platforma blogowa portalu głos koszaliński

Recenzja: Ten Typ Mes „Trzeba było zostać dresiarzem”

„Trzeba było zostać dresiarzem” to album nie tylko o rasie z trzema paskami na rękawach i nogawkach. To krążek, w którym Ten Typ Mes z charakterystyczną dla siebie ironią przedstawia cały wachlarz typów Polaka.

 

Ten Typ Mes - Trzeba było zostać dresiarzem

Ten Typ Mes – Trzeba było zostać dresiarzem

Obowiązkowy uniform z trzema paskami na rękawach i nogawkach, białe „skary”, czapka Nike, srebrne nadgarstki, żona Dagmara i syn Sebastian – to tylko część cech definiujących dresiarza, które w tytułowym numerze swojej najnowszej płyty „Trzeba było zostać dresiarzem” wymienia Ten Typ Mes. Bo dresiarstwo to cały styl życia, tumiwisizm, kombinatorstwo, brak wrażliwości, a także – jak można usłyszeć w numerze „Głupia spięta dresiara” –  niekończąca się chęć do jątrzenia, plotkowania i intryganctwa u żeńskiej części dresiarskiego plemienia. I kompletnie nieważny jest tu ubiór, bo dresiarą może być każda.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=–p4DGIrj8w[/youtube]

„Trzeba było zostać dresiarzem” to jednak nie krążek o tej oblegającej dyskoteki rasie trzypaskowców. Można jednak mówić o pewnej koncepcji albumu, bo Ten Typ Mes zawarł na swoim albumie cały wachlarz typów charakterologicznych, sposobów zachowań i stylów życia Polaków.

 

Do polskiego folkloru poza dresiarzem dołączył więc statystycznego Janusza Andrzeja Nowaka w wędkarskiej kamizelce, albo czującego wyższość nad innymi ochroniarza Patryka (swoją drogą ciekawe jest łączenie przez Mesa określonych typów z konkretnymi imionami).

 

Poza wyżej wymienionymi szczególną uwagę warto zwrócić m.in. na „Nie skumasz jak to jest” (z najlepszym na płycie bitem), gdzie tych stylów życia pojawia się co najmniej kilka, a kolejne dwa – marzący o seksie z Edytą Herbuś oraz śniącej o dobrze zarabiającym mężczyźnie – pojawiają się w świetnym „Love Your Life”, w „Co u Żuka” – milczący wujek, w „Tul petardę” – korpoludek, a „Będę na działce” to opowieść o… wiadomo o czym i kim.

 

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=xkf0rsHjyxw[/youtube]

Najlepsze w tym hip-hopowych albumie jest to, czego nie ma, czyli niemal kompletny brak tekstów o samej polskiej rap scenie. Choć Ten Typ Mes ma mocne ciągoty do autobiograficznych numerów i do hip-hopu o hip-hopie (który raper ich nie ma?), tutaj niemal całkowicie z tego zrezygnował. Podkreślam: NIEMAL, bo wyjątkiem od reguły jest autobiograficzny „W autobusie z cmentarza” (piękny, melancholijny numer) i „As” o hip-hopie.

 

W tym ostatnim przypadku z gościnnym udziałem – UWAGA – Andrzeja Dąbrowskiego znanego m.in. z ulubionych utworów naszych babć „Do zakochania jeden krok”, czy „Zielono mi”. Gości równie zaskakujących na TBZD jest więcej, bo w „Tul petardę” pojawia się rockowy Olaf Deriglasoff, Skubas w „Ochroniarzu Patryku”.

 

Różnorodność jest i w warstwie muzycznej, bo oprócz „dresiarskiego” – to słowa Mesa – bitu w tytułowym numerze jest tu elektronika, minimal, rock, jazz, soul, są i typowe analogowe, hip-hopowe brzmienia. I ta różnorodność stanowi o sile krążka.

 

Jak się okazuje można zrobić hip-hopowy album o czymś innym, niż rap, scena i autentyczność w branży. Wystarczy się rozejrzeć dookoła, poobserwować, porozmawiać ze znajomymi, może czasem kogoś obgadać, usiąść z długopisem nad czystą kartką papieru, czyli z przedmiotami tak często pojawiającymi się hip-hopowych utworach i… z dozą poczucia humoru zacząć pisać.

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.