platforma blogowa portalu głos koszaliński

Recenzja: Materia „Case Of Noise”. Metalowa moc, rytm i melodia

Ultraniskie przesterowane brzmienie, nieparzyste tempa, połamane riffy, a przy tym sporo melodii. Tak można w kilku słowach scharakteryzować świetny „Case Of Noise”, debiutancki album zespołu Materia ze Szczecinka.

 

Materia - Case Of Noise

Materia – Case Of Noise

Karierze chłopaków z Materii przyglądam się z zainteresowaniem od… momentu, kiedy dowiedziałem się o ich istnieniu, a było to kilka lat temu. Już wtedy odnosili pierwsze sukcesy na różnych przeglądach rockowych. Te największe przyszły w ostatnich dwóch latach: koncert na dużej scenie Przystanku Woodstock, czy występ na Sonisphere Festiwal. No i chyba ten największy, który przełożył się na wydanie albumu „Case Of Noise”, czyli nawiązanie współpracy z szefem Izabeli Studio – Andrzejem Puczyńskim.

 

W tzw. międzyczasie w sieci pojawiały się także EP-ki Materii (w 2009 roku „Vandals” i „Holydays On The Angel Island”w 2011 roku). Na każdym z tych materiałów wyraźnie słychać było fascynacje muzyczne braci Michała i Tadeusza Piesiaków i ich kolegów z zespołu: Kuby Marciniaka i Adriana Dubińskiego. Najpierw był to nu-metal w stylu Korn, czy Slipknot. Potem doszedł do tego techniczny death metal w stylu Meshuggah na przykład, by w końcu do inspiracji dołączył niszowy djent reprezentowany przez choćby Animals As Leaders.

 

„Case Of Noise” jest właśnie wypadkową tych inspiracji, bo spośród 12 kompozycji połowa to kompletnie nowe kompozycje, a druga połowa to najlepsze zdaniem zespołu utwory z dwóch EP-ek. I – co najważniejsze – każdy, niezależnie od daty powstania kawałka – brzmi świetnie, jest świeży i nośny.

 

Chłopaki nagrywając ten album postawili na moc. Od początku uszy katuje potężne, niskie brzmienie. Tytułowy „Case Of Noise” to tech-metalowa meshuggowa jazda ze złamanym rytmem i świetnym growlem-screamem Michała. W odróżnieniu jednak od Szwedów, w utworze Materii dzieje się zdecydowanie więcej. Rytmy i riffy zmieniają się co kilkadziesiąt sekund. Co jest już chyba znakiem rozpoznawczym metalowców ze Szczecinka, bo graniem jednego riffu szybko się nudzą.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=4p1Bbi0ztOY[/youtube]

Kwintesencją pomysłowości Materii może być numer „System Falls”, który zaczyna się od zagrywki na czystym brzmieniu gitary, po czym wchodzi nowoczesna metalowa luta, przetykana death metalowymi blastami przechodząc w dość wolny patetyczny riff. Ten oczywiście znowu nie trwa zbyt długo, bo po kilkunastu sekundach utwór wraca na blastowaną prędkość i znowu przechodzi w nu metal z rwanym riffem, potem w djentową zagrywkę, a kończy się doom metalowym powolnym tempem i „dołem”. I to wszystko w trwającym niecałe 7 minut utworze.

 

Materia to nie tylko growl, scream i obniżony do granic możliwości strój instrumentów. To także wspomniana na wstępie melodia. Tę można znaleźć np. w znanym już fanom utworze „Give Me Some Free”. Tutaj przez większą część kompozycji Michał śpiewa czystym wokalem, któremu oczywiście towarzyszą przesterowane gitary i wybijane „podwójnym kopem” tempo. Mniej tu tech-metalowych połamańców.

 

Choć melodie można znaleźć także w refrenie „Already Dead”, czy w ciekawie pociętym pauzowanymi riffami „My Sin” to melodyjną perełką i najlepszym utworem na „Case Of Noise” jest „B-17”. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że to djentowa ballada. Przepiękny numer, świetnie aranżacyjnie pomyślany, melodyjnie rozbity na dwie gitary, elegancko zaśpiewany i wykrzyczany. Gdzie trzeba jest melodia, a gdzie trzeba – moc! Polecam do wielokrotnego przesłuchania, aby wyłapać wszystkie smaczki.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=rsyvDdKCF0E[/youtube]

Na „Case Of Noise” są i dwie instrumentalne kompozycje: minutowy „Chaos” i trzy razy dłuższy djentowy „Stuszki”. Choć w zasadzie miażdżącą ciężarem, tempem i rwanym riffem „Shaybę” także należałoby uznać za instrumentalny, bo wokal Michała pełni tu raczej kolejny instrument, bo wykrzykuje tylko „Aaaa, Aaaa” albo „Oooooo”.

Czy ten album ma minusy? Początkowo myślałem, że jest nim fakt, że Materia wrzuciła na album kompozycje już mi wcześniej znane (jak pisałem połowa z „Case Of Noise” to utwory z EP-ek), ale…  dzięki temu zabiegowi z przyjemnością mogę posłuchać po raz kolejny rewelacyjnego numeru „Vandals” – tutaj jeszcze mocniej i z jeszcze większym „dołem” zagrany i zaryczany.

Kończąc już dodam, że porównania muzyki Materii do innych znanych zespołów jest komplementem, a nie zarzutem i nie ma co szukać tu „szpilki”. Po prostu takie dźwięki już na świecie się gra i na dobrą sprawę w Polsce chyba nie ma kapeli, która by wymyśliła swój nurt. Każda z czegoś czerpie inspiracje. Są natomiast polskie kapele, które weszły na taki poziom grania, że znane są na całym świecie. To choćby Vader, Behemoth, czy Decapitated.

Życzę więc Materii po pierwsze – aby dołączyła do pierwszej ligi metalowego grania w Polsce, bo płytą „Case Of Noise” udowadnia, że jest na to gotowa; a po drugie – aby kiedyś ktoś o innym bandzie powiedział: „O! Oni grają jak Materia”.

PS. Jeśli chcecie kupić album „Case Of Noise” Materii to możecie to zrobić tutaj >>> www.materiashop.8merch.com

albo wybrać się na ich koncert, gdzie także zespół sprzedaje swoje płyty.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

 

Komentowanie wpisu jest wyłączone.