platforma blogowa portalu głos koszaliński

Recenzja: Pampeluna „777”. Metal na siódemkę (z plusem)

„777”, czyli nowy album koszalińskiego metalowego kwartetu Pampeluna warto mieć z dwóch względów. Po pierwsze dla świetnie pomyślanego opakowania, a także – a raczej przede wszystkim – dla zawartości muzycznej. Zarówno jedno jak i drugie zasługuje na siódemkę. Z plusem.

 

Pampeluna - 777

Pampeluna – 777

 

 

Przyjemność z odbioru najnowszej płyty Pampeluny „777” zaczyna się od pudełka.

Elegancki digipack rozłożyć można najpierw w krzyż równoramienny, potem jego dolne i górne ramię rozwija się dalej tworząc większy krzyż. Na tym jednak nie koniec układanki, a raczej rozkładanki, bo górne ramię można jeszcze rozłożyć o dwa pola w lewo otrzymując w ten sposób… cyfrę siedem.

 

Siódemka – będąca pomysłem samego zespołu, a do projektu okładki mocno przyczyniła się także Ewa Jarczak – pokryta jest z obu stron zdjęciami członków zespołu wraz z interesującymi opisami, ręcznie pisanymi tekstami utworów, a nawet tabulaturami kilku z nich. Zdecydowana większość okładki to ręczna robota, a napis Pampeluna utworzony został na kształt „anonimowego listu” z liter wyciętych – jeśli się nie mylę – z tytułów Głosu Koszalińskiego. Sam jestem fanem posiadania płyt w oryginale, wielokrotnego przeglądania załączonych do nich książeczek (bookletów) i po raz pierwszy widzę tak ciekawe rozwiązanie. Mając to w ręce cieszyłem się jak dziecko i już dla samego opakowania warto mieć ten krążek.

 

Spodziu z Pampeluny podpisuje "777"

Spodziu z Pampeluny podpisuje „777”

Jak jednak mówią mądre przysłowia nie szata zdobi człowieka, książki nie należy oceniać po okładce, a płyty po… nawet najbardziej wypasionym digipacku. Jednak zaręczam, że i zawartość „trzech siódemek” warta jest posiadania.

 

Ten album to kilkadziesiąt minut bardzo mocnej metalowej, potężnie brzmiącej muzyki. Tu należą się brawa dla Piotra „Owcy” Owczarzaka, który zrobił kawał dobrej roboty przy miksie i masteringu.

 

Pierwszym z trzynastu utworów to „Hijo de Puta” ze świetnym, rytmicznym wstępem granym na podwójnej stopie, w którym zwrotka kojarzy się z rasowym nowojorskim hard-core’em granym „na raz” z wykrzyczanym przez trzech wokalistów tekstem w jednym z języków latynoskich. Motyw idealny do zrobienia młynka przed sceną. Z kolei refren to już dla równowagi już bardzo dobra, wpadająca w ucho melodia. Zresztą chłopaki uznając, że ten refren wyszedł im tak dobrze zakończyli nim utwór powtarzając go kilka razy.

 

Do tych najmocniejszych na płycie i najlepszych zarazem należy bardzo thrashowy „Desire” z gęsto sypiącym podwójnym kopem na refrenie, a także zamykający album „04070” ze rewelacyjnym rwanym riffem i drącą się do niego uni sono paszczą. Albo „Prick Is Your Name”. Tu zatrzymam się na chwilę, bo muzycznie ten numer z gościnnym udziałem Titusa (Acid Drinkers) to prawdziwa thrash metalowa miazga! Powolny wstęp i następujący po nim tłumiony wbijający w ziemię riff podbijany szybką perkusją robi wrażenie. Zwrotce, na której szaleje Pukacki też niczego nie brakuje. Groove metalowo buja natomiast „San Fermin”.

 

Mocny i melodyjny zarazem jest również „I nadejdzie”z gościnnym udziałem DJ-a Kostka, który dograł do numeru kilka skreczy i cutów. A refren tego utworu to już niemal popowa melodia, która na długo zostaje w głowie.

 

Trzeba tu przyznać, że Pampeluna ma głowę do pisania i śpiewania, a raczej wrzeszczenia refrenów. Do takich należy np. „Uuuuu… Soy limpre pora siempre” w „Zapierdalać”, „Waiting for! Even If She Says No More” w „Desire”, albo wspomniany już wcześniej przebojowy chorus z „Hijo de Puta”. Sam chodzę i często bezwiednie nucę sobie pod nosem te melodie.

 

Pampeluna - 777

Pampeluna – 777

Tak, przy całej tej metalowej lucie materiałowi z „trzech siódemek” nie brakuje przebojowości.

 

Słuchając tego materiału pierwsze, co rzuciło mi się w ucho to fakt, że chłopaki z Pampeluny – w odróżnieniu od ich pierwszego albumu – tym razem postawili na bardziej piosenkowy układ utworów. Na debiutanckim krążku kompozycje miały w sobie coś z szaleństwa. Tu zacytuję fragment mojego tekstu na temat „La Curva”: „(Pampeluna) tworząc swoje numery wyszła daleko poza schemat piosenkowy: zwrotka – refren – zwrotka – refren – przerywnik – refren. Składniki te są przez muzyków miksowane w sposób dowolny. Zdarza się, że na refren trzeba poczekać aż do końca numeru, a przerywniki pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach.”

 

Na „777” układ większości numerów jest właśnie piosenkowy, przewidywalny. Co absolutnie nie jest zarzutem, podobnie jak fakt, że Pampeluna jednak okazuje się być zespołem nie przewidywalnym, o czym świadczy kilka rzeczy.

 

Pierwszą z nich jest sięgnięcie po elementy folku. Chłopakom zapewne tak spodobało się granie i śpiewanie zawartego na poprzedniej płycie fragmentu „Czerwonych korali” (z gościnnym udziałem chóru Frontowe Drogi), że na drugim albumie w utworze „Legenda o lustrze” gościnnie pojawił się znany z Huntera oraz solowych dokonań Jelonek, który zagrał tu na skrzypcach prawdziwie góralską melodię. Z kolei trzech wokalistów Pampeluny także na góralską nutę zaintonowali przaśną pieśń o dziewczynach, buziakach i krótkich spódniczkach. Utwór wstępnie miał być tzw. hidden trackiem, ale Metal Mind Production, który postanowił wydać płytę podjął decyzję, aby tym właśnie numerem promować „777”.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=cjr27MMdP-w[/youtube]

 

Jeśli wytwórnia pójdzie dalej w tym kierunku, to obstawiam, że drugim singlem będą „Źli chłopcy”. Dlaczego? Po pierwsze to utwór po polsku (z dość mocno posuniętym tzw. rymem częstochowskim). I tu od razu wychodzi na wierzch kolejna nieobliczalność Pampeluny, która wcześniej skupiając się na językach latynoskich niespecjalnie wykazywała chęć do śpiewania, darcia paszczy w ojczystym języku (a tutaj sąaż 4 numery po polsku, są też teksty anglojęzyczne). A po drugie „Źli chłopcy” to także dużo lżejszy od pozostałych utwór.

 

Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to rockowa kompozycja z – co już u Pampeluny można uznać za normę – bardzo melodyjnym, wpadającym w ucho refrenem. Przy bardzo, ale to bardzo mocno sprzyjających wiatrach mógłby się okazać nawet hitem lata 2013. Bo czy ktoś wcześniej spodziewał się, że punk-rockowa z założenia „Agnieszka” zespołu Łzy okaże się takim hitem? I tu od razu za porównanie Pampelunę – jeśli poczują się urażeni – przepraszam. Nic złego nie mam na myśli, bo zachwycony „Złymi chłopcami” (bądź „Legendą o lustrze”) potencjalny fan po zakupie „777” mocno się zdziwi, o czym świadczy cały napisany dotychczas przeze mnie tekst.

 

Tak, „777” to album przepełniony thrash i groove metalem oraz hard-core’em z wspomnianymi przed chwilą „udziwnieniami” w postaci folku i rocka (a także hip-hopu). Utwory nie powalają wysokim stopniem skomplikowania, a i same riffy do szczególnie zaawansowanych technicznie i odkrywczych nie należą. Chłopaki tworząc je opierają się najczęściej na kilku dźwiękach waląc w struny niemiłosiernie, nawet niespecjalnie często tłumiąc dźwięki. Ale to żaden zarzut, bo przecież też nie chodzi o to, żeby każdy gitarzysta musi naśladować Ś.P. Darrela Dimebaga z Pantery, Fredericka Thorendala z Meshuggah, czy Tosina Abasi z Animals As Leaders. Powiem więcej, na świecie są kapele, których gitarzyści zakładają w swoich gitarach tylko połowę strun i te bandy są cenione pod każdą szerokością geograficzną.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=PSBXIeSfpio[/youtube]

Ta pewna prostota w graniu Pampeluny to zresztą chyba ich największa zaleta (oprócz potrójnego zestawu drących się frontmanów Spodziu-Julia-Emo). Dzięki temu przy całej mocy przesterów i szybkości perkusji (precyzyjna, szybka gra i ozdobniki w wykonaniu Adama Szkody ciągle robi na mnie olbrzymie wrażenie) ich utwory trudno nazwać mrocznymi, co przy metalu jest rzadkością. Dużo w nich luzu z charakterystyczną radością z grania nie pozbawioną smaczków.

 

Poza wieloma świetnymi zagraniami Kolina i interesująco rozwiązanymi partiami wokalnymi zaliczyć do nich można choćby solówki w „Zapierdalać”, w coverze „Desperados” z gościnnym udziałem Remigiusza Błaszków i Przemka Olszewskiego (zamykając listę gości wymienię jeszcze Marka „Mahonia” Karonia w utworze „La viva Rocco”) i w „Desire”. W tym ostatnim moją uwagę zwróciło także zwolnienie w drugiej części numeru, a wykończenie utworu „Cajos”po prostu miażdży! A w ostatnim na płycie „04070” z eleganckim rwanym riffem chyba nawet usłyszałem triole.

 

Zawsze uciekam od wystawiania ocen płytom. Tutaj zrobię wyjątek. To płyta na siódemkę. Nawet na siódemkę z plusem.

 

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

2 komentarze do “Recenzja: Pampeluna „777”. Metal na siódemkę (z plusem)”

  1. Radek Wu napisał(a):

    Płyta już zamówiona 🙂

  2. fanroka napisał(a):

    Cieniutki ten zespół,razem promowaną Materią tworzą udany duet ale w odwrotną stronę.