nie zawsze odpowiednio zadziałają. Ale to tylko moje doświadczenia, nie muszą dotyczyć innych. Moi rodzice na przykład już prawie od 40 lat są szczęśliwym małżeństwem. Dwa tygodnie temu byłem w Koszalinie na Złotych Godach mojego stryja. Świętowaliśmy 50-lecie małżeństwa. To było bardzo wzruszające. Chciałbym podziękować  tutaj  swojej rodzinie, która we mnie wierzy i od tylu lat wspiera w moich trudnych decyzjach.

 

Przepraszam, że o tak prywatne rzeczy pytam, ale skłoniły mnie do tego Twoje teksty. Choć oczywiście wcale nie musisz być bohaterem swoich piosenek. One są przede wszystkim o miłości, o relacjach damsko-męskich. I słuchając tego albumu znowu odniosłem wrażenie, że (prawie) wszystkie piosenki są o miłości. To dobry temat, łatwo się o tym pisze?

Na ten temat pisze mi się niezwykle trudno, ale to jest bardzo ważny temat. Temat, który dotyka każdego człowieka. Nie chodzi już tylko o miłość romantyczną między kochankami i, niezależnie od tego, czy to mężczyzna i kobieta, dwie kobiety, czy dwóch facetów. To też miłość między rodzicami, a dziećmi, między rodzeństwem. Według mnie to miłość czyni nas ludźmi.

 

„Miłość jest jak wojna” – to słowa jednej z piosenek. Ciekawe porównanie, szczególnie jeśli dodać do tego dalsze słowa mówiące o tym, że potrafi przeczołgać.

Na szczęście nie zawsze ta wojna kończy się czołganiem.

 

W tym utworze i jeszcze kolejnym – w „Parasolu” – pojawia się wątek pogody, także w kontekście uczuć. Bardziej dosłownie chciałem jednak zapytać. Można tam odczuć, że niespecjalnie lubisz opalanie, wolisz jesień.

Ten tekst napisał Budyń (Jacek Szymkiewicz – lider, wokalista i gitarzysta zespołu Pogodno – dop. aut.). Myślę jednak, że jako człowiek, który zna mnie bardzo dobrze, wiedział kto miał być bohaterem tej piosenki. Masz mnie.

 

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=yxJvoyrR_tE[/youtube]

Dla człowieka, który mieszkał niemal nad morzem, niechęć do opalania się może być trudna. Wolisz taką pogodę, jaka jest teraz? Czyli deszcz, słota i wiatr?

Nie… Ta płyta to swego rodzaju podsumowanie mojego dotychczasowego życia. Mam nadzieję, że zamykam już ten etap i kolejna płyta będzie wesoła. O tym śpiewam w piosence „Cała na świat”. Mam dosyć marudzenia.

Z tym słońcem to jest tak, że kiedyś jako dzieciak byłem w wakacje z ciotką w Darłowie. Od słońca zeszła mi cała skóra. Leżałem przez cały tydzień okładany maślanką i łuszczyłem się. Po tym wydarzeniu przez kolejne 30 lat unikałem słońca.

Ale to się u mnie już zmieniło. Teraz miałem pierwsze takie wakacje od mojej matury, które w całości spędziłem nad morzem. Dwa miesiące nic nie robiłem i byłem przeszczęśliwy, że nie mam żadnych planów, nie będę chodził po górach, nie będę oglądał zabytków. Tylko będę leżał, jadł, cieszył się słońcem i zbierał siły na to, że zaraz przyjdzie jesień i zima.

 

Może i mi się to kiedyś zmieni. Póki co wolę jednak aktywne wakacje ze zwiedzaniem, oglądaniem, przemierzaniem ulic miast typu Wrocław, Gdańsk. Ale wracając… Przyznam, że mieszkając tu w Koszalinie śledziłem Twoją ścieżkę kariery, odnotowywałem udziały w kolejnych zespołach. I kiedy pojawiła się Twoja solowa płyta, stwierdziłem: w końcu! A Ty jak zareagowałeś, kiedy trzymałeś w ręku krążek podpisany Twoim nazwiskiem?

Cały czas jeszcze nie do końca poradziłem sobie z tą całą sytuacją. Pierwszy trudny moment był w momencie, kiedy podpisywałem kontrakt z Kayaxem na płytę jako Marcin Zabrocki, która będzie się nazywała Zabrocki. Zdałem sobie wtedy sprawę, że to będzie coś zupełnie innego, niż do tej pory.

Teraz zagrałem dopiero kilka koncertów, rozmawiam z dziennikarzami, odpowiadam ta pytania, które też mi zadajesz. To jest trudne dla mnie, czasami myślę o sobie w trzeciej osobie, próbuję łapać do tego dystans. Zawsze się bałem rozmawiania o twórczości. Mam wrażenie, że wiele takich rozmów to bełkot. On niekoniecznie wynika z tego, że artysta, który o sobie mówi ma za duże ego i uwielbia o sobie gadać, ale dlatego, że bardzo trudno się o tym mówi, jeśli faktycznie ta muzyka wychodzi z trzewi.

 

Czyli jeszcze nie wiesz, czy się cieszysz z faktu jej wydania?

Nie, bardzo się cieszę, że ona wyszła, ale nie odnajduję się jeszcze jako Zabrocki. Może będę musiał sobie zbudować jakieś alter ego, że tamten Zabrocki jest kimś innym, niż ja, bo mnie bardzo dużo kosztuje wyjście na scenę, stanie tam, śpiewanie tych piosenek, i mierzenie się z oczekiwaniami publiczności. To bardzo trudne.

 

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=-E2pFrEIR1E[/youtube]

Łatwiej było wychodzić na scenę np. z zespołem Hey i ukrywać się niejako za Kasią Nosowską, frontmanką.

Oczywiście, że to łatwiejsze, bo cała odpowiedzialność spada na tego, kto stoi z przodu. Widzisz, jak Kasia miętoli z nerwów rękawy od swojej kurtki.

 

A to prawda. Funkcjonuje na scenie od ponad 20 lat, a ciągle zżera ją trema, co dość często powtarza.

Znam też Budynia, widać, że jest zwierzęciem scenicznym. Ale kto wie, jaka jest cena tego, że on tak się obnaża? Dlatego trzeba się zastanowić sto razy zanim się wyjdzie na scenę i zacznie opowiadać o sobie. Pod warunkiem, że to, co mówisz jest dla Ciebie ważne. Nie czuję się piosenkarzem, który po prostu śpiewa piosenki. Tu jest wszystko ważne, a to, co to scala jest miłość.

 

Płyta cieszy i powinny cieszyć także jej recenzje, bo – póki co – są bardzo pozytywne.

To dla mnie wielkie zaskoczenie. Spodziewałem się może, że ktoś napisze o niej na jakimś portalu, a nie tego, że takie opiniotwórcze tytuły będą dawać takie świetne recenzje. Mam nadzieję, że ta płyta dotrze nie tylko do dziennikarzy, ale także normalnych słuchaczy.

 

 

Jedna rzecz mnie uderzyła w tych recenzjach. Chyba każdy zauważa, że niejako „zmusiłeś” Kasię Nosowską do zaśpiewania słowa na „ch”, a ona raczej w swoich utworach po wulgaryzmy nie sięga.

Nie trzeba jej było jakoś specjalnie prosić. Podobała jej się ta piosenka, bo znała ją z wersji, którą nagrałem z Pogodno. Natomiast samo nagranie jej było niesamowitym przeżyciem. To był niesamowity gest ze strony Kasi, że zgodziła się zaśpiewać ją ze mną, zaśpiewać to słowo „ch…”, no i zrobić w to takiej formie. Byłem z Kasią u niej w domu. Wiem, że nie lubi tak pracować, a my staliśmy obok siebie śpiewając.

To też część tej magii, która była związana z pracą nad tym albumem. Nie było osoby, która by odmówiła. Kogo bym nie poprosił o pomoc, to przyjeżdżał, bądź zapraszał do siebie i dokładał swoją część serca i talentu.

 

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=rAmK9rIAS_I[/youtube]

A zastanawiałem się, czy to Ty zapraszałeś poszczególnych gości do udziału w płycie, czy wieść o jej powstawaniu się rozniosła i to wokaliści, muzycy pytali, czy by nie mogli gościnnie się pojawić.

Na początku nikt nie wiedział, że tę płytę robię, bo zniknąłem na dwa lata. Potrzebowałem tego czasu, żeby odnaleźć siebie na nowo i poskładać do kupy. Kiedy zacząłem ją tworzyć, to wysłałem komunikat: słuchajcie, wróciłem.  Po dwóch miesiącach już faktycznie kilka osób wiedziało o tym i zaczęli mówić, że mi chętnie w tym pomogą.

 

Na tej płycie otoczyłeś się przede wszystkim kobietami, tylko jeden męski wokal się dograł – Czesław Mozil. A spośród ludzi, z którymi współpracowałeś jeszcze brakowałoby mi Andrzeja Donarskiego z Mr. Zoob, czy Michała Wiraszki z Much, bo działałeś z nimi przy płycie „chcecicospowiedziec”. I mogę się mylić, ale wydaje mi się, że dzięki Tobie ta płyta brzmi kompletnie inaczej od tego, co wcześniej Muchy robiły.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Jeśli chodzi o Donara, czy Michała, to pewnie jeszcze się u mnie pojawią, bo mam nadzieję, że to nie jest ostatnia moja płyta. Trzeba też pamiętać, że te głosy damskie i Czesław, o których mówisz to wokaliści, a na tej płycie słychać jeszcze 15 zdolnych, genialnych muzyków. Oni też są bardzo istotnym jej elementem, bo to wszystko wyglądało tak, że w czasie nagrywania piosenek wpadałem na pomysł: Idealnie, gdyby pojawił się tu taki instrument. A kto gra na nim najlepiej? Łukasz. To dzwonimy do niego i zapraszamy. Świetnie, gdyby swojego szaleństwa dodał Budyń. I zagrał na mandolinie, czy na banjo, na gitarze basowej. „Parasol” bez niego byłby zupełnie inną piosenką.

Samych muzyków na tej płycie pojawiło się około dwudziestu. A to nie wszyscy, którzy przy niej działali, bo trzeba dodać ludzi, którzy współtworzyli klipy. Jedni przylatywali z Danii, inni zjeżdżali się na plan z całej Polski i pracowali za miłość. I za kanapki, których razem z koleżanką tego dnia zrobiliśmy z dwieście. Albo Magda Buczek, która zrobiła okładkę. Szukałem kogoś, kto zrobi okładkę, która nie będzie tylko obrazkiem, która będzie coś znaczyć. Można ją odebrać na poziomie emocjonalnym.

 

Słuchając Twojej płyty miałem problem ze znalezieniem dla niej muzycznej szufladki. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to „piosenka autorska” wymykająca się gatunkom. Wcześniej miałem taki problem z muzyką Czesława Śpiewa. Sam potrafisz nazwać swoją muzykę? A może nie masz potrzeby, by ją nazywać?

Nie mam takiej potrzeby. To po prostu są piosenki. Mamy tradycję pisania znakomitych polskich piosenek: Duduś Matuszkiewicz, Młynarski, Przybora, Wasowski. Piosenka jest taką formą, która ma bardzo wiele ograniczeń i posiadając je, zdając sobie z nich sprawę musisz pokazać cały swój talent, cały kunszt w tej formie. Masz trzy, cztery minuty, żeby pokazać swój warsztat kompozytorski i nie możesz tego „przegadać”.

 

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=mhRUK4K-lYA[/youtube]

No i to się udało. Patrząc na te utwory z tej strony to faktycznie nie ma tu niemal solówek, jakichś popisów wirtuozerskich, a przecież jesteś świetnym muzykiem i mógłbyś się z tej strony pokazać. Jest za to prostota, jest dużo emocji.

Chciałbym teraz odejść trochę od tematu samej płyty, a zapytać o stare koszalińskie czasy. Jakie miejsca, jakie sytuacje szczególnie zapadły Ci w pamięć, do których najchętniej wracasz?

Miejsce, które było dla mnie bardzo ważnym, konstytuującym. To było 36,6 prowadzony przez DJ-a Scotta i Grzesia Horodyńskiego .To było miejsce, gdzie spędzałem bardzo dużo czasu, gdzie słuchaliśmy muzyki, nowej muzyki. Tam również przesiadywał zespół New Da Wont, z którym zaczynałem grać w Koszalinie, gościnnie, ale byłem z nimi bardzo blisko. Drugie miejsce to Rock Cafe pod amfiteatrem. No i tych miejsc już nie ma.

Jest Centrala Artystyczna, którą bardzo lubię. Szanuję Wiolę, która ma siłę i dalej działa pokazując ludziom, że można inaczej obierać rzeczywistość. Mam też w Koszalinie przyjaciół, z którymi byłem blisko związany. Miło też wspominam szkołę muzyczną. Tu chciałbym wspomnieć jej dyrektora Stefana Masłowskiego, który był  moim wychowawcą. To jest niesamowicie cudowny pedagog, który była wyrozumiały dla moich szaleństw i niepoukładania. Na wyskoki wielu z nas pozwalał, a jednocześnie potrafił wyznaczyć granice i wskazać odpowiedni azymut. . Bardzo dawno go nie widziałem i jakoś nie składa się, żebym mógł go odwiedzić, a gdyby nie pojawił się na mojej drodze, to nie wiem, jak by moje życie wyglądało. Może skończyłoby się piciem piwka. A on jednak mnie kopał w tyłek i dotarłem do matury i skończyłem tę szkołę.

 

W zeszłym roku w ramach Hanza Jazz Festival w Koszalinie koncert grał Marcin Wasilewski Trio. Przy tej okazji Marcin odbierał nagrodę od prezydenta. Też wspominał szkołę, ale stwierdził np. że grania jazzu akurat w niej się nie nauczył. A Ciebie czego nauczyła, bądź nie nauczyła ta szkoła?

Oczywiście, że nie uczyli nas tam jazzu. Sam też miałem pretensje, że taki duży nacisk jest na  przedmioty ogólne, na tę matematykę, a także na klasyczną muzykę, że nie ma czegoś innego. Z perspektywy czasu to są jednak rzeczy, z których dziś mogę korzystać. To, czego nauczyłem się na lekcjach harmonii do dzisiaj pamiętam i wykorzystuję.

 

Pamiętasz pierwszy zespół, w którym grałeś?

Oczywiście. Usłyszałem zespół Pixies, kasetę złożoną z dwóch EP-ek „Surfer Rosa” i „Come on Pilgrim” i oszalałem. Stwierdziłem: – Jaka tam jest energia, jakie to niesamowite. Chcę zostać muzykiem.

No i w Polanowie założyliśmy zespół z koleżanką i dwoma kolegami. Nazwaliśmy się New Fields, Nowe Pola, czyli niby Polanów w języku angielskim. Zagraliśmy na jednej z pierwszych Wielkich Orkiestr Świątecznej Pomocy. Kontynuowaliśmy to dalej w Koszalinie z Bartkiem Janiakiem ze szkoły. Wiedziałem, że chcę to robić. Potem pojawiło się granie z New Da Wont, z niego trafiłem do Mr. Zoob. Tak to się zaczęło i poszło dalej.

 

Grałeś w wielu zespołach. To była praca najemna? Jak to wyglądało?

To nigdy nie była praca najemna. Z Muchami akurat zagrałem bardziej z przyjaźni, nie jeździłem z nimi na koncerty. Ale zawsze byłem członkiem zespołu, a nie zapraszanym gościem. I od każdego z nich czegoś się nauczyłem. Od Mr. Zoob np. tego, że koncert to przedstawienie. Na scenę trzeba wyjść przebranym, ludzie mają się bawić. Potem trafiłem do Poznania, do zespołu Hot Water. Tam z kolei mniej liczyła się prezencja sceniczna i show, za to była olbrzymia praca nad dźwiękiem, brzmieniem. Po prostu cholernie ważna była muzyka.

A Pogodno? Usłyszałem ich na studiach i stwierdziłem: – To jest genialna muzyka. Usłyszałem, że z tego bije olbrzymia energia. Spotkała się sfora psów, chłopaków, którzy są w sile wieku, wszyscy zmierzają w tym samym kierunku i pożerają świat. A zespoły, do których wcześniej trafiałem miały muzyków dużo starszych ode mnie. Chciałem trafić na taką grupę rówieśników. Po latach faktycznie zacząłem grać w tym zespole, nagrałem z nimi ważną dla mnie płytę „Wasza Wspaniałość”.

Grałem mnóstwo różnych gatunków. I blues, i reggae, jazz, awangardowe rzeczy. Każda z nich we mnie została. Potem to trawi się przez swoją wrażliwość i umiejętności.

 

Na koniec… Zagrasz w Koszalinie koncert?

Chciałbym tu zagrać. Zachęcamy do zaglądania na nasz profil facebookowy, na którym wszelkie informacje koncertowe będą się pojawiać.  A może ktoś może nas wspomóc, jakiś przedsiębiorca z Koszalina i jest w stanie wypożyczyć nam busa na trasę koncertową? Bylibyśmy wdzięczni.

 

rozmawiał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@polskapress.pl

Komentarze (1) do “Zabrocki: To miłość czyni nas ludźmi [wywiad]”

  1. Karolina napisał(a):

    Profesor Domalewska już nie żyje.