platforma blogowa portalu głos koszaliński

Wojciech Hoffmann [Turbo]: Tożsamość zespołu jest ważna [wywiad]

Rozmowa z Wojciechem Hoffmannem, gitarzystą i liderem kultowego heavy metalowego zespołu Turbo.

Turbo. Wojiech Hoffmann w środku / fot. Metal Mind Productions

Turbo. Wojiech Hoffmann w środku / fot. Metal Mind Productions

– Właśnie ukazała się nowa płyta Turbo „Piąty żywioł”. Liczyłeś, który to już Wasz album?

– Sam nie wiem, ale policzmy. Do „Kawalerii szatana” były trzy… Potem „Wojownik”, „Epidemie”, „Dead End”, „One Way”, trzy angielskie… To już dziesięć. „Avatar”, „Tożamość”, trzynasty „Strażnik”, potem „Żywioł”, była jeszcze akustyczna i „Alive”. To mamy 16 płyt.

 

– Zawsze zastanawiałem się, jak się komponuje utwory na „-nastą” płytę zespołu. Pierwsze dwie, trzy robi się pewnie łatwo, ale z napisaniem setnego utworu tak, aby był świeży i nie był kopią innego już pewnie jest problem.

– Sam się na tym ostatnio zastanawiałem, jak to jest możliwe, że po 33 latach można zrobić coś fajnego, czy wręcz dobrego. Myślę, że to leży w rozwoju samego człowieka, w jego wnętrzu, w rozwoju intelektualnym i muzycznym, bo słucha się tej muzyki cały czas. Poza tym samo podejście do muzyki jest istotne. Jeśli traktuje się to poważnie, a w moim przypadku tak właśnie jest, to kiedy robię jakikolwiek materiał na płytę – czy to solową, czy turbową wspólnie z kolegami – staram się zawsze przesłuchiwać nowe utwory po kilka, kilkadziesiąt razy i wybieramy te, które nam najbardziej odpowiadają. Punktem wyjścia do stworzenia materiału jest zawsze to, że on musi podobać się najpierw mnie, bo wiem, że jeśli tak będzie, to z mojej strony będzie to szczere. Słuchacz wtedy kupi to w takim sensie psychicznych, bo wyczuje, że to jest szczere. Emanacja, ta więź między twórcą, a odbiorcą jest dla mnie istotna. Myślę, że to się sprawdza, ponieważ większość opinii o naszych płytach – czy tej najnowszej, czy też starszych – jest pozytywna, choć oczywiście wszystkich nie da się zadowolić i jest to ryzyko wpisane w nasz zawód.

 

– Mówisz, że nowy album podoba się fanom. Może to dlatego, że postanowiliście nie kombinować i zagrać, zabrzmieć jak stare dobre Turbo. Nie udajecie kogoś innego, gracie swoje.

– Ta tożsamość zespołu jest ważna. Wiadomo, że w latach 80-tych była nieco rozchwiana, bo pojawiały się różne nowe gatunki, my wraz z tą muzyką dorastaliśmy. Chcieliśmy być coraz lepsi i stąd nasze odskocznie stylistyczne od tego modelu tradycyjnego, który był na samym początku. Był w naszej muzyce przecież thrash, a na „Dead End” i „One Way” niemal death metal. Cóż, zrobiliśmy to, sprawdziliśmy się w tych gatunkach i gdybyśmy grali to dalej też byłoby dobre, ale już mniej turbowe i być może losy zespołu potoczyły się inaczej. Na szczęście wróciliśmy do tego, co powinniśmy robić przez cały czas. Człowiek dojrzewa i w tamtych latach i były w nas różne emocje. Teraz też one we mnie są, ale myślenie z wiekiem się zmienia, zmieniają się poglądy. Nigdy nie dopuszczałem do siebie tej myśli, ale jednak tak jest. Teraz stwierdziliśmy, że najlepiej pasuje nam to, co robiliśmy kiedyś. Być może dlatego, że teraz czujemy się młodzi. Kiedyś wykonywaliśmy tę tradycyjną muzykę i teraz za młodością zatęskniliśmy. Publiczność także najlepiej przyjmuje stare utwory, z „Kawalerii szatana” na przykład i może tej publiczności trzeba dać to, co najbardziej kocha, a kocha dlatego, że wtedy byliśmy najbardziej spontaniczni i ona została w tych dźwiękach zaklęta. Wróciliśmy więc do korzeni, w których czujemy się świetnie.

 

– Tematem przewodnim albumu jest „Piąty żywioł”, którym Waszym zdaniem jest człowiek.

– To była sugestia Tomka, naszego wokalisty, który wysunął ją w trakcie pisania tekstów na płytę. Bardzo słuszna zresztą. Cztery znane nam żywioły związane są ze światem, ale jest na tym świecie ktoś jeszcze: człowiek. Człowiek, który tu się rodzi, żyje, kocha, buduje, ale też niszczy i zabija. Ma realny wpływ na to, co się na Ziemi dzieje. Jest więc ważnym elementem, piątym żywiołem i uznaliśmy, że należy o tym napisać.

 

– Pół żartem, pół serio ten piąty żywioł podzieliłbym jeszcze na dwie podgrupy: mężczyzna i kobieta.

– Tak, oczywiście o tym nie można zapomnieć. To dwa ogniwa i na linii kobieta – mężczyzna dochodzi do największych tarć, czasami aż sypią się iskry.

 

– Gdybyś siebie miał opisać jednym z żywiołów, to który by to był?

– Ze mną jest trudna sprawa, bo inny jestem na scenie, a inny poza nią. Nawet przez moich najbliższych bywam nazywany dwulicowym, ale to w formie żartu. Myślę, że jestem dosyć ognisty, ale subtelnie. Może to brzmi zawile, ale na scenie jestem ogniem, natomiast poza nią – totalny spokój.

 

 

– Ten ogień wymusza także muzyka, którą gracie. Gdybyście wykonywali poezję śpiewaną, to kojarzyłbyś się ze spokojnym strumykiem na przykład.

– Zgadza się. W innych projektach gram bardziej poetycką i rzeczywiście wtedy zachowanie jest inne. Jest spokój, inna gra na gitarze. Muzyka wymusza okazywanie takich, a nie innych emocji. Gramy ostro, to na scenie jest ogień.

 

– W tytule otwierającym Waszą nową płytę zawarta jest rada, w jaki sposób powinien postępować człowiek. Myśl i walcz. Tak można w dużym uproszczeniu zdefiniować działanie człowieka.

– To na pewno. Samo wyjście z łona jest już walką, a potem całe nasze życie to już jedna wielka walka. O przeżycie, o tożsamość. Tak w wielkim skrócie można to powiedzieć. I aby się to nieszczęść i tragedii się to odbywało to trzeba to robić z głową, posługiwać się swoim mózgiem, czyli myśleć.

 

– Ale są inni, którzy starają się myśleć za nas. Mówić, co jest dobre, co jest złe.

– Nauczyli nas regułek i dat, tak? Sterowanie było od zawsze. Od kiedy pojawił się człowiek na Ziemi, to zawsze był ktoś kimś chciał sterować. Zawsze uzurpował sobie prawo do tego, że jest lepszy i jemu się należy władza nad kimś. Tak było, jest i obawiam się, że niestety będzie. Nie da się tego ominąć. Tylko, żeby nie było coraz gorzej. To niewolnictwo niestety jest bardzo szeroko posunięte do przodu, ale bardzo zakamuflowane, inteligentne. Te koncerny, korporacje to dla mnie właśnie niewolnictwo, narzucanie swojej woli masom przez wąskie grupy ludzi. Mamy czasem pozór wolnego wyboru i nie wiemy, że jesteśmy sterowani.

To zagadnienie jest bardzo filozoficzne. Całe nasze życie to wielka niewiadoma. Skąd jesteśmy – wiemy, gdzie – także, ale dokąd idziemy? Już nie. Skąd? Dlaczego? Po co? Czy ktoś jeszcze nad nami jest i kieruje tym wszystkim? To bardzo głębokie i czasami można się w tym pogubić.

 

– Mamy jednak jeszcze serce. Pojawia się ono w utworze „Serce na stos”. To mój ulubieniec z płyty „Piąty żywioł”. A Twój?

– To jeszcze za świeża płyta, żebym mógł takiego wyboru dokonać. Na pewno tytułowy, czyli „Piąty żywioł”, „Serca na stos” też. Ostatni na płycie także, bo jest najbliższy temu, czym się obecnie fascynuję, czyli muzyką progresywną. Jak się jednak zastanowić, to chyba wszystkie utwory mi się podobają. Ostatnio słucham jej intensywnie przygotowując się do trasy koncertowej, żeby je dobrze zapamiętać, nauczyć się ich, a potem dobrze grać podczas występów. Słuchając jej mam wrażenie, że jest równa od pierwszego do ostatniego utworu.

 

– 13 grudnia w ramach tej trasy zagracie w Słupsku. Jak ten koncert będzie wyglądał?

– Na tej trasie chciałbym grać wszystkie utwory z najnowszej płyty, ale nie wszyscy pewnie cieszyliby się z takiego rozwiązania. I może nawet słusznie, bo nie przypominam sobie przypadków, kiedy by zespoły grały na koncertach całe nowe płyty. Może poza dwoma przypadkami: Dream Theather i Stevenem Wilsonem. Najczęściej zespoły promując album grają trzy, cztery utwory z nowych albumów.

Zresztą takie rozwiązanie jest dość niebezpieczne, bo przecież jeszcze nie wszyscy ludzie, którzy są na koncercie muszą znać nowy materiał, nie mają płyty.

 

– A przychodzą posłuchać starych dobrych utworów Turbo, które już znają.

– Nasze koncerty są dość długie, bo trwają nawet dwie i pół godziny. Nawet jeśli więc zdecydowalibyśmy się grać całą płytę, to i tak spokojnie wykonamy kilkanaście naszych starszych kompozycji. Może więc uda się zagrać cały „Piąty żywioł”, ale te utwory poprzedzielać już znanymi. W Słupsku na pewno będzie sporo tego najnowszego krążka, ale czy cały, to jeszcze ustalimy.

 

– W tym roku graliście już na Pomorzu, w Koszalinie w klubie Inferno. W zeszłym także tam się pojawiliście. Czy to oznacza, że Turbo będzie do nas regularnie zaglądać?

– Mam taką nadzieję. Jeździmy wszędzie tam, gdzie na nasze koncerty przychodzi publiczność. Nie mam swoich ulubionych miejsc i miast, wszystkie traktujemy bardzo poważnie. Cieszymy się, że możemy grać, a jak ludzie przychodzą i im się podoba. Z przyjemnością więc przyjedziemy po raz kolejny do Koszalina.

 

– Czy płyta „Piąty żywioł” to dobry pomysł na prezent świąteczny?

– No myślę, że tak. Zależy co kto lubi.

 

– A co sam chciałbyś znaleźć pod choinką?

– Wiele prezentów by mnie ucieszyło. Na pewno chciałbym dostać jakieś płyty z muzyką, jakieś DVD, z tym, co najbardziej lubię. Przyznam się też, że bardzo lubię dostawać skarpety, kosmetyki, takie drobiazgi. Z nowego samochodu oczywiście też bym się ucieszył, ale to raczej na gwiazdkę nie dostanę.

 

– Czyli metalowcy obchodzą święta Bożego Narodzenia?

– Mogę mówić tylko za siebie. Zawsze obchodzę te święta. Nie jest to kwestią wiary, tylko po prostu lubię spotkania z rodziną, z dzieciakami, najbliższymi. Czas tak szybko mija, więc pewne rzeczy należy kultywować, pielęgnować, aby to w człowieku zostawało. Chwile spędzone razem w święta do takich należą. Są budujące. Budujące samego człowieka, jego wrażliwość, która przekłada się potem na tworzenie na przykład nowych piosenek.

 

– A Sylwester? Obchodzisz? Kiedy pytałem o to Kazika Staszewskiego, powiedział, że jest już w takim wieku, że jego upływający czas już nie cieszy i nie ma czego świętować.

– To mam podobne podejście. Zresztą nie jestem specjalnie imprezowy. Nie chodzę na żadne bale, potańcówki. Najbardziej lubię spotkania ze znajomymi, przyjaciółmi. To mi daje najwięcej satysfakcji. Zdarzało mi się, że byłem na takich imprezach i źle się na nich czułem.

Nie ma się z czego cieszyć, bo każdy rok odejmuje czasu, a jesteśmy w czasie poborowym. Można się więc spodziewać, że niebawem dostaniemy powołanie i skończy się nasze bytowanie. I już nie będziemy piątym żywiołem. Będziemy należeć do Ziemi.

pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.