platforma blogowa portalu głos koszaliński

Wacław „Vogg” Kiełtyka [Decapitated]: „Blood Mantra” jest naszym najlepiej brzmiącym koncertowo albumem [wywiad]

Rozmowa z Wacławem Voggiem Kiełtyką, liderem zespołu Decapitated. Grupa zagra 31 stycznia 2015 r. w Koszalinie koncert. Wystąpią w Clubie 105.

Zespół Decapitated. Vogg  drugi z prawej / fot. Materiały promocyjne zespołu

Zespół Decapitated. Vogg drugi z prawej / fot. Materiały promocyjne zespołu

 

 

– Recenzje „Blood Mantra” są co najmniej przychylne, żeby nie powiedzieć entuzjastyczne. Wielu twierdzi, że to najlepszy album Decapitated, co wydaje się naturalne, jeśli muzyk się rozwija. Ty też czujesz, że to najlepszy z dotychczasowych materiałów?

– Witaj! Czy najlepszy, tego nie wiem. Mamy w swoim dorobku już sześć albumów i ciężko byłoby mi powiedzieć, który jest najlepszy. Każdy jest inny, ma coś w sobie wyjątkowego. Dla mnie ten album jest zajebisty i jestem z niego dumny. Cieszę się, że tak fajnie wyszedł. Ciężko się nad nim napracowałem i mam teraz dużą satysfakcję, gdy go słucham. A numery na żywo wypadają rewelacyjnie. Może jeśli chodzi o to, jak te nowe kawałki brzmią na koncercie to faktycznie można zaryzykować, że „Blood Mantra” jest najlepiej brzmiącym koncertowo albumem z pośród naszych wszystkich wydawnictw.

– W odróżnieniu choćby od „Carnival Is Forever” Wasz najnowszy album moim zdaniem cechuje większa przejrzystość, utwory są bardziej przyswajalne przez to, że nie ma w nich już tak dużo technicznych zawijasów, „niepoliczalnych” temp, jest nieco bardziej klasycznym death metalem. Z czego to wynika?
– „Mantra” jest faktycznie trochę bardziej przyswajalna i bardziej przebojowa, niż wcześniejsze albumy. Poprzednie jak dla mnie też nie były jakoś zbytnio przekombinowane i nie wiem skąd ta opinia. Uważam, że faktycznie były wymagające pod względem technicznym, ale przekaz był prosty. „Mantra” jest bardziej okiełznana, dojrzalsza, ale nie zgodzę się, że jest to klasyczny death metal. Myślę, że klasyczny death metal to takie zespoły jak Death, Deicide, Cannibal Corpse, Incubus, Autopsy, Morgoth lub Suffocation. Nasz styl odbiega bardzo od takich rzeczy, chociaż ciągle gdzieś tam jest osadzony w dobrych oldschoolowych fundamentach.

– Tytułowy „Blood Mantra” nasuwa mi nawet skojarzenia z thrash i groove metalem z lat 90-tych…
– Serio? Hmm… Nieźle, ja nie wiem, nie znam sie 🙂 Jeśli tak faktycznie jest to ok, nie mam nic przeciwko temu.
–  Są też bardzo szybkie, ekstremalne tempa. Ścigacie się jeszcze sami ze sobą, ile potraficie wycisnąć z siebie?
– No co ty, stary, nikt się tu z nikim nie ściga. Dzizas, jeśli chcę zagrać mega szybko to gram mega szybko, jeśli wolniej to gram wolniej. Po prostu. Nie ma w tym jakiejś większej filozofii. W muzyce masz dowolność dobierania tempa jakiego chcesz, możesz się tym bawić. Ja wybieram wszystkie możliwe tempa od wolnych po mega szybkości, bo tak musi być, muzyka musi być zróżnicowana. Śmieszy mnie podejście kapel, które grają tylko szybko, albo tylko wolno. Nie kumam. Po co grać tylko szybko, albo tylko wolno jeśli można i tak, i tak. Decap jest takim bandem, że mogę sobie pozwolić grać co tylko chce. Nie jesteśmy uzależnieni od temp, tematyki czy stylu. Zauważyłeś, że na „Blood Mantra” każdy kawałek jest inny, ma inne tempo, jest w innym stylu i ma inny groove i dlatego jest moim zdaniem fajnym albumem, bo jest zróżnicowany i zaskakujący. Nigdy nie wiesz co stanie się w kolejnym kawałku.
– Decapitated to Vogg, a Vogg to Decapitated? Pytam, bo we wkładce albumu jest notka, że jesteś autorem całej muzyki na „Blood Mantra”.

– Tak jestem autorem całej muzyki. Skomponowałem wszystko tym razem – bębny, bas, gitary i wokale. Jeśli chodzi o warstwę liryczną, to tym razem zrobił to Rafał Rasta Piotrowski.
– Jesteście w trasie koncertowej. Jeździ z Wami m.in. pochodząca z naszego regionu Materia. Co sądzisz o chłopakach ze Szczecinka?

– Materia to zajebisty bend. Uwielbiam ich jako ludzi i jako muzyków. Tworzą zajebistą muzę i robią niezłe zamieszanie na koncertach. Mają właśnie ten rodzaj energii, który lubię i wszystko jeszcze przed nimi, bo na razie się rozwijają. Trzymam kciuki.

– Występowali w programie „Must Be The Music”. Jak sądzisz, jest miejsce na mocny metal w takich programach?

– Oczywiście, że tak, dlaczego miałoby niby nie być tam miejsca na metal? Zresztą chyba dostali dobre opinie, z tego co wiem, prawda?

– Jesienią mnóstwo się mówiło i pisało o protestach w związku z koncertami Behemoth. W Poznaniu nawet został odwołany. Jak Ty i koledzy patrzycie na te problemy Nergala i jego kolegów z zespołu?

– No cóż, chyba sprawa jest jasna. Żyjemy w kraju, gdzie rządzą idioci i nie pozwalają ludziom o innych przekonaniach żyć po swojemu. Katolik to ten, co ma rację, a ten co myśli inaczej to zły i wróg – średniowiecze. Wiadomo, że Ner na swoich koncertach robi totalne bluźnierstwo, ale jak się komuś nie podoba to nie musi iść na koncert. Poza tym żyjemy w kraju, gdzie mamy demokrację i prawo do wyrażania swojego zdania. Kurde, ja powiem tylko tyle -jestem fanem Behomoth i wspieram moich przyjaciół w tym, co robią w 100 procentach. Powiem jeszcze tak, jakby wpuścić kilku takich prawdziwych chrześcijan na koncert i na after party to zobaczyliby jak tak naprawdę wygląda prawdziwy szacunek do sztuki, do ludzi i jak metalowcy są źle przez nich oceniani. Ale po co ja to mówię, z głupota się nie dyskutuje, tylko omija.

– Tymczasem ostatnia trasa Vadera obyła się bez takich ekscesów. Wasza też obywa się bez podobnych przygód, jak te Behemotha.

– Oczywiście, że tak. Wiesz, Behemoth to zespół antychrześcijański w swoim przekazie, zespół bluźnierczy i wyśmiewający wszystko, co święte. Prowokujący. Nie dziwne, że pewne ugrupowania się burzą i odwołują im koncerty. My nie jesteśmy takim zespołem, nie prowokujemy i nie wyśmiewamy aż w takim stopniu. Nie jesteśmy też za bardzo w mediach, więc nie jesteśmy aż takim zagrożeniem, heheh. Kurde, mówiąc to cały czas mi się chce śmiać, że żyjemy w takim zacofanym kraju, ludzie więcej luzu!!!! 😉 I przede wszystkim fajnie, by było gdyby kiedyś ci wszyscy ludzie o jednej właściwej wierze przynajmniej skumali, ze moze inni też moga mieć swoją rację. No dzień świra normalnie.

– Zupełnie inaczej do muzyki metalowej podchodzą w Skandynawii. Stosunkowo niedawno w norweskiej ambasadzie w Warszawie zorganizowano wystawę „Norweski metal”, gdzie ambasador tego kraju szczycił się, że mają muzyków znanych na całym świecie. Jakieś dwa lata temu czytałem, że Opeth otrzymał od swojego kraju nagrodę za promowanie Szwecji poza granicami państwa. Myślisz, że zespoły metalowe w Polsce doczekają takich czasów?​

– Nie wiem czy doczekają, czy nie, bo nie jestem jasnowidzem. Ale jest to możliwe. Wchodzimy do Europy, powstają drogi, duże sklepy, ludzie wyjeżdżają na wakacje do dalekich krajów itd. Widać u nas duży rozwój gospodarczy i nie jesteśmy już takim zaściankiem, jak kiedyś, więc może i dojdzie kiedyś też do tego, że taki minister kultury skuma, że muzyka to nie tylko Chopin i zespół Mazowsze i sypnie szmalcem dla kilku metalowych kapel, które rozsławiają ten nasz kraj w świecie i to na taką skalę, że im się nawet nie śniło.

 

pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.