platforma blogowa portalu głos koszaliński

Recenzja: Mroku „W drodze do domu”. Hip-hop o życiu i śmierci

„W drodze do domu” to hip-hopowy album o nie hip-hopowych tekstach. To największa jego wartość. To krążek, na którym Mroku zawarł własne przemyślenia i obserwacje m.in. na temat życia i śmierci, a Mahyn, czyli główny producent muzyczny albumu ubrał je w odpowiednie dźwięki.

 

Mroku - W drodze do domu

Mroku – W drodze do domu

Mroku, raper stojący – jak sam mówi w numerze „Ostatnie pożegnanie” – obok (koszalińskiej) sceny nagrał najbardziej nie hip-hopowy album hip-hopowy, jaki słyszałem od czasu… „Bajek robotów”, czyli jego poprzedniego krążka. Echa albumu z 2012 roku wyraźnie słychać jeszcze w „Transie cybernetyków”, w genialnie uszytej ze słów historii o trzy poziomowym świecie, o naturze i zarazem braku naturalności człowieka. Pierwotnie zresztą cały album miał składać się z tego typu historii i tworzyć jedną całość, ale ostatecznie koncepcja się zmieniła. Efekt mógłby być interesujący, ale ostatecznie Mroku poszedł w innym kierunku.

„W drodze do domu” jest – przynajmniej w dużej części – o życiu i śmierci, o sensie naszego istnienia, celu naszego pobytu na Ziemi, o przemijaniu. Brzmi filozoficznie? Taki właśnie w swoich tekstach jest Mroku, który w swoich rymach, które chyba nawet można by już nazwać poezją, zadaje sobie pewne pytania i próbuje znaleźć na nie odpowiedzi.

 

Według Mroka życie i zbliżająca się z każdym dniem nieuchronna śmierć jest niczym innym, jak tylko tytułową drogą do domu. Brzmi znajomo, prawda? Tego rodzaju wytłumaczenia w różnych religiach świata pozwalają człowiekowi łatwiej znaleźć sens życia i pogodzić się ze śmiercią. Nawet małych dzieci, którym Mroku poświęca utwór „Ostatnia niedziela”. Padające tam zdanie „mali bohaterowie idą do domu po cichu” w kontekście wspomnianego wcześniej utworu odczytuje się już zupełnie inaczej.

Zacząłem trochę od środka, ale przecież śmierć na „W drodze do domu” pojawia się już na początku płyty w numerach „Podróż dusz” i w „Baw się i tańcz”, gdzie tytuł pierwszego mówi w zasadzie wszystko, a w drugim w bardzo plastyczny, klimatyczny sposób opowiada historię samobójstwa pewnego Wieśka i utonięcia Andrzeja.

Coś o przemijaniu człowieka jest i w „Starych prześcieradłach”, w „Cicho, bezimiennie” i w numerze „Martwi przyjaciele”, który zrobił na mnie olbrzymie wrażanie. Mroku uderzył tu w bliską każdemu człowiekowi strunę – obawy przed stratą najbliższych. Ten kawałek poruszył mnie w podobny sposób, jak „Między słowami” z albumu „Mroczne nagrania”. Choć o kompletnie czym innym, to strach wywołuje bardzo podobny.

Jeśli by szukać motywu życia i śmierci to w pewien sposób pojawia się i w „Pancernych”, choć tu akurat Mroku mówi o gotowości oddania życia za ojczyznę. Deklaracja dość odważna w kontekście tego, co coraz częściej o tych kwestiach mówią polscy artyści – choćby Maria Peszek w utworze „Sorry Polsko”.

Ale spokojnie, nie cały album jest o tym. „Kolorowe pisma” są o szarym życiu, cyfrowej rzeczywistości i uzależnieniu od elektronicznych gadżetów, „Na pół” o różnicach zdań dzielących ludzi, w „” zatracaniu tożsamości („Imiona”), albo po prostu o tym, że nie wszystko jest tak oczywiste, jak się czasem wydaje („Letni hit”).

Pisząc o takich albumach zawsze zastanawiam się, czy nie za dużo zdradzam i tym samym odbieram przyjemność słuchaczowi samodzielnego szukania sensu w zawartych w tekstach. Tu jednak mam nadzieję, że tego nie zrobię, bo Mroku należy do tych, którzy najpierw szukają tematu do numeru, a potem zastanawiają się, jak ten temat przedstawić. Mam więc nadzieję, że odnajdziecie przyjemność w słuchaniu zawartych w numerach historii, plastycznych opisach i rozbudowanych porównaniach. I wcale nie jestem pewien, że znajdziecie w nich to samo, co ja. Takie prawo do własnej interpretacji.

 

Tu muszę od razu dodać, że Mroku ma też inną bardzo pożądaną cechę: ma świadomość swoich ułomności i w odróżnieniu od co niektórych raperów wie, że śpiewać nie potrafi, więc za to się nie bierze. Zaprosił za to gości, którzy go w tym wyręczyli. Genialnie zrobiła to m.in. Asia Alpop w otwierającym album utworze „Podróż dusz”, czy „W nocy na ziemi”, gdzie dołączył do niej Radek Czerwiński z zespołu koszalińskiego Kaboom! Gości zresztą tu więcej. W różnych numerach pojawia się cały skład Bla-Bla, czyli Wonz, Em, Burza, Jajco, zupełnie jakby Mroku chciał zrekompensować nieco fanom fakt, że do dziś nie powstała nowa płyta tego koszalińskiego składu (do listy gości dopisał się jeszcze też koszaliński B.A.D.).

Cichym bohaterem tego albumu jest oczywiście Mahyn, producent muzyczny, stały współpracownik koszalińskiego rapera. I znowu zaczarował mnie swoimi bitami, ich charakterystycznym brzmieniem basu i moimi ulubionymi wokalizami tworząc jak zwykle intymny świat dla osobistych tekstów Mroka. Uwagę przykuwa kompletnie nie hip-hopowa „Podróż dusz” z głębokimi, nisko brzmiącymi bębnami uzupełnionymi pociągnięciami smyczków, „Baw się i tańcz” z wysokimi dźwiękami wokalizy, „Cicho bezimiennie”, w którym również w ucho wwierca się wysoki, charakterystyczny dźwięk, albo mocno klawiszowy „W drodze do domu” z basem znanym z wcześniejszych produkcji Mahyna. I choć nie jest autorem wszystkich bitów na tym albumie, to czuwał nad tym, by krążek brzmiał jak jedna całość. Nie ważne więc, czy w podkładach przeważają sample z miękkimi brzmieniami żywych instrumentów, czy elektronika, to nie ma wrażenie nagłego wyrwania z klimatu krążka.

 

I aż dziw bierze, że tak profesjonalnie przygotowany przez duet Mroku/Mahyn album nie zainteresował żadnego poważnego wydawcy. Może to właśnie ze względu na tę nie hip-hopową tematykę? Ale może jeszcze to się zmieni i jakiś wydawca odezwie się do autorów „W drodze do domu”. Liczę na to, bo szkoda by było, żeby zginął niezauważony w całej masie wydawanych w Polsce albumów, nad którymi „W drodze do domu” ma jedną podstawową przewagę nad wieloma innymi produkcjami: jest oryginalny.

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.