platforma blogowa portalu głos koszaliński

Berial reaktywuje Betrayer. Wspomnienia odżywają

Betrayer, znany w latach 90-tych koszalińsko-słupski zespół death metalowy się reaktywuje! Za powrotem zespołu stoi Piotr „Berial” Kuzioła, basista i wokalista z Koszalina.

 

Betrayer w nowym składzie / fot. Archiwum zespołu

Betrayer w nowym składzie / fot. Archiwum zespołu


Kiedy tylko w Internecie pojawiły się pierwsze plotki na temat reaktywacji Betrayera, który uznawany jest za jeden z pierwszych zespołów nurtu death metalowego w Polsce zrobiły one sporo zamieszania. Fani od razu zaczęli entuzjastycznie komentować te wieści. Bo przecież muzyka zawarta na wydanej w 1994 roku płycie „Calamity” tego koszalińsko-słupskiego zespołu była bardzo szybka, agresywna i brzmiała bardzo nowocześnie, jak albumy z Zachodu (niestety krótko po jej wydaniu zespół się rozpadł).

Betrayer wraca

Dopiero niedawno na blogu muzycznym GraMuzyka plotki na temat reaktywacji potwierdził Piotr „Berial” Kuzioła, czyli basista i wokalista Betrayera. Na pomysł wpadł w zeszłym roku. Przyznaje, że dużo w tym przypadku. – Już myślałem, że nie wrócę do grania death metalu, bo moje drogi życiowe tak się jakoś ułożyły. Nagle dostałem propozycję współpracy od metalowego zespołu z Kwidzyna. Miała ona polegać na „wokalowaniu” – opowiada koszaliński muzyk. – Potem powstał pomysł, żebym wziął się także za bas, a że ja jako wokalista i basista kojarzę się z Betrayerem, więc postanowiłem reaktywować zespół.
Początkowo chciał grać z muzykami, z którymi występował w latach 90-tych. Gitarzysta Maciek „Ripper” Krzysiek wyraził chęć zagrania kilku pierwszych koncertów i pomóc zespołowi stanąć na nogi, ale potem sprawa się rozmyła i ostatecznie Berial zaprosił do Betrayera nowych kolegów z Kwidzyna, czyli gitarzystę Krzysztofa Tubaję i perkusistę Piotra Majkę. – To świetni muzycy, grają w starym dobrym stylu. Po prostu jak Bertayer – stwierdza Berial.

Będzie nowa płyta

Plany na powrót na scenę zespołu są ambitne. Betrayer chce nagrać zupełnie nową płytę. Obecnie gotowych jest już siedem utworów. Zespół chce stworzyć jeszcze dwa, nagrać je i dopiero wtedy zacząć koncertować. – Chyba, że sprawa wydania płyty będzie się przedłużać, to nie wytrzymamy zaczniemy grać wcześniej – zastrzega muzyk. Jak długo zespół jest w stanie wytrzymać bez koncertowania? – Do tego lata – dodaje.
Choć i tak zespół nie był w stanie trzymać świeżego materiału w tajemnicy i 6 kwietnia w koszalińskim klubie Inferno, który prowadzi Berial miała miejsce premiera teledysku do utworu „Beware”. Wkrótce utwór zostanie także wydany na płycie winylowej w Niemczech na singlu na tzw. splicie, na którym znajdzie się także utwór zespołu Neolith. To będzie kolekcjonerskie wydanie w limitowanej edycji 500 egzemplarzy. Zespół ma już także zaproszenie na metalowy festiwal w Niemczech, który ma się odbyć w pod koniec lipca. – Ale zupełnie premierowy występ na pewno będzie miał miejsce w moim klubie – zapowiada już Berial.
Za to z nostalgią wspomina stare czasy, czyli lata 80-te i 90-te, kiedy w Polsce tworzyła się scena metalowa. – Sam swoją przygodę z metalem rozpocząłem chyba jak każdy dzieciak. Z gitarą przed lustrem i mnóstwem marzeń w głowie – wspomina zaznaczając jednocześnie, że niemal wszystko na jego muzycznej drodze było kwestią przypadku. Podobnie zresztą, jak sama reaktywacja Bertayera.

Najpierw był Slaughter, potem Betrayer

– Mój pierwszy zespół heavy metalowy założyłem z Tomkiem „Siwym” Tomskim. Spotykaliśmy się na klatce schodowej i klepaliśmy rytmy na kolanach. Tam zostałem wokalistą kapeli, której tak naprawdę żadna próba się nie odbyła. Jednak w miasto poszła taka wiadomość, że zespół jest. Przyszli więc do mnie chłopaki z zespołu Slaugther i zapytali, czy nie chciałbym u nich śpiewać. Nie mogłem więc wyprowadzić ich z błędu, że nie jestem wokalistą i tak to się zaczęło – wspomina wydarzenia sprzed dwudziestu kilku lat Berial.
Tak samo przypadkowo rozstrzygnęła się sprawa z rozpoczęciem kariery basisty. Slaughter pożegnał się z gitarzystą basowym i koledzy zaproponowali Piotrowi, żeby wziął gitarę do ręki i spróbował. Udało się i tak już zostało.
To jednak nie koniec przypadków. Kilka lat później pojechał do Słupska na koncert thrash metalowego zespołu Betrayer. Po nim Berial trafił na zakrapiane after party. Zaczął rozmawiać ze słupskimi muzykami. Okazało się, że pamiętają go z koszalińskiego Slaugthera. Byli zafascynowani dokonaniami tego zespołu i zapytali, czy nie chciałby się do nich przyłączyć, bo słupska kapela po nagraniu demo „Forbidden Personality” już zmierzała w kierunku bardziej ekstremalnego, death metalowego grania. Koszaliński wokalista i basista wydawał się idealny do pomocy w realizacji tego planu.

 

Wtedy Betrayer grał w składzie: Wojciech „Molly” Moliński w roli perkusisty i wokalisty, gitarzyści Maciej „Northon” Maciejewski i Mariusz „Morris” Zieliński i basista Maciej Różański. To miejsce tego ostatniego muzyka zajął Berial. Niestety śmierć Morrisa wymusiła kolejne zmiany w zespole. Wtedy do Betrayera dołączył grający wcześniej w Slaughterze koszalinianin Maciej „Ripper” Krzysiek.

Koncerty, festiwale

W 1992 roku Betrayer nagrał demo „Necronomical Exmortis”, które w rankingu-podsumowaniu 1992 roku dokonanego przez metalowe pismo „Thrash’Em All” znalazło się na drugim miejscu. W tym samym podsumowaniu w kategorii „zespół” Betrayer znalazł się na czwartym miejscu.
I wtedy na dobre rozpoczęła się kariera undergroundowej death metalowej koszalińsko-słupskiej ekipy. Zagrali wiele koncertów zaliczając sceny największych festiwali. – Patrząc z perspektywy czasu to była krótka przygoda, bo trwała dwa, może trzy lata. Ale to były bardzo burzliwe lata, bo zagraliśmy po dwa razy ma Death Metal Festival, na Matalmanii, festiwalu w Jarocinie i mnóstwo innych koncertów. Trudno mi dziś wybrać, który z nich był najciekawszy – przyznaje Berial.
Po koncercie w 1992 roku w Jarocinie zespół opuścił Maciej „Northon” Maciejewski, a jego miejsce zajął Marcin „Ryju” Rojewski. W tym składzie Betrayer gra już do końca istnienia, po drodze – w 1994 roku – nagrywając rewelacyjny pełnowymiarowy album „Calamity”. Jednak w tym samym jeszcze roku zespół rozpada się.

Epizod z Vaderem

Śledząc muzyczną karierę Beriala nie można nie wspomnieć o krótkim epizodzie z zespołem Vader. W zespole Piotra „Petera” Wiwczarka koszaliński muzyk grał na basie na przełomie 1991-1992, jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty zespołu „The Ultimate Incantation”. – To była krótka przygoda i zakończyła się dlatego, że wymagano ode mnie, bym opuścił Betrayer i skupił się tylko na Vaderze, co mi nie pasowało. Zbyt mocno byłem związany ze swoim zespołem. Betrayer wyrażał mnie jako muzyka, w Vaderze miałbym być tylko odtwórcą. Czy żałuję swojej decyzji? Nie, chyba nie. Czasami pytają mnie o to ludzie. Może to by była większa przygoda, szansa, kariera i sława, ale stawiałem na odkrywanie siebie. To by nie było spełnieniem moich ambicji – stwierdza Berial.
Dziś prowadzi w Koszalinie klub muzyczny Inferno, w którym można zobaczyć na żywo znane metalowe zespoły. Niedawno grał tu właśnie m.in. Vader, czy Christ Agony. – Przy tych spotkaniach po latach od razu odżywają stare wspomnienia. Człowiek czuje się, jakby to było wczoraj, jakby czas stanął w miejscu – mówi Berial.
Już wkrótce Piotr Kuzioła będzie miał okazję przypomnieć sobie, jakie to uczucie stanąć na scenie z basem w ręku, ryknąć do mikrofonu i zatrząść swoimi długimi włosami obserwując fanów Betrayera przed sceną.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

2 komentarze do “Berial reaktywuje Betrayer. Wspomnienia odżywają”

  1. Cliff napisał(a):

    Siema \m/ mały byk Rodziu …płyta Vader to „The ultimate incantation” 😉 zaje.bi.sta zresztą Ave

  2. gramuzyka napisał(a):

    dzięki!!!