platforma blogowa portalu głos koszaliński

Radek Czerwiński: Koncert trzeba uatrakcyjnić, zrobić z niego wydarzenie [wywiad]

Rozmowa z Radkiem Czerwińskim, wokalistą zespołów Kaboom!, Mr. Zoob, basistą zespołu Ivona, a także fanem muzyki i uczestnikiem wielu koncertów.

 

Radek Czerwiński / fot. Mariusz Rodziewicz

Radek Czerwiński / fot. Mariusz Rodziewicz

***

Myślałem, że ten temat już został na GraMuzyka zakończony, jednak kolejne rozmowy na ten temat skłoniły mnie, aby jedną z nich przeprowadzić oficjalnie i spisać.

***

– Frekwencja na koncertach w Koszalinie to ciągle temat rzeka. Sam jesteś i uczestnikiem na imprezach, i grasz na nich. Jak sam widzisz ten problem?

– Faktycznie czasem nie jest najlepiej z frekwencją. Są koncerty, na których są ludzie, i takie, na których lokal świeci pustkami. Trzeba jednak spróbować zaradzić słabej frekwencji i uelastycznić się na słuchacza, który potrzebuje silniejszych bodźców, żeby go wyrwać sprzed komputera, czy telewizora, aby w któryś z wieczorów poświęcił czas i kasę na chłonięcie sztuki, nawet tej rockowej.

 

– Niby prosta recepta, ale co konkretnie masz na myśli. Jak przyciągnąć słuchacza?

– Wydaje mi się, że organizatorzy koncertów powinni myśleć o sposobach uatrakcyjniania każdego wydarzenia. Ogromne i pozytywne wrażenie na mnie zrobiło 10-lecie Kalosza Laszlo. Dlaczego? Bo oprócz tego, że Buli zadbał o to, by z nim zagrali byli członkowie kapeli, by nagłośnienie było rewelacyjne (mega brawa dla Mahonia, który lekko uciszył zespół przez co wszystko brzmiało selektywnie), to jeszcze zainwestował w oprawę, dorzucił elementy, które towarzyszyć mogą, a nie muszą koncertowi rockowemu. Pomijam jakość i zasadność np. stripteasu podczas 10-lecia zespołu rockowego. W tym przypadku było to w jakiś sposób uzasadnione. Suma sumarum Daniel stworzył WYDARZENIE! Zaprosił ludzi na coś, co nie było zwykłym koncertem. Rozumiem, że to 10-lecie i wypas musi być, ale połączył kilka działań mniej lub bardziej ze sztuką związanych (np. z gastronomią na pewno) i w efekcie stworzył mały happening, czy też widowisko muzyczno-słowno-gastronomiczne. Dzięki temu wygrał. Frekwencja w Inferno powalająca.

 

 

– Kaboom! też spróbowało coś takiego zrobić przy okazji koncertu z okazji końca świata.

– Osobiście też jestem zadowolony z naszej, kaboomowej Apokalipsy, chociaż miała charakter bardziej kameralny. Tym niemniej z frekwencji jesteśmy zadowoleni po dziś dzień. Podobało mi się to, że zaproponowaliśmy ludziom „coś ponad”, czy też raczej koncert z bonusami. Nad podobnymi kwestiami zawsze pracują chłopaki z Pampeluny organizując swój mały festiwal pt. Fiesta.

 

– Czyli na „zwykły” koncert, gdzie po prostu przyjedzie kapela, rozłoży sprzęt i zagra swój repertuar ludzie już nie przyjdą?

– Nieistniejący niestety Kabaret „Potem” kończył każdy występ piosenką ze słowami: „zrób kabaret, po prostu zrób kabaret(…)”, a potem: „zaproś publiczność i krzesła jej daj, potem recytuj, śpiewaj i graj”. No właśnie. Okazuje się, że dzisiaj potrzeba czegoś więcej! Wydaje mi się, że nie wystarczy zadowalająco opanować materiał, zgromadzić odpowiedni sprzęt grająco-nagłaśniający, wydrukować parę plakatów i nękać pół facebooka zaproszeniami. Może zatem należałoby łączyć działania, łączyć sztukę? Absolutnie nie chodzi mi też o popadanie w skrajność i organizowanie pokazu fajerwerków nad głowami przybyłych chociażby do Graala. Ktoś organizuje wernisaż, ale podczas oglądania prac gra np. duet Zwierzak & Dr Ł, bo akurat wystawione prace korelują z twórczością duetu. Wtedy na „imprezę” zapraszamy o wiele więcej ludzi. Ktoś organizuje koncert, ale przy okazji ma znajomego, który nakręcił krótkometrażowy film, albo podczas koncertu ktoś inny będzie rozdawać (w ramach np. reklamy) własne wypieki lub dziarać na miejscu. Nie wiem, możliwości ogrom.

 

– No tak, tylko żeby nagle muzyka, występ zespołu nie stał się tylko dodatkiem do „bonusa”, a bonus tym, co przyciągnie ludzi.

– Tak tylko głośno myślę… Zdaję sobie też sprawę, że nie każdy koncert można w ten sposób urozmaicić, ale też zajawka, że w cenie biletu jest jeden browar, czy shot to wydaje mi się trochę mało. Waldek Miszczor opowiadał mi, że np. u niego ktoś powiesił kilka obrazów. Jakiś czas potem był koncert. Na koncercie ktoś zainteresował się pracami, ich autorem i ewentualną ceną dzieł. Taki człowiek prawdopodobnie nigdy by nie przyszedł na wernisaż, ale pojawiając się na koncercie skorzystał kulturalnie w inny sposób. Nie mówiąc już o przewidywanych profitach dla artysty malarza. O to mi chodzi.

 

– Czyli próbując budować frekwencję należałoby…

– …szukać pomysłów jak uatrakcyjnić naszą publiczną prezentację i nie utyskiwać, że ludzie nie chodzą tylko zastanowić się: czy wszystko zrobiłem, aby moje wydarzenie było ciekawe? Oczywiście ten czy inny zespół jadąc do innego miasta nie ma wpływu na to, ile osób przyjdzie na ich koncert (no chyba, że się jest jakąś tam gwiazdą). Jednak zapraszając kapelę no name z innego miasta, ustawiając lokalny support pomyślmy, czy jeszcze czegoś nie udałoby się wcisnąć w tę imprezę, żeby ona nabrała więcej kolorów…

Pytania zadał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.