platforma blogowa portalu głos koszaliński

Metal we Freaku. Zagrały Budge, Drown My Day i Materia [filmy i zdjęcia]

 Ci, którzy w piątek wieczorem przyszli do koszalińskiego klubu Freak otrzymali potrójną dawkę solidnego metalu w różnych odmianach. Zagrały Budge z Połczyna Zdroju, Drown My Day z Krakowa i Materia ze Szczecinka.

 

 

Materia we Freaku / fot. Radosław Brzostek

Materia we Freaku / fot. Radosław Brzostek

Obfity deszcz, który spadł wieczorem w Koszalinie wielu fanom metalu pokrzyżował zapewne plany imprezowe, ale i tak we Freaku stawiła się ich dość liczna grupa. Na rozpoczęcie koncertu musieli poczekać do około 20:40.

Jako pierwszy na scenie pojawił się zespół Budge z Połczyna Zdroju. To już kolejny ich koszaliński koncert u boku Materii i trzeba przyznać, że wypadli bardzo dobrze. Kwartet zaprezentował koszalińskiej publiczności przede wszystkim swoje kompozycje osadzone w klimatach thrash, groove i sludge metalu, choć nie zabrakło także coverów. Budge zagrał również utwory takich kapel jak Pantera i Down. Wybór trafiony w dziesiątkę, bo wokalista tego połczyńskiego zespołu ma naturalne predyspozycje do śpiewania jak Phil Anselmo, czyli wokalista wymienionych wcześniej amerykańskich kapel. Na wszystkie numery zagrane przez Budge koszalińscy fani metalu reagowali entuzjastycznie, ruszając w pogo.

Zdjęcia >>> Budge we Freaku [zdjęcia]

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=b4C8-Z9Ug3I[/youtube]

Ale naprawdę gorąco na parkiecie przed sceną zrobiło się podczas występu Drown My Day z Krakowa, choć i na ten występ trzeba było czekać ponad pół godziny. Kiedy jednak kapela zaczęła grać od razu w sali koncertowej Freaka zrobiło się tłoczno. Kapela, która w Koszalinie wystąpiła po raz pierwszy zaprezentowała kawał szybkiego, ekstremalnego death metalu i death-core’a ze swoich dotychczasowych wydawnictw. Growlujący wokalista Drown My Day nie miał żadnego problemu z nawiązaniem kontaktu z publicznością, której co chwila wymyślał nowe atrakcje. „Zwykłe” machanie głowami publiczności bowiem mu nie wystarczało, więc najpierw nakłonił fanów do zrobienia młynka (publiczność biegała w kółko obijając się o siebie), a potem do zrobienia „ściany śmierci” (która polega na tym, że publika dzieli się na dwie grupy stając na przeciwległych końcach sali i na dany przez wokalistę znak – ruszają na siebie zderzając się w połowie drogi). Znalazł się nawet śmiałek, który postanowił spróbować „stage divingu” (czyli skoku ze sceny w publiczność). Frontman zespołu miał więc powody do radości i często komplementował koszalińskich fanów metalu krótkim stwierdzeniem: – Jesteście zajebiści!

 Zdjęcia >>> Drown My Day we Freaku [zdjęcia]

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=FxnLEy7TrcE[/youtube]

 

Równie ostro i energetycznie było podczas ostatniego tego wieczoru występu. Jako ostatni na scenie pojawiła się szczecinecka Materia. Tak tech-metalowa kapela fanom z Koszalina jest już doskonale znana, bo w tym mieście grała już wielokrotnie. Zespół zaprezentował przede wszystkim swój materiał z wydanej w tym roku płyty „Case Of Noise”, czyli całą gamę połamanych rytmów, nieparzystych temp i potężnych przesterowanych riffów i szybkiej perkusji. Nie mogło oczywiście także zabraknąć takich utworów jak „Shayba”, „B17” i „Na Wojtusia z popielnika”, czyli numerów, które zespół zaprezentował w telewizyjnym programie Must Be The Music i w którym doszli aż do ścisłego finału ostatecznie zajmując drugie miejsce. Były też niespodzianki w postaci całkiem nowych utworów, które znajdą się najprawdopodobniej na kolejnej płycie Materii.Z kolei na bis publika mogła poszaleć przy „System Falls”.

– Było rewelacyjnie! Bardzo szybko minął nam ten koncert, a szkoda… Zawsze tak jest, że jak człowiek dobrze się czuje na scenie, jak gra się świetnie, to wydaje się, że ta przyjemność mija za szybko – powiedział Michał Piesiak, basista i wokalista zespołu. – Publiczność z Koszalina jak zwykle nas nie zawiodła i na pewno zajrzymy tu jeszcze nie raz, żeby dla nich zagrać!

Zdjęcia >>> Materia we Freaku [zdjęcia]

Na zakończenie warto dodać, że choć moc z instrumentów i sprzętu nagłośnieniowego była ogromna, to wszystko brzmiało zaskakująco selektywnie. Duża w tym zasługa ekipy nagłośnieniowej, która tym razem wyraźnie postawiła na czytelność muzyki, a nie na maksymalną głośność.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.