platforma blogowa portalu głos koszaliński

Recenzja: Alastor „Out Of Anger”. Fachowcy metalu

„Out Of Anger” metalowego Alastora z Kutna to gitarowy ogień. To thrash metal z naleciałościami groove o wyraźnie amerykańskim klimacie. To osiem świetnie pomyślanych, rozbudowanych numerów, które mogą zaskoczyć liczbą patentów, a jednocześnie bardzo spójnych.

Alastor - Out Of Anger

Alastor – Out Of Anger

* * *

Przypominam, że Alastor zagra 28 czerwca w Kołobrzegu w klubie Drzazga, a 29 czerwca w Koszalinie, w klubie Inferno. >>> Alastor zagra w Koszalinie

* * *

Alastor to dla wielu fanów metalu 35+ ekipa znana z ich pierwszych dokonań z przełomu lat 80-tych i 90-tych, kiedy to grali na dużych polskich festiwalach, choćby na Metalmanii, czy w Jarocinie. Sam jednak – choć zaliczam się do metal-grupy 35+ – na ich muzykę trafiłem dopiero przy okazji ich najnowszej, wydanej w 2012 roku płyty „Out Of Anger”.

Pierwszy rzut na logo zespołu powoduje automatyczne skojarzenia z Metallicą, tą sprzed dwudziestu kilku lat, kiedy to pierwsza M i ostatnia A ozdobione były charakterystycznymi szpikulcami. Podobne zdobią litery logo kapeli z Kutna.

Muzyczna zawartość krążka to jednak nie stara dobra Metallica. Choć jeśli już szukać podobieństw do ekipy Jamesa Hetfielda to na pewno można je znaleźć nie tyle w klimacie muzycznym, co w samym sposobie budowania kompozycji. Pod względem różnorodności riffów, rozbudowania, dopracowania utworów oraz stopniu wymuskania szczegółów na upartego można doszukiwać się wspólnego mianownika między Alastorem i Metalliką.

To, co na „Out Of Anger” słychać to na pewno mocno amerykańskie podejście do metalu. Wyraźnie tu czuć połączenie klasycznych thrashowych riffów z elementami młodszych przynajmniej o dekadę bujających dźwięków groove metalu i pewną domieszką połamanych rytmicznie i trudnych technicznie zagrywek.

Tyle ogółów. A szczegóły? Zacznę po prostu od początku, czyli od „Beaten”, w którym spokojny zagrany na czystym akustycznym brzmieniu wstęp każdemu szanującemu się fanowi metalu daje znak, że za chwilę rozpocznie się prawdziwa gitarowo-perkusyjno-wokalna rzeźnia i oczywiście po kilkudziesięciu sekundach do głosu dochodzi patetyczna przesterowana gitara, która po pół minuty gwałtownie przyspiesza. Muzycy Alastora od razu atakują mocnym, nośnym i złamanym rytmicznie motywem, by w zwrotce przejść na typowy tłumiony thrashowy riff przecinany zagrywką na wysokich tonach. Wokal też radzi sobie świetnie. W tej roli występuje nowy członek zespołu – Mish Jarski, obdarzony niskim, chrapliwym groove’owym głosem (w tym numerze towarzyszy mu Baryła z Horrorscope). Szczególnie dużo się dzieje w środkowej części utworu, gdzie gitarzyści raczą słuchacza ciekawą wiązanką przeróżnych zagrywek.

Kolejny „Look At Me” to od pierwszych dźwięków perkusyjny młot pneumatyczny i charakterystyczna dla thrashu zwrotka ciekawie rozbita na dwie części: pierwsza z podobnym patentem, jak przy „Beaten”; druga bardziej melodyjna.

I przyszedł czas na najmocniejszy na albumie „Real Face” idealnie nadającym się do niezłego ludzkiego młynu przed sceną. Jest i moment na odpoczynek w części refrenowej, a następnie przy zwolnieniu w drugiej części utworu, w którym do głosu dochodzi pozbawione przesteru struny. Ale oczywiście po nim następuje ostra młócka i świetna solówka. No i te chóralnie wznoszone okrzyki (pojawiające się także w innych utworach) – moc!

Żeby już nie opisywać dokładnie struktury kolejnego na płycie „Crawling” dodam tylko, że choć cały numer jest świetnie pomyślany, to na szczególną uwagę zasługuje jego druga część.

Zresztą, już po uważnym odsłuchu tych czterech utworów można wyciągnąć prosty wniosek: muzycy Alastora dbają o jakość komponowanych utworów. Każdy z nich dopieszczają w każdym szczególe planując, jak powinien wyglądać wstęp, jak go połączyć z właściwą częścią utworu, czyli zwrotką i refrenem, czy i jaki powinien między nimi pojawić się mostek, a w końcu czy przerywnik powinien być mocniejszy od wcześniejszych części składowych utworów, czy raczej powinien pozwolić słuchaczowi na chwilę oddechu. Przy tym muzycy nie oszczędzają pomysłów i w każdy z numerów upychają ich całe mnóstwo odgrywając z niezwykłą dokładnością. Słuchając Alastora ma się wrażenie, że każda nuta wydobyta z gitar, każde uderzenie w bęben jest zamierzone, że nie ma tu miejsca na improwizację. No może poza solówkami.

I jeszcze jedno. Do tego miejsca płyty – co dla mojego ucha jest rzadkością – nie wyłapałem jakichś konkretnych nawiązań do twórczości innych zespołów. Co tylko spowodowało, że ten materiał uznałem za jeszcze bardziej wartościowy. Oczywiście od razu wyłapałem ten charakterystyczny dla Stanów Zjednoczonych, ale nie potrafiłem tych dźwięków przyporządkować do stylu żadnego znanego mi bandu.

Sytuacja ta zmieniła się wraz z tytułowym „Out Of Anger (In Your Face)”. Przy dźwiękach tego numeru zacząłem odczuwać nawrót mojej choroby „Do czego to podobne?” (tutaj znajdziecie niektóre z najostrzejszych jej objawów >>> Do czego to podobne? – GraMuzyka). W zwrotce tego utworu, w sposobie frazowania wokalisty, a potem także w części solówkowej i riffie następującym po niej usłyszałem pewne elementy starej dobrej Pantery.

W „Righteous Kill” – swoją drogą rozpoczęty przepiękną melodią utwór oraz posiadający świetny nieparzyście zagrany fragment – usłyszałem coś z klimatu Slipknota (choć jest i Dime’owa zagrywka). Przy słuchaniu „Hatemate” i „My soul” (absolutnie rewelacyjny numer!) nie mogłem z kolei opędzić się od próby znalezienia odpowiedzi na to, który z muzyków zasłuchuje się Machine Head. Bo kto jest wielkim fanem Pantery, a dokładnie Phila Anselmo – wiem. Wystarczy popatrzeć na t-shirty Misha Jarskiego.

Od razu wyjaśniam też, że wymienione przeze mnie podobieństwa w niczym nie umniejszają wartości tego materiału. Pojawiły się bardziej po to, by ułatwić fanowi poszukującemu czegoś ciekawego do odsłuchu – jeśli nie zna wcześniejszych dokonań Alastora – orientację,czego może się po tym materiale spodziewać.

A może spodziewać się świetnej metalowej jazdy na bardzo wysokim poziomie podanej przez ekipę fachowców. Do tego świetnie zmiksowanej i zmasterowanej, w której słychać selektywność każdego dźwięku. Polecam!

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

2 komentarze do “Recenzja: Alastor „Out Of Anger”. Fachowcy metalu”

  1. Mariusz napisał(a):

    Tendencyjna recenzja.

  2. gramuzyka napisał(a):

    No cóż… Mam pewne tendencje do pisania o dobrych płytach. Mariusz Rodziewicz, GraMuzyka