platforma blogowa portalu głos koszaliński

Dni Koszalina: Brodka. Ambitny pop przyciągnął tłumy [wideo, zdjęcia]

„Kropki kreski”, „Krzyżówka dnia”, „Granda” – to niektóre z utworów, które na żywo można było usłyszeć w koszalińskim amfiteatrze. Na rozpoczęcie Dni Koszalina zagrała Brodka.

Brodka w Koszalinie / fot. Mariusz Rodziewicz

Brodka w Koszalinie / fot. Mariusz Rodziewicz

Kiedy pojawiłem się w amfiteatrze na kilka minut przed godz. 20 ten już niemal pękał w szwach. Tylko jeden jedyny skrajny sektor z prawej strony sceny świecił pustkami, a cała reszta ławek zalana była morzem głów. Taki widok robi wrażenie. I – co ważne – choć wydawać by się mogło, że do fanów Brodki zaliczyć można raczej młodą publiczność, powiedzmy 20 / 30+, to oprócz właśnie ludzi w tym wieku – nierzadko wraz z dziećmi – na koncercie tłumnie pojawili także zdecydowanie starsi słuchacze.

Zobacz >>> Brodka na Dniach Koszalina [wideo, zdjęcia]

Co ich przyciągnęło do amfiteatru? Ciekawość, darmowy koncert gwiazdy młodszego pokolenia? Jakikolwiek powód to nie był, to chyba wszyscy bawili się bardzo dobrze, bo Monika Brodka wraz z zespołem dała po prostu świetny koncert.

Jako fan nowszej twórczości Brodki, czyli tej z płyty „Granda” z zadowoleniem przyjąłem fakt, że wokalistka postawiła właśnie na repertuar z tego krążka.

Mogłem więc na żywo usłyszeć m.in. singlową „Krzyżówkę dnia”, czy tytułową „Grandę” i to właśnie przy tych znanych z radia utworach publiczność bawiła się najlepiej. Choć i śpiewany w języku francuskim „Excipit”, czy też „Dancing Shoes” z EP-ki LAX przypadł do gustu publiczności. Nie ma co się jednak dziwić, skoro koncert i brzmieniowo, i wizualnie został przygotowany bardzo dobrze. Bas brzmiał potężnie, a gra świateł podkreślała klimat muzyki.

Monika Brodka dość często sięgająca po gitarę elektryczną, czym ograniczała sobie ruch sceniczny, ale kiedy tylko odstawiała instrument na stojak zaczynała się bujać, tańczyć, a czasem wychodzić na brzeg sceny, by wraz z publicznością śpiewać refreny najbardziej znanych utworów.

Nie zabrakło też mniej znanych kompozycji, mniej popowych, bardziej elektronicznych, transowych, może nawet nieco psychodelicznych. Na pierwszy rzut ucha muzyka zespołu to (ambitna) popowa elektronika, ale przecież na scenie oprócz dwóch muzyków obsługujących klawisze był także gitarzysta, basista i perkusista. I wsłuchując się w kompozycje można było bez trudu wyłowić partie gitar.

Koncert nie należał do długich. Po około 75 minutach zespół zszedł ze sceny i część publiczności zaczęła opuszczać amfiteatr. Większość jednak domagała się bisu. I go dostała. Zespół wykonał przepiękną kompozycję „Syberia” na trzy głosy. Dla tego utworu warto było zostać do końca, a szczególnie dla krótkiego fragmentu śpiewanego a capella, który wywołał u mnie ciarki. Po „Syberii”  po raz kolejny tego wieczoru zabrzmiał „Dancing Shoes”.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.