platforma blogowa portalu głos koszaliński

Recenzja: Voom „Bassidła”. Rap i dubstep

Voom potrafi zaskoczyć. Pozytywnie. Jego mixtape „Bassidła” to fachowo wykonany rap do wcale niełatwych dubstepowych bitów.

 

Voom - Bassidła

Voom – Bassidła

Już poprzednim krążkiem „PENTLE” Voom pokazał, że nawijanie do hip-hopowych bitów w klasycznym znaczeniu tych słów niespecjalnie go interesuje. Można tam było natomiast usłyszeć dużo elektroniki spod znaku trip-hopu, chilloutu i dubstepu. „Bassidła” to kontynuacja tej dubstepowej drogi, a remix „Przyprawiam” jest swego rodzaju łącznikiem między oboma krążkami.

Jak czytać „Bassidła”? W dużym skrócie to właśnie historia Vooma, który wpadł w sidła basu. Jak można usłyszeć w tytułowym utworze – ze świetnym, mrocznym bitem – miało to miejsce pod koniec lat 90-tych kiedy to za sprawą pewnej taśmy przyniesionej przez kolegę odkrył czym jest Drum N’ Bass. I ta zajawka trwa po dziś dzień, o czym Voom rymuje w otwierającym mixtape spokojnym utworze „Zapraszam” zapewniając jednocześnie, że świetnie się w tym czuje.

Trudno się z nim nie zgodzić. Ten MC rewelacyjnie czuje rytm, puls dubstepowej maszyny i idealnie dopasowuje do niego swoje wersy, które w większości dotykają tematu muzyki. Takim przykładem jest choćby „Zróbmy kasę”, w którym Voom w dość przewrotny sposób stwierdza, że nie miałby nic przeciwko zarabianiu kasy na tym, co kocha, czyli na muzyce. Jednocześnie nie zamierza robić tego za wszelką cenę. W tym utworze radziłbym zwrócić szczególną uwagę na refren, gdzie raper świetnie wykorzystał kanon. I jak pięknie zdublowane wokale na koniec frazy się spotykają. Niby prosty patent, a jak podniósł wartość numeru.

Swojej wysokiej klasy flow Voom pokazuje także na kolejnym „Yo”. Świetnie tu płynie po bicie. Bardzo stylowa zwrotka, klasyczne braggadacio. Podobnie jest z „Zajawka 2”, gdzie na powolnym bicie Voom napycha frazy słowami do granic możliwości. Nie wypadając przy tym z tempa oczywiście.

Sporo luzu można znaleźć w utworze „W kielonki”, w którym alkohol leje się strumieniami, a w refrenie można nawet usłyszeć coś na kształt pijackiego chóru. Choć jest tu pewien smaczek w postaci nawiązania do numeru O.S.T.R./Tede „Ziom za ziomem” to ten numer nie należy do moich ulubieńców, ale na rozładowanie poważnej atmosfery, której na tej płycie też nie brakuje jest w sam raz.

Właśnie… Gdybym ten materiał miał rozpatrywać pod względem emocji, to chyba najwięcej ich wywołuje „Wysoko głowę mam”. Dlaczego? Posłuchajcie po prostu tego minimalistycznego, mrocznego bitu i pełnego sprzecznych uczuć tekstu. W pierwszej zwrotce bardzo negatywnych podkreślanych jeszcze wulgaryzmami, w drugiej – pozytywnych pełnych wiary we własne możliwości. Bardzo szczery numer.

Jednak najbardziej genialnym pod niemal każdym względem – a szczególnie flow – numerem, wisienką na tym basowym torcie jest „Oto ja”. Wyczucie pulsu, dopisanie do niego wersów i zabawa rytmem po prostu powala. No i ten refren! Cudo! Choć jest jedno małe „ale”… Dokładnie wers „delektujesz się tym jak kutasem”. Choć na tym krążku sporo jest wulgaryzmów i jestem w stanie to zrozumieć, bo rap po prostu taki bywa; uliczny. Jednak Voom jest na tak wysokim poziomie tekściarstwa, że spokojnie mógł obyć się bez tego niewyszukanego porównania i „uderzyć” bardziej subtelną obelgą.

W tym samym numerze pojawia się także odniesienie do Magika, które może budzić kontrowersje. „Szczery, że aż przezroczysty. Mam  coś z Magika. Jedna różnica: skaczę tylko na płytach”. Jak jednak tłumaczy sam Voom chodziło mu tylko o to, że ma silny charakter.

Mam nadzieję, że ten charakter poprowadzi go jeszcze głębiej w takie klimaty, bo odnajduje się w nich rewelacyjnie.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.