platforma blogowa portalu głos koszaliński

Grunge po dwudziestu latach [film, zdjęcia]

Kto był na „Koncercie w kratę – Grunge Unplugged Radia Koszalin”, ten nie żałował. Spod niektórych kraciastych koszul wystawały co prawda brzuszki, ale to tylko podkreślało, że grunge jest już klasyką.

Grunge Unplugged RK

Grunge Unplugged RK

autor: Maciej Sztyma

Bałem się trochę, że czwartkowy „Koncert w kratę” w Radiu Koszalin będzie taką sztuką dla sztuki, jak część koncertów w modnej na początku lat dziewięćdziesiątych formule bez prądu: bierzemy znane piosenki, odgrywamy je na instrumentach akustycznych, a publiczność i tak się dobrze będzie bawić. Że będzie to taki wykastrowany grunge.

ZDJĘCIA >>> Grunge Unplugged Radia Koszalin [zdjęcia]

 

Ale po pierwszych utworach wiedziałem, że jest dobrze. Nie tylko z przyczyn sentymentalnych. Było też kilka innych atutów.
Pierwszy to wokaliści. Na scenie było ich ośmioro: Monika Kazyaka, Jola Tubielewicz, Radek Czerwiński, Piotr „Berial” Kuzioła, Remigiusz „Mickey” Błaszków, Mariusz Puszczewicz, Mariusz Kózka i Jacek Barzycki. Było różnorodnie – panie śpiewały raczej delikatnie, a panowie potrafili się wydrzeć. I chwała im za to! W końcu taki był grunge. Jak dla mnie szkoda tylko, że zaledwie w dwóch piosenkach zdecydowano się na dwugłosy. Zwłaszcza że koncert był bez prądu i mniejsza moc płynęła z instrumentów. Gdy Radek Czerwiński śpiewał z Berialem albo z Mikim, brzmiało to najciekawiej i najpotężniej.

 

Drugi atut to poszerzenie składu o pianino – brawa dla Adama Stefańskiego – oraz skrzypce i bongosy [Ewa Jachimowicz i Maria Kozłowska]. Chociaż to akurat naturalne dla koncertów unplugged – czymś trzeba wypełnić przestrzeń, z której uciekają elektryczne gitary. Ale największą różnicę zrobił Artur Orłowski ze swoim saksofonem. I to mimo że dwadzieścia lat temu dęciaki miały się do klasyki grunge jak harfa do bluesa 🙂 . Ale w czwartek bez „Szeryfa” utwory, w których zagrał, byłyby pustawe. Dał jazgot i moc, która znikała momentami wraz z „brakiem prądu”.

 

Dla mnie – pewnie także dla wielu osób wśród publiczności – ważnym elementem był występ Jacka Barzyckiego. W końcu jego Gdzie Cikwiaty w latach dziewięćdziesiątych to była moc! I to nasza, koszalińska. I gdy słyszę jego wokal, przenosi mnie zawsze w czasy liceum. W czwartek Jacek zaśpiewał w towarzystwie dwóch świetnych muzyków – Przemka Olszewskiego na gitarze i wspomnianego już Adama Stefańskiego na pianinie.

 

Na koniec trochę kroniki. Podczas koncertu usłyszeliśmy utwory Pearl Jam, Nirvany, Stone Temple Pilots, Screaming Trees, Soundgarden, Alice in Chains, Hey, Mad Season i Gdzie Cikwiaty. Całość muzycznie spinali Henryk Rogoziński na basie, na gitarach Adrian Rozenkiewicz i Patryk Lachowicz, na perkusji Darek Bendyk. Na scenie w jednym utworze pojawił się też w roli gitarzysty Mariusz Rodziewicz – pomysłodawca i jak podkreślał prowadzący o organizator koncertu Adrian Adamowicz, dobry duch całego przedsięwzięcia.

 

Czwartkowy „Koncert w kratę” można będzie usłyszeć na antenie Radia Koszalin za tydzień w niedzielę  po godz. 16. Warto.

PS od GraMuzyka: Kto nie zdobył wejściówki na koncert w Radiu Koszalin, będzie miał także jeszcze okazję zobaczyć go na żywo w piątek 26 kwietnia 2013. Muzycy szykują w koszalińskim klubie Kawałek Podłogi powtórkę z tego koncertu.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=YFcLXMNwW20[/youtube]

____________________

To była recenzja koncertu wg Maćka Sztymy z Głosu Koszalińskiego. A teraz słowo ode mnie, czyli Mariusza Rodziewicza.

Jako – jak to napisał Maciek – pomysłodawca koncertu chciałbym uściślić, że chyba faktycznie pomysł zrobienia akustycznego koncertu grunge’owego wyszedł ode mnie. Wyszło to w czasie luźnej rozmowy z Adrianem Adamowiczem z Radia Koszalin, który wymyślił cykl koncertów Unplugged na scenie Radia Koszalin i zorganizował każdy z tych koncertów. Tak więc ja tylko rzuciłem pomysł zorganizowania grunge’owego wieczoru (można powiedzieć, że „zasiałem ziarno”) i – jak powiedział podczas koncertu Adrian – byłem tzw. dobrym duchem, a cały ciężar organizacji tego przedsięwzięcia przypadł Adrianowi Adamowiczowi. Był też – jak zwykle zresztą – Mistrzem Ceremonii, czyli Prowadzącym podczas tego koncertu.

Z kolei ciężar muzycznego i aranżacyjnego spięcia tego projektu na swoje barki wziął Henryk Rogoziński, który dobierał kolejnych muzyków do zespołu – wraz z Adrianem Rozenkiewiczem, Patrykiem Lachowiczem i Darkiem Bendykiem stworzył główny trzon zespołu – a ogólnie na scenie można było zobaczyć aż 18 osób, z których każda włożyła w to przedsięwzięcie mnóstwo pracy i serca.

A ja? Miałem swoją fanaberię, żeby na tym koncercie zagrać choć jeden numer. Do czego zmusiłem kolegów z projektu grunge’owego. Za co im serdecznie dziękuję. Podziękowania jednak należą się im przede wszystkim za to, że zabrali mnie w podróż do lat 90-tych, kiedy to zasłuchiwałem się w utworach, które zagrali w czwartek 18 kwietnia 2013 w Radiu Koszalin.

Mariusz Rodziewicz

____________________

 

3 komentarze do “Grunge po dwudziestu latach [film, zdjęcia]”

  1. trycha napisał(a):

    słychać, że i temple of the dog nie zabrakło:)

  2. trycha napisał(a):

    i temple of the dog nie zabrakło

  3. iksnipurk napisał(a):

    „Fajnie grali” akurat pasuje do pościeli.