platforma blogowa portalu głos koszaliński

Peti o „iLove”: Miłość w erze pikseli [wywiad]

Rozmowa z Bartoszem „Peti” Petersem, raperem z Koszalina, który niedawno nagrał swój nowy album „iLove”.

 

 

Peti, czyli Bartosz Peters

Peti, czyli Bartosz Peters

gramuzyka: – Twoja płyta bardzo miło mnie zaskoczyła. Jest mało hip-hopowa, jak na hip-hop. Podobnie muzycznie. Bardzo chilloutowa. Od początku taki był pomysł na „iLove”?

Peti: – Bity to akurat darmówki ściągnięte z Internetu. Sam w hip-hopie jestem przyzwyczajony do typowych podkładów, do samplowania. Z drugiej strony fascynuje mnie to, co dzieje się w nowych brzmieniach, w jazz-hopie, w soul-hopie. Szukałem więc takich nowoczesnych, ciepłych dźwięków.

Jeśli chodzi o sam pomysł albumu to najpierw był tytuł. Dopiero potem zacząłem wymyślać, co na tym krążku powinno się znaleźć, jakie poruszyć tematy, jakie tytuły nadać utworom. Po prostu zazwyczaj tak mam.

Od początku chodziło mi o pokazanie zmagania się realnego świata z ta otaczającą nas cyfryzacją. Myślę, że dobrze oddaje to już tytuł albumu, czyli „iLove” z małą literką „i” w odniesieniu wiadomo do czego. Na przekór odwracając formę postanowiłem „wydać” ten album na CD, choć przecież teraz mamy wszystko w mp3.

Sam też jestem uzależniony od komputera, Internetu, pewnie także z racji mojego zawodu. Jestem grafikiem. Ciągnie mnie też do tych wszystkich portali społecznościowych. Czasami przerwę w projektowaniu mogę sobie wypełnić piciem herbaty i poklikaniem przez choćby kilkanaście minut ze znajomymi.

 

gramuzyka: – Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło przy słuchaniu „iLove” to stary Fisz i Emade, a może nawet bardziej ich Tworzywo Sztuczne. Potem mi te skojarzenia umknęły, ale coś w tym jest.

Peti: – Kiedyś Fisza i Emade nie słuchałem. Dziś to się zmieniło i cieszę się z takiego porównania, bo dziś uważam, że Emade jest jednym z najlepszych producentów muzycznych w Polsce. No i Fisz jest świetnym tekściarzem.

Nie chodzi tylko o hip-hop, akurat jestem po odsłuchaniu ich „Męskiej muzyki”. To wykształceni muzycznie ludzie i fajnie, że robią tyle różnych rzeczy. Bo jest bardzo hip-hopowy Fisz/Emade, jest nieco inne Tworzywo Sztuczne i jest wreszcie Kim Nowak, w którym robią zupełnie co innego.

 

gramuzyka: – To czego słuchałeś wcześniej?

Peti: – Na samym początku bardziej interesował mnie hip-hop uliczny, buntowniczy styl nastolatka. Z drugiej strony od zawsze interesowała mnie jakość muzyki, a szczególnie pisarstwa, ta literacka strona hip-hopu. Często w nim słyszałem jednak niespecjalnie wyszukane rymy, porównania. Sam napisałem już mnóstwo tekstów, nagrałem wiele utworów, ale wiele z tych utworów trafiło do kosza i nikt ich nie usłyszał.

Zaczęła być dla mnie ważna ta strona artystyczna. Może dlatego, że sam kształcąc się na grafika po drodze przeszedłem różne etapy rysunku, malarstwa, grafiki, poznałem różnych ludzi z otwartymi głowami. Cenię sobie ludzi kreatywnych, którzy potrafią zrobić coś samemu i nie chodzi mi tylko np. o naprawienie szafki, choć takie rzeczy też facet umieć powinien. Podoba mi się więc, kiedy ten przekaz artystyczny jest, ale też kiedy nie jest on przerysowany.

Mam nadzieję, że ludzie słuchając „iLove” nie zdziwią się, kiedy dowiedzą się, że słucham nie tylko klasycznego hip-hopu, ale podoba mi się też ostatnia płyta Moniki Brodki, czy właśnie Kim Nowak.

 

gramuzyka: – Skoro jesteś grafikiem to cała obudowa wizualna do „iLove” jest także Twojego autorstwa?

Peti: – Tak, tylko to, co jest w Internecie, w sieci, czy na vlepkach to jest okrojona wersja, bo pierwotnie projektowałem okładkę płyty na trzyczęściowy digipack. Grafiki było więc dużo więcej. Wstępnie nie zamierzałem w ogóle tego „wydawać” w wersji fizycznej, ale skoro zdarzyła się okazja zagrania koncertu przed Zeusem, to uznałem, że może warto zrobić kilka sztuk, że je sprzedać, rozdać, pożyczyć.

 

gramuzyka: – To nadgryzione serce, kojarzące się z identycznie nadgryzionym jabłkiem i to „i” od wszystkich iPodów, iPadów, iPhone’ów to jest właśnie to, co kocha Peti?

Peti: – Nie, nie. Ja kocham muzykę. Nie tylko tą, którą robię, choć oczywiście wkładam w nią serce. Odnosi się także do tego, jak to jest z tą miłością w erze pikseli.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BoNE_xqbGis[/youtube]

gramuzyka: – To jak jest z tą miłością. Ludzie potrzebują bliskości fizycznej, czy wystarczy im ta wirtualna przez facebooka i komunikatory?

Peti: – Mówię o tym w tracku „Online”, a tekst do niego powstawał w ciekawych okolicznościach. Kiedyś nie było dla mnie możliwe, żeby pisać tekst i z kimś rozmawiać. Potrzebowałem spokoju, skupienia. A ten utwór pisałem w trakcie rozmowy z koleżanką, o której zresztą jest mowa w tym utworze.

O tej bliskości mówię też w utworze „Intermet”, gdzie rymuję „chciałbym cię spotkać tak oldschoolowo”, czyli w realnym świecie. Facebook przegrywa u mnie z prawdziwym spotkaniem. Zawsze, jak ludzie do mnie dzwonią z taką propozycją, to chętnie się z nimi spotykam. Wkładam buty i lecę, nawet jeśli jest zimno. Szczególnie teraz, kiedy pięć miesięcy spędziłem w rozjazdach po dwa tygodnie przebywając w innym mieście, w innej części Polski czuję potrzebę spotkania się z przyjaciółmi. Aczkolwiek kiedy jestem przy komputerze, to może dlatego, że pisarsko jestem wylewny to chętnie klikam w klawiaturę i rozmawiam wirtualnie.

 

gramuzyka: – To – jak rymujesz w jednym z numerów – jesteś dzieckiem Steve’a Jobsa, czy nie?

Peti: – Nie mam czegoś takiego, jak pogoń za wszystkimi nowymi gadżetami. Mam starą empetrójkę, mam telefon komórkowy, który absolutnie nie jest dotykowy, choć poznałem ostatnio te wszystkie techniczne nowinki i nadal uważam, że nie jest mi to potrzebne. Może czasami brakuje mi Internetu w telefonie.

 

gramuzyka: – Czym charakteryzuje się prawdziwe dziecko Steve’a Jobsa?

Peti: – Ma teraz możliwość obserwowania tego w Warszawie. Tam te nowinki docierają szybciej i wydają się bardziej potrzebne. Tam posiadanie tabletu ma sens, bo jest pełno hotspotów. A w Koszalinie? Tablet nie jest mi potrzebny, bo musiałbym szukać hotspotu. Po co? Żeby sprawdzić rozkładu jazdy autobusu nocnego? Taki przecież nie jeździ. Nie muszę też sprawdzać, jak skrócić sobie drogę z punktu A do punktu B, bo i tak wszędzie dojdę na pieszo w pół godziny.

Takie dziecko Steve’a Jobsa, jak to je nazwałem na swojej płycie, to przede wszystkim człowiek uwięziony tym wszystkim. Gdybym zamienił się z nim na telefony, to po jednym dniu dostałby schizofrenii, bo nie mógłby połączyć się nim z Internetem. Myślę, że są to ludzie, którzy nie potrafią docenić żywej rozmowy, albo wolą te cyfrowe, niż prawdziwe spotkanie w lesie na przykład.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=xQDy1g1qPjs[/youtube]

gramuzyka: – Bo w nim nie ma zasięgu…

Peti: – Właśnie. Mam przyjaciela, z którym potrafię wsiąść na rowery, pojechać do lasu, rozpalić tam ognisko i upiec kiełbaski. Może nie zdarza nam się to często, ale czasami tak robimy i to zupełnie spontanicznie. A takie dziecko Steve’a Jobsa albo w ogóle by na taką wycieczkę się nie wybrało, albo od razu w lesie zaczęło puszczać empetrójki z telefonu. Ludzi może ciągnie na plażę, do lasu, ale właśnie z nimi ciągnie się ten balast w postaci telefonu komórkowego, tableta, czy innych gadżetów.

 

gramuzyka: – Są ludzie, którzy mają profil na faceebooku, ciągle są online na GG, mają konto na skype, bo uwielbiają… rozmawiać z przyjaciółmi, z bliskimi. Można być z kimś blisko przez Internet?

Peti: – Tu podam świetny przykład. Dziewczyna, o której jest mowa w utworze „Online” to obecnie kobieta mojego przyjaciela. I ja z nią się zbliżyłem mentalnie właśnie przez Internet. Oczywiście cenię sobie spotkanie z nią na żywo, ale to klikanie w klawiaturę i te rozmowy w sieci spowodowały, że się zaprzyjaźniliśmy. Wiem, że Internet pomaga w takich rzeczach, ale nie powinien wyręczać. Poza tym jestem przeciwnikiem tego, aby flirt rozpoczynał się przez Internet. Później, kiedy już relacja jest dojrzalsza, to czemu nie, można się tak porozumiewać, ale zaczynanie związku w sieci? Nie.

Zresztą konta na facebooku pewnie też bym nie miał, gdyby nie fakt, że większość moich znajomych nie ma już Gadu Gadu. Facebook daje mi możliwość kontaktu z przyjaciółmi. Gdybym zlikwidował swoje konto, to straciłbym kontakt z 600 osobami, choć tak naprawdę zależy mi na tych kilkunastu najbliższych znajomych. Od tych kilkunastu naprawdę trudno by mi było się odłączyć.

Zresztą te kontakty są mi też potrzebne przy pracy nad „iLove v. 2.0”. Rzucam znajomym producentom paczkę z wokalami z tej płyty na pożarcie, na rozszarpanie. Mogą robić z nimi, co chcą, tworzyć remiksy. Ciekawy jestem, co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że ten krążek zyska nowego życia.

 

gramuzyka: – Jesteś ze starszego pokolenia dzieciaków biegających po podwórku z kluczem na szyi, czy już z tego nowego, bardziej wychuchanego przez rodziców?

Peti: – Jestem dzieckiem, które zaliczyło złamania po upadku z trzepaka i cały czas noszę na sobie te ślady. Ostatnio sobie uświadomiłem, że ja, rocznik 90-ty jestem chyba właśnie jednym z ostatnich pokoleń. Śmiejemy się z kolegami, że dzisiejsza młodzież naprawdę nie wie, co to jest kaseta magnetofonowa, kaseta wideo. To śmieszne, ale to się dzieje. Sześciolatki zasuwają teraz na smartfonach, a ich rodzice nie potrafią tego obsłużyć. To też jest prawda. Ja miałem klucz zawieszony na szyi na sznurówce, albo chowany pod wycieraczkę i zrywałem mirabelki, grałem w piłkę nożną. I to nie na komputerze. Dużo świeżego powietrza. Wychodziłem z domu rano, mama wołała mnie na obiad i zaraz potem znowu nie było mnie w domu.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=XJPpp1EKKzw[/youtube]

gramuzyka: – Teraz można mieć dziecko w domu cały czas. Wystarczy mu kupić komputer. To chyba straszne, co?

Peti: – Dokładnie. Sam jestem zarażony tą całą technologią, ale mam nadzieję, że na mojej płycie słychać tęsknotę za normalnym, analogowym życiem.

 

gramuzyka: –Język polski dziś tak szpetny między nami, jak ufo”. Co miałeś na myśli?

Peti: – Jestem człowiekiem, który obserwuje ludzi, szuka ich różnych natręctw, także słownych. Siebie też słucham i wiem, że nadużywam słowa „generalnie”. Boli mnie natomiast bardziej co innego. Teraz ludzie na wszystko mówią, że jest „spoko”. Nie ma już „fantastycznie”, „super”, „niesamowicie”. Sam teraz nawet nie mogę znaleźć innych synonimów, bo też często coś dla mnie jest „spoko”, tylko tonacja się zmienia. W tym tekście właśnie chodziło mi o takie zubożenie naszego języka. To się pojawia na naszych rozmowach. One są zdawkowe, zbywamy się właśnie słówkami „spoko”, „okej”.

 

gramuzyka: – Jeszcze o jedną rzecz zapytam. Rzecz, której w zasadzie nie znalazłem na Twojej płycie. Wulgaryzmy. Chyba tylko raz pojawia się słowo „kurwa” i to (zdaje się) nie w Twojej zwrotce.

Peti: – Moja mama powiedziała, że nie chce słuchać mojej płyty, bo przeklinam w tekstach. Ale faktycznie nie używałem tutaj wulgaryzmów. Słucham swoich wcześniejszych płyt, gdzie zdarzało mi się to i się zastanawiam: po co mi to było. Cenię sobie literackie podejście i rzucanie kilkunastu wulgaryzmów tylko po to, żeby podkreślić, że jestem zdenerwowany mnie nie interesuje. Można to wyrazić w inny sposób. Choćby aranżem muzycznym i głosem. Ludzie, którzy mnie znają wiedzą, że potrafię rzucać „mięsem”. W tekstach mi to przeszkadza. Szkoda mi na to miejsca. Piszę teksty tak, że przez dorzucenie kolejnego słowa może się robić za ciasno. Po co więc dorzucać słowa, które nie niesie ze sobą żadnej treści, a takim słowem jest wulgaryzm. Słuchając niektórych utworów hip-hopowych dziwię się, że raperzy tracą wersy na rzucanie obraźliwych słów, na pozdrowienia znajomych, na wymienianie ich ksywek. Ja mam szesnaście wersów, żeby coś przekazać w zwrotce, więc żal by mi było tracić dwa na coś takiego.

Pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentarze (1) do “Peti o „iLove”: Miłość w erze pikseli [wywiad]”

  1. Dariusz Peters - ojciec napisał(a):

    No, no synuś a tyle razy Cię pytałem o Twoje życie artystyczne a Ty widzę całkiem już dojrzały artystycznie jesteś.Zawsze byłem dumny z Ciebie, może mało wylewnie ale byłem, jestem i będę od momentu jak jako szkrab przejechałeś na małym rowerku z Patrynią do babci, potem jak dzielnie zniosłeś wypadek wkładając nogę w szprychy i jadąc 4 kilometry na moim karku specjalnie się nie mazałeś tylko patrzyłeś czy na moim bagazniku jest dobrze przypięty Twój mały rowerek. Brawo chłopi i oby tak dalej. P.S A tak przy okazji to nie wstydź się tego , że do dzisiaj mówisz do mamusi , mamusia bo uwierz mi nie wszystkich na to stać 🙂