platforma blogowa portalu głos koszaliński

Krzysztof Głowacki [Kreślarnia]: Dla artysty ważne jest wykonanie, dla klubu – wykonanie w pełnej sali [wywiad]

ROZMOWA z Krzysztofem Głowackim, kierownikiem artystycznym klubu studenckiego Kreślarnia w Koszalinie.

Krzysztof Głowacki, klub Kreślarnia Koszalin

Krzysztof Głowacki, klub Kreślarnia Koszalin

W ostatnim czasie w Koszalinie dużo mówi się o życiu kulturalnym miasta, o liczbie koncertów, ich jakości, a także jakości i poziomie ich organizowania oraz frekwencji na imprezach. Krzysztof Głowacki zgodził się na rozmowę na temat działania Kreślarni, który jest największym klubem w Koszalinie organizującym koncerty. Zdradza m.in. jak funkcjonuje rynek koncertowy. To długa rozmowa, ale – myślę – w sposób bardzo szczegółowy odsłania zasady funkcjonowania tego rynku. Mam nadzieję, że to będzie interesująca lektura dla wszystkich: i tych, którzy na koncerty chodzą, i tych, którzy je organizują. Zapraszam do przeczytania.

*****

IMPREZY, KONCERTY

– Ile imprez w 2012 roku zorganizował klub Kreślarnia? Pytam o koncerty, ale także inne imprezy, które nie miały charakteru „zwykłej” dyskoteki z DJ-em rezydentem, ale z zaproszonym gościem?

– Było to blisko 100 imprez w tym koncertów 40. Reszta to imprezy studenckie tematyczne, czy występy grup didżejskich z różnych nurtów muzyki klubowej mi.in. Atomowe Mix Party.

– Jak często taka impreza, koncert kończy się sukcesem finansowym, albo przynajmniej klub nie traci na jej zorganizowaniu?

– Z naszych doświadczeń wynika ze jest to 50% na 50% i tak staramy się ułożyć repertuar, żeby jedne imprezy po prostu zarabiały na inne i bilans w konsekwencji wyszedł na zero. Oczywiście nie jest to w obliczeniach takie proste, jak by mogło się wydawać, bo na koniec roku po podsumowaniu wszystkich wydatków na imprezy artystyczne wychodzi nam z reguły, że klub finansuje te przedsięwzięcia w zależności od roku od 50.000 zł do 100.000 zł. Należy zaznaczyć, że na działalność kulturalną nie dostajemy żadnego ekstra dofinansowania ani z Miasta ani z Uczelni. Politechnika Koszalińska wspomaga nas ustalając póki co dość niski czynsz, jak na powierzchnię, którą zajmujemy. Pośrednio także poprzez to, że Parlamentu Studentów PK, czy Samorządy Studenckie organizują u nas swoje imprezy i część kosztów z nimi związanych finansują sobie sami.

– Co jest liczone jako dochód, a co jako koszt takiej imprezy?

– Dochodem jest wstęp, czyli zysk ze sprzedaży biletów oraz oczywiście zysk ze sprzedaży produktów na barze. Jeszcze parę lat temu na koncercie utarg (nie mylić z zyskiem) z barów był porównywalny z wpływami z biletów co dawało możliwość np. ustalenia niższej ceny za wstęp. Wówczas wpływy z biletów pokrywały tylko koszty związane z samym występem artysty, a reszta kosztów mogła spokojnie być pokryta z zysków ze sprzedaży na barze.

Obecnie zauważamy, że na koncert ludzie przychodzą trochę jak do teatru. Kupują bilet, jednak niekoniecznie już są skłonni kupić cokolwiek poza tym, ewentualnie jedno piwo, no bo głupio tak stać z założonymi rękami przed sceną zanim koncert się rozpocznie. Po zakończeniu koncertu dawniej 30% ludzi zostawało w klubie i bawiło się dalej, obecnie tendencja jest taka, aby uciekać szybko do domu nie czekając nawet na autograf od wykonawcy. Przekłada się to na utarg z barów, który stanowi obecnie około 30% wpływów ze sprzedaży biletów.

Co do kosztów to tu lista jest niestety dużo dłuższa. Z reguły największy koszt to wynagrodzenie artysty i tu ceny mają rozpiętość od 1000 zł  do 30.000 zł. Mówimy tu o koncertach klubowych wiec nieco tańszych niż tzw. plenerowe, czy grane dla wielotysięcznej publiczności. Oczywiście do kwoty należy doliczyć podatek, kiedyś ok. 10% (umowa o dzieło), a po ostatniej zmianie podatkowej z reguły 23% VAT. Kolejny koszt to nagłośnienie koncertu, czyli koszty wynajmu sprzętu nagłośnieniowego i akustyka, bo my akurat nie posiadamy własnego nagłośnienia koncertowego oraz koszt wynajmu dodatkowego oświetlenia, o ile zespół ma takie wymogi. Następnie koszt promocji imprezy, czyli druk plakatów (z reguły zespoły przysyłają swoje plakaty, ale nie zawsze) plakatowanie i inne formy promocji płatnej i bezpłatnej. Choć też nie do końca bezpłatnej, bo ktoś musi temu czas poświęcić.

Dochodzą do tego koszty związane z obsługą zespołu, czyli wynajem hotelu nie niższej kategorii, niż 3 gwiazdki a przy zespołach z górnej półki 4 gwiazdki i wyżej. Koszty cateringu, czyli posiłków i napojów dla zespołu to niby nieduży koszt, ale czasem potrafi okazać się dużym problemem. Sławne stały się już koreczki na 4 rodzajach pieczywa i zupa w kociołku, której zażyczył sobie jeden z wokalistów znanej grupy (lista cateringowa była dłuższa niż rider zespołu czyli wykaz sprzętu nagłośnieniowego) i…nie wystąpił w klubie bo nie byliśmy w stanie spełnić jego wymagań. Choć raczej udowadnialiśmy sobie nawzajem, że nie jesteśmy restauracją tylko klubem muzycznym i jak artysta chce sobie zjeść wykwintny posiłek, to niech się uda do jadłodajni, a jak chce dać koncert to do naszego klubu. No cóż, wybrał tą pierwszą opcję. Po prostu nie lubimy przerostu formy nad treścią, nawet jeśli chodzi o posiłek.

Koszty następne to ochrona, obsługa w tym tak prozaiczne koszty jak sprzątanie po koncercie, media, transport zespołu o ile artysta nie ma tego wpisane w gażę. W każdym razie koszty dodatkowe potrafią przewyższyć wynagrodzenie artysty i zamykają się zwyczajowo w klubie na 500 miejsc w kwocie około 3000- 4000 zł.

ZESPOŁY KONCERTUJĄ

– Jaka jest prawda o zapraszaniu gwiazd na koncerty? Kto częściej wychodzi z inicjatywą organizacji imprezy? Klub, czy zespół?

– Organizujemy koncerty od 15 lat i z niektórymi menadżerami znam się tak dobrze, że wystarczy ze zadzwonimy do siebie z okazji świąt i tak jakoś nagle kończymy ustaleniami, że koncert odbędzie za 3 miesiące i nikt nie jest w stanie stwierdzić kto zaproponował występ ja czy on.

Będąc stale obecni na portalach społecznościowych, mając szczególny kontakt z przedstawicielami grup studentów, czy mając swoich ambasadorów klubu, którzy mają za zadanie dowiadywać się czego pragną nasi klienci wiemy, czego mogą oczekiwać potencjalni odbiorcy imprez kulturalnych i w odpowiedzi na ich oczekiwania jest tworzony trzon imprez jesiennych i wiosennych.

Nasz grafik tworzymy właśnie w tych 2 turach, czy jak kto woli sezonach. Są to z reguły 2-3 koncerty podstawowe w każdym sezonie tworzące ramówkę, a do tej ramówki dopraszane są lub same się dopraszają kolejne zespoły czy kolejni artyści.

– Ile razy w 2012 roku to Kreślarnia zgłosiła się do zespołu i zaprosiła do zagrania w klubie?

– Na 40 koncertów było to około 20 razy czyli magiczne 50%. Nie rzucamy się na wszystko co gra i śpiewa. Z drugiej strony nas atakuje około 200 artystów rocznie zapychając nam skrzynkę pocztową z prośbami o zorganizowanie koncertu, czy zaproszenie do klubu. Nie wszyscy artyści „nadają” się do występu w Kreślarni i to z różnych przyczyn.

Po pierwsze są zespoły, które wiadomo, że przyciągają od kilkunastu do góra 100 osób. W klubie przeznaczonym na 500 osób, taka publiczność zginęłaby na parkiecie, artysta grałby prawie do pustej sali , a koszty otwarcia klubu byłyby niewspółmiernie duże do liczby osób uczestniczących w koncercie, a co za tym idzie i cena biletu musiałby być większa.

Takie koncerty realizowaliśmy w czasach kiedy w Koszalinie nie było zbyt wiele miejsc do organizacji tego typu koncertów, a i Kreślarnia miała mniejszą pojemność. Teraz kiedy miejsc mogących pomieścić do 100 osób jest co najmniej 5 to tym „miejscówkom” oddajemy prym w organizacji tego typu koncertów. Czasem sami sugerujemy artyście zgłoszenie się do takiego, czy innego pubu czy klubu i nie mamy z tym problemu tym bardziej, że z większością tych pubów, czy klubów mamy pozytywne relacje.

Po prostu w pewnym momencie musieliśmy określić swój profil koncertowy i wybrać, czy chcemy w większości robić koncerty skierowane do wyrafinowanego odbiorcy, czy koncerty skierowane do publiczności masowej. Wraz z rozwojem klubu i jego powiększeniem niemal dwukrotnie tak naprawdę nie mieliśmy większego wyboru. Tym bardziej że takiego profilu oczekiwali także od nas nasi najliczniejsi odbiorcy, czyli studenci, a także brakowało w Koszalinie tak dużych sal do organizacji eventów na kilkaset osób i w tym segmencie jesteśmy praktycznie jedyni w mieście. Później to już tylko Hala i Amfiteatr.

W Kreślarni nie sprawdzają się także koncerty takich wykonawców którzy z racji charakteru wykonywanej muzyki lub ze względu na specyficznego odbiorcę np. 50+ preferują sale koncertowe z miejscami siedzącymi. Tak więc jak chcesz wygodnie usiąść i przeszkadza ci dźwięk nalewanego do pokala piwa oraz głośne skandowanie nazwy zespołu lub pogo na środku parkietu to raczej Kreska nie jest twoim ulubionym miejscem koncertowym.

– Jak najczęściej odbywa się układanie kalendarza koncertów?

– Kreślarnia ma swoją renomę i przez te kilkanaście lat wypracowała sobie rozpoznawalność w branży muzycznej. Menadżer ustalając jakąś trasę zespołu A, czy B czy wytwórnia organizując promocje danej trasy koncertowej przekazuje nam niezbędne informacje drogą mailową lub telefonicznie. My zastanawiamy się nad propozycją i odpisujemy: „Tak” lub „Nie”.

Po ustaleniu grafiku na wiosnę lub jesień patrzymy czego nam jeszcze brakuje i wyszukujemy odpowiedniego artysty, dzwonimy i ustalamy datę oraz warunki występu. Ewentualnie oczekujemy na propozycje z zewnątrz, a te z reguły zawsze się zdarzają. Często zdarza się,  że na  trasie jakiegoś zespołu powstaje okienko, jakiś klub się wykruszy i menadżer szuka możliwości występu, jeśli termin jest w miarę sensowny wrzucamy dany zespół w grafik. W tej branży należy być zawsze na bieżąco i zawsze trzymać rękę na pulsie. Okazje jak w codziennym życiu przychodzą znienacka.

ZESPOŁY GRAJĄ ZA STAWKĘ, ZA BILETY

– Jak wyglądają warunki finansowe? Zespół gra za stawkę, za wejście z biletów?

– To z reguły zależy od tego kto pierwszy do kogo zapuka. Ten, komu bardziej zależy na występie ten musi zaakceptować warunki lub raczej zgodzić się na to, co zaproponuje druga strona. Najlepiej dla klubu oczywiście jeśli to menadżer zespołu dzwoni z propozycją. Jednak to oczywiście ma także swoją 2. stronę, bo skoro ktoś do ciebie puka to może (ale nie musi) oznaczać, że ma kłopoty z ustaleniem trasy, a jeśli takie problemy ma to być może zespół już nie jest taki dobry, jak kiedyś i nie cieszy się już tak dobrym powodzeniem.

Ale równie dobrze może być i tak, że po prostu wypadł mu koncert i szuka na gwałt zastępstwa lub jest w trakcie trasy i między Szczecinem, a Gdańskiem czy Słupskiem, a Bydgoszczą gdzieś by jeszcze zagrał i nie ma gdzie. W takich przypadkach trzeba rozważyć czy granie za tzw. stawkę, czyli ustalone z góry honorarium to nie za duże ryzyko dla klubu. Terminy takich strzałów są z reguły sztywne i „wypływają” około 3 -4 tygodnie przed datą koncertu a to mało czasu na promocję, no na pewno dużo mniej niż 3 miesiące przed koncertem. Zespół też to wie i skłonny jest do negocjacji. Z reguły staje na tym, że obie strony dzielą się ryzykiem organizacji koncertu. Czyli umawiają się na tzw. stawkę za granie z biletów w różnych proporcjach i kombinacjach od 100% dla zespołu do 50%. Zostaje jeszcze ustalić kto pokrywa koszty dodatkowe i koncert zaklepany.

Należy pamiętać jednak, że zespoły nie są chętne na taki układ w stosunku do klubu, który już kiedyś zawiódł zaufanie jakiejś kapeli, a takie wieści rozchodzą się szybciej niż wiatr w polu;  lub nie przykłada się do promocji eventu, czyli nie rozwiesza plakatów, nie informuje o koncercie co w konsekwencji powoduje niska frekwencje na koncercie; lub działa w branży od niedawna i nikt nie jest w stanie go polecić bądź potwierdzić, że tam jest fajny klimat i przychodzą tam ludzie w ilości większej niż 10 osób.

Tak więc taki „układ” jest możliwy tylko w specyficznych warunkach i w obopólnym klimacie zaufania. Żaden renomowany zespół, tym bardziej będący na topie nie zgodzi się na taki „deal”. Z naszych obserwacji wynika, że granie za bilety dotyczy zespołów nowych, ale wierzących w siłę swojego przyciągania lub starych „wyjadaczy” mających swoją stałą i wierną publiczność, ale obecnie np. nie wydających nic nowego.

Cała reszta branży gotowa jest bronić swoich stawek jak niepodległości. Klub oczywiście chętnie przystaje propozycje podziału procentowego, bo nie musi sztywno trzymać się określonej stawki i w przypadku, gdy frekwencja będzie niska ponosi tylko koszty dodatkowe, a koszt wynagrodzenia automatycznie pokrywany jest z wpływu z biletów plus oczywiście stawki wszystkich możliwych podatków.

– W sieci pojawiają się głosy, żeby bojkotować puby i kluby, które proponują granie za bilety. Jak byś to skomentował?

– Znam ten wpis i do bojkotu namawiają artyści lub organizatorzy związani z artystami i jestem w stanie ich zrozumieć, bo kto by nie chciał mieć zapewniony stały dochód bez względu na efekty swojej pracy, czyli przysłowiowe, czy się stoi, czy się leży stała stawka się należy?

Oczywiście artysta inaczej czasem postrzega efekt swojej pracy. Dla artysty efektem jest dobre wykonanie. Dla klubu natomiast efektem jest dobre wykonanie przy pełnej sali. Z tej różnicy bierze się to całe zamieszanie ze stawkami i procentami.

Każdy oczywiście ma prawo do godziwego zarobku za swoją ciężką – tym bardziej artystyczną – robotę. Ale i właściciel lokalu, kiedy widzi że stawka zaproponowana przez artystę jest mało realna w zderzeniu z takim, czy innym rynkiem też ma prawo określić swoje oczekiwania. Wszystko weryfikuje rynek i odbiorcy.

Jeśli na danym rynku jest „ciśnienie” na danego wykonawcę i wie to właściciel lokalu oraz artysta to nie ma takiej siły żeby nie dogadać się na honorarium ustalone w kontrakcie i wypłacone z reguły przed koncertem. A jeżeli owego „ciśnienia” nie ma to dwie strony muszą jakoś dojść do konsensusu lub powiedzieć sobie do widzenia i nie obrażać się na siebie, że ktoś komuś zaproponował nie pieniądze, a jakąś wirtualną stawkę za wpływy z biletów.

W mojej długoletniej pracy jako menadżera artystycznego klubu wielokrotnie spotkałem się z propozycją i wręcz wymogiem grania za stawkę z biletów, ale – uwaga! – propozycja ta padała ze strony artystów! A to dlatego, że sami artyści nie byli w stanie określić potencjału rynku i obawiali się, że jak podadzą konkretną stawkę za koncert to będzie ona za mała i mogą stracić dodatkowe pieniądze lub po jednym koncercie kiedy okazywało się ze np. stawka 4000 zł okazywała się mała bo na koncercie przyszło 500 osób, w kolejnych latach w kontrakcie sami wpisywali że chcą zagrać za 80% z wpływów z biletów i faktycznie ich wynagrodzenie potrafiło wzrosnąć wówczas dwukrotnie.

Zresztą nagminne jest to, że część zespołów proponuje w kontrakcie. tzw. stawkę gwarantowana np. 3000 zł plus podział z wpływów z biletów np. 50% na 50% powyżej tej kwoty. Jak więc widać układ z procentami z biletów to nie tylko wymysł chciwych zysku menadżerów klubów  chcących oskubać biednych artystów, ale i broń obosieczna także skutecznie wykorzystywana przez same zespoły. Prawda w tym wszystkim jest taka, że obydwie strony chcą na koncercie zarobić, a w najgorszym układzie nie stracić. Wszelkie kombinacje stawkami i procentami mają na celu zniwelować ryzyko straty pieniędzy przez którąkolwiek ze stron i jeśli jeszcze w konsekwencji tego układu i odbiorca koncertu, fan, może mieć tańszy bilet to korzyści mają wszyscy.

KONCERT TO RYZYKO

– Często klub jest w stanie podjąć ryzyko niepowodzenia imprezy? Często odmawiacie zespołowi, który wyraża chęć zagrania? Jeśli tak, to jakim zespołom?

– Jeśli powiedziałem wcześniej, że rocznie zgłasza się do nas ponad 200 zespołów, a organizujemy 40 koncertów to z samej arytmetyki wychodzi, że tym którym odmawiamy jest dużo więcej. Barierą czasem jest termin. Większość zespołów chce grać w weekendy i najbardziej preferowana jest sobota, bo to dzień wolny od pracy i wówczas można przyciągnąć najwięcej potencjalnych odbiorców.

My jednak jesteśmy klubem studenckim oraz w większym stopniu klubem dyskotekowym, niż koncertowym i sobota zarezerwowana jest na imprezę dyskotekową, to u nas podstawowym dniem koncertowym jest niedziela lub środek tygodnia, czyli dni w których są w Koszalinie studenci.

Innym powodem, o którym już wspomniałem wcześniej jest specyfika zespołu, czy specyfika wykonywanej muzyki i krąg odbiorców do którego ona trafia, a raczej zbyt wąski krąg odbiorców. Oczywiście nie jest to regułą i wśród 40 wykonawców rokrocznie około 20-30% to wykonawcy alternatywni, undergroundowi wymykający się z ram mainstreamu.

Takich wykonawców staramy się szczególnie promować bo wiemy, że studenci są ich odbiorcami, jednak zauważamy, że w co raz mniejszym zakresie, a chcielibyśmy żeby krąg odbiorców takiej muzyki wśród studentów się poszerzał. Niestety na to trzeba dużo większych środków finansowych, no ale to już inna bajka.

 KULTURA W KOSZALINIE I ORGANIZACJA

– Ile osób pracuje w Kreślarni przy organizacji imprez?

– Klubie to tak naprawdę jedna i… trochę. Jest Kierownik Artystyczny, który ma jednak do dyspozycji cały sztab ludzi którzy na co dzień zajmujących się też innymi sprawami klubu, czy zatrudnionymi do zadań bieżących, nie tylko związanych z działką koncertową. Nie ma ludzi zatrudnionych tylko i wyłącznie do działu impresariatu i do obsługi koncertów. Byłoby to nieefektywne nawet przy tak dużej zdawałoby się liczbie koncertów. Kreślarnia działa na zasadzie formuły zadaniowej a nie funkcyjnej.

Za działkę kulturalno-artystyczną odpowiada Kierownik Artystyczny, który negocjuje z artystami, ustala grafik koncertów, potrzebne pieniądze i środki techniczne do realizacji zadań, zatwierdza ostateczny kształt umowy przedkładając zarządowi do podpisania; odpowiedzialny jest za realizacje postanowień umowy czyli musi załatwić konkretny hotel dla zespołu i catering, ustalić z firmą nagłośnieniową warunki techniczne występu danego artysty itd.

W Klubie jest zatrudnionych 3 kierowników. Każdy ma ustalone dni pracy i w zależności komu przypadnie w grafiku dzień koncertowy, to pełni w ten dzień dyżur i odpowiada za realizację danej imprezy w tym dniu wg wytycznych kierownika artystycznego. Sprawdza, czy wszystkie wymogi dotyczące realizacji koncertu się zgadzają, czy nie trzeba w jakiejś sprawie interweniować bo np. nie dojechał catering, czy firma nagłośnieniowa nie zjawiła się na czas, czy obsługa, ochrona, sztab techniczny jest na miejscu itd.

Oczywiście moglibyśmy mieć zatrudnionych akustyków, impresariat, dział techniczny do realizacji koncertów itd. ale byłoby to uzasadnione tylko wówczas, gdybyśmy realizowali koncerty niemal codziennie. Uzasadnione organizacyjnie i technicznie, ale nie do końca już ekonomicznie, o ile o ekonomii można rozmawiać w kontekście rozwoju kultury.

Nie dość że etaty generowałyby spory koszt to mus efektywnego ich wykorzystania, czyli pęd za realizacją jak największej ilości imprez tez generowałby koszty bo im więcej imprez tym więcej takich do których należałoby dopłacać. W każdym razie zadaniowość i dobra organizacji pracy działu to też patent na sukces. To także wymóg dzisiejszych nowoczesnych szybko zmieniających się czasów. Reagować trzeba szybko i sprawnie.

Niektóre instytucje kultury ze swoim rozdmuchanym sztabem organizacyjnym, przerostem zatrudnienia zanim podejmą jakąkolwiek decyzję, to okazuje się, że szansa na dobry event przepadła lub musi kosztować co najmniej 2 razy tyle, niż wówczas kiedy się nadarzyła.

Instytucje kultury muszą się także pod względem organizacyjno-technicznym zmieniać i unowocześniać. Muszą, ale nikt ich do tego nie zmusi dopóki strumień pieniędzy na kulturę jest na odpowiednim poziomie. Czy wydawany jest rozsądnie i efektywnie to już inna kwestia.

Wiadomo, że w przypadku instytucji finansowanych z pieniędzy publicznych mających z góry ustaloną misję ekonomia ma znaczenie mniejsze. Bo jak chce się realizować misję, to tak naprawdę żadnej imprezy nie możemy rozpatrywać w kategoriach zysku i straty. Jednakże kiedy Instytucja decyduje się na zatrudnianie kilku czy kilkunastu osób do np. działu impresariatu, to niech chociaż wykazuje się ponadprzeciętną działalnością kulturalną na swoim terenie. W przeciwnym razie większa część pieniędzy na kulturę zostanie przejedzona przez obmyślających co tu zrobić „urzędników”, a nie menadżerów kultury.

– Jak oceniasz stan kultury w Koszalinie? Liczbę koncertów, ich jakość, organizację?

Koszalin w ostatnich kilku latach zrobił olbrzymi skok do przodu. Mnogość pubów muzycznych, klubów i klubików, które starają się konkurować swoistym klimatem, kierować swoją ofertę nie szeroko i gdzie popadnie, a do konkretnych odbiorców zaczyna przypominać miasta, do których tęsknimy i w których chcielibyśmy bywać bo tam się coś dzieje. Dlatego z taką trwogą przyglądam się zjawisku pustych sal koncertowych, bo z tej mnogości zaraz może wyniknąć wielkie pobojowisko.

I dlatego z takim wyczekiwaniem spoglądam i  irytuję się, kiedy widzę brak reakcji ze strony tych, którzy powinni te wszystkie inicjatywy wspomagać czyli Urząd Miejski i przede wszystkim CK105. I nie mówię tu o formach czysto finansowych, chociaż te jak zawsze im większe tym lepsze, ale o formach organizacyjnych, czasem czystej pomocy w postaci informacji, czy wspomagania w promocji danego wydarzenia, przewodnictwa w integracji środowiska, a już w ostateczności nie przeszkadzania.

– Czy widzisz jakieś pola współpracy między klubami, organizacjami miejskimi?

– Rzuciłem taki pomysł na krytykowaną od kilku już lat Generację, żeby zrobić ją troszkę po nowemu. Odświeżyć formułę, bo festiwal rockowy stał się nieco zapomniany i jakby brakło mu tchu i nie do końca nawiązuje już swoja nazwą do tego, co miało być jego silną stroną czyli do generacji, do pokolenia młodych ludzi chcących wyrażać siebie poprzez muzykę rockową.

Ta formuła sprawdzała się w latach 80’ i 90’, kiedy rock faktycznie był muzyką pokolenia. Obecna generacja młodych ludzi nie uznaje w większości tego gatunku za „swój”. Inne rytmy, inne bity rządzą umysłami młodzieży i jeśli tą młodzież chcemy przyciągnąć do festiwalu, do uczestnictwa w życiu kulturalnym w ogóle i jeśli chcemy usłyszeć na tym festiwalu muzykę młodych, to nie można zamykać się tylko w konwencji muzyki rockowej.

Tak wiem to był, jest i być powinien Festival Rockowy Generacja i ok niech będzie, ale możemy przecież rozszerzyć tą formułę o hip-hop, muzykę klubową  i wszelkie inne odmiany podniecające obecnie młode umysły.

Zorganizujmy przeglądy różnych nurtów muzycznych w różnych klubach i pubach w Koszalinie na wzór pierwszych festiwali Hanza Jazz Festival. W tych miejscach, gdzie ta muzyka żyje na co dzień. Niech cały Koszalin włączy się w generowanie nowych muzycznych pomysłów.  Taki festiwal może zachwycić nie tylko nas koszalinian, ale i może wreszcie wielu z innych miast.

Można powiedzieć stary oklepany koszaliński patent Młodzi i tym razem Muzyka…no ale czemu nie. Tak widzę współpracę kulturalną w naszym mieście.  Ale może widzę ją opacznie i naiwnie sądzę że CK105 stanie się prawdziwym centrum wydarzeń kulturalnych wspierającym inne mniejsze czy większe podmioty i dającym im impuls do dalszego rozwoju w tych polach w których one działają lepiej niż same CK105.

Bo po co robić np. koncerty rockowe w kinie Kryterium (rock na siedząco!) czy StageClubie (zimnym, nieprzyjaznym dla przeciętnego odbiorcy koncertów),  jak można je robić tam gdzie wiadomo, że wypalają a przy obopólnej współpracy mogą dać dodatkowo efekt synergii zmniejszając koszty dla organizatorów i cenę biletów dla odbiorcy końcowego, czyli fana muzyki na żywo. Tak wiem, że znajdzie się tysiące malkontentów i setki paragrafów prawnych zabraniających takiej współpracy bo przecież w Polsce Partnerstwo Publiczno – Prywatne jest z gruntu podejrzane… Ale ja tak to widzę, a co jest możliwe lub nie to niech sobie na forum inni poroztrząsają.

Pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

24 komentarze do “Krzysztof Głowacki [Kreślarnia]: Dla artysty ważne jest wykonanie, dla klubu – wykonanie w pełnej sali [wywiad]”

  1. Kamil napisał(a):

    no proszę.. a Czesław Mozil jakoś w Kryterium dał bardzo fajny koncert i o ile dobrze pamiętam to jego wersja wydarzeń była nieco inna (opowiadał w jakimś wywiadzie o „gburowatym” właścicielu). Tyle w kwestii koreczków i prawdomówności głowackiego.

  2. Radek Wu napisał(a):

    Czekam na taki wywiad z kimś z CK105, potem Inferno itp. Najlepiej gdyby CK105 zdradziło czy już wiedzą co zmienią na Generacji 2013. Mam nadzieje, że już ją planują… Kreska jest spoko, można narzekać, że czasem jest komercyjna ale z drugiej strony – kto potrafi takie koncerty robić teraz w Koszalinie?

  3. gramuzyka napisał(a):

    Spokojnie, nie wszystko na raz 🙂

  4. Szymon Wierzchowiecki napisał(a):

    Witam, Pragnę poinformować ,że mój post nie jest polemika jedynie wyjaśnieniem . Do tej pory wykluczałem odpowiedzi na niepochlebne recenzje pracy CK105, jednak nie rozumiem ataku na całą GENERACJE z pozycji ostatniej, frekwencyjnie, nieudanej. 1. Genezą zaproszenia KONTRUSTU była utrzymanie poziomu muzycznego GENERACJI z uwzględnieniem mniejszego o 2/3 budżetu w stosunku do słynnego już NAPALM DEATH. 2. Miasto oczekuję organizacji imprez w Amfiteatrze, dlaczego ? Dlatego ,że on jest. Nikt z nas go nie budował i nikt z nas go nie chciał . Jestem przekonany ,że DYR. P.Strojek ,gdyby tylko mógł ,chętnie by go przekazał komuś kto ma pomysł na jego utrzymanie przez cały rok. Pragnę podkreślić ,że jest to jeden z największych , jeśli nie największy Amfiteatr w Polsce ( ok. 5000 miejsc) 3. Wszystkie opinie , recenzje GENERACJI od 2005 ( od tego roku ja je organizuje) do 2011 były wyłącznie pozytywne, momentami wręcz entuzjastyczne . 4. Znam się z Panem Głowackim bardzo dobrze i od wielu lat i nie przypominam sobie by kiedykolwiek rozmawiał ze mną o zmianie formuły jakiegokolwiek z Festiwali a szczególnie Generacji. 5. Pytałem Dyrektora Strojka czy ,za jego kadencji, ktokolwiek rozmawiał z nim o możliwości współpracy z Kreślarnią? Odpowiedz brzmi : NIE. 6. Rozpoczęliśmy romowy z Parlamentem Studentów PK na temat współorganizacji Juwenaliów i muszę powiedzieć ,że perspektywy sa bardzo fajne . 7. Parlament Studentów przeszedł do nas z propozycją , może należy tą drogą pójść …? Pozdrawiam serdecznie, oczekiwałem zawsze i oczekuje współpracy i pomysłów dotyczących GENERACJI . Za Generację 2012 jeszcze raz wszystkich przepraszam , tylko błagam nie mówicie ,że zespół KONTRUST był słaby, bo to zwyczajnie nieprawda i niesprawiedliwość.

  5. Kamil napisał(a):

    Rozumiem, że artykuł sponsorowany przez kreske i wszystkie nieprzychylne głowackiemu komentarze (tak jak mój o histori z Mozilem) będą kasowane? Fakty bolą czy po prostu nie można mieć innego zdania? Proponuję sprawdzić wersję Mozila, jest nieco bardziej wiarygodna..

  6. gramuzyka napisał(a):

    Komentarz się nie wyświetlił? Naprawiam to. Wersje są dwie, które wcale nie muszą się wykluczać. Dlaczego jedna ma być bardziej wiarygodna od drugiej? Pozdrawiam, Mariusz Rodziewicz

  7. artysta napisał(a):

    Długo już patrzę na te wszystkie debaty i czuję agresję i zażenowanie, menadżerowie klubów takich jak kreska nigdy sie nie zmienia. Żaden zespół nie ma szans na godziwe granie tam. Dowód? proszę bardzo! zapraszam od 6:50 do oglądania. Chyba że Czesław śpiewa nie jest godnym artystą by zagrać u nas… http://www.cgm.pl/video,13461,podsumowanie_2010_roku_czeslaw_spiewa_czesc_2,video.html Chodzi wyłącznie o pieniądze jakie można zarobić w barze. Jak kreślarnia ma robic fajne koncerty skoro moga sie odbywac tylko w niedziele i wtorki. Z chamskim podejściem do dziesiątek zespołów, w tym koszalińskich można przeżyć- przecież o tym się nie mówi…nie dziwię się że nikt nie chce w Koszalinie nic z kreslarnia robić. Kultura studencka nie polega tylko na robieniu dyskotek na których sprzedaje się moc drinków.

  8. Mariusz napisał(a):

    Ciekawy, wielowątkowy wywiad. Cieszy fakt,że dyskusja ruszyła na dobre. Oczywiście, jak widzę, już się znalazł jakiś „KAMIL”, który porusza temat w ogóle nie związany z zagadnieniem o którym była mowa. Uczepił się koncertu Czesława i jego rzekomo bardziej wiarygodnej wersji… o ile w ogóle coś z tego co starał się powiedzieć Czesław, zrozumiał. Myślę, że po kolejnych wywiadach z innymi właścicielami/przedstawicielami bezpośrednio związanymi z organizacją imprez, obraz nieco się wykrystalizuje. Brawa za podjęcie się próby rozwinięcia tej muzyczno-kulturowo-koncertowej bolączki Koszalina! 🙂 Pozdrawiam

  9. artysta napisał(a):

    mój komentarz też się nie wyświetlił

  10. Kreska napisał(a):

    🙂 proponuje posłuchać każdego wywiadu z Czesławem Mozilem i ocenić czy Czesław jest gburowaty czy nie :)…szczególnie kobiety będą zachwycone jego podejściem do stosunków damsko- meskich:)… i taki tez stosunek prezentuje w kontaktach z klubami…jedni to akceptują a inni nie…tylko przez wzgląd na brak gburowatości nie przytaczamy innych tekstów sławnego muzyka i jego przemyśleń o np. swojej publiczności…a co do wykazu cateringu mogę oczywiście Kamlowi go na prv przesłać…fakt jest faktem, a i dla nas Czesław nie jest aż taka gwiazdą żeby musiał mieć inne wymagania niż T. love, Lady Pank czy Hey?…przerost formy nad treścią i to tylko tyle…gościu chciał przyjechać i się dobrze zabawić i ok..ale nie na koszt Klubu…takie eventy robimy ale jak ktoś zna umiar lub jest sympatyczny a Mozil za bardzo polubił catering z X-Factor i sympatyczny nie jest:)…jak ktoś tego nie rozumie to niech sam spróbuje zorganizować koncert…polecamy:)…a że w CK105 Mozil zagrał i już wymagań większych nie miał to widać efekt naszej edukacji i chęć udowodnienia ze nie zje a zagra gdzie indziej:)…ale przeciez nie o to chodziło w tym artykule…teraz każdy będzie roztrząsał jedną nieistotną anegdotę…ehhhh

  11. xii napisał(a):

    Bardzo sensowny pomysł z Generacją. Aktualna forma ma wąską grupę odbiorców.

  12. gramuzyka napisał(a):

    Hmmm… Z nieznanych mi przyczyn kilka komentarzy trafiły do skrzynki Spam. Dzięki za zwrócenie uwagi. Mariusz Rodziewicz

  13. K.Głowacki napisał(a):

    Szymonie ależ dobrze pamiętasz ze nie rozmawiałem z tobą o Generacji bo nie mam w zwyczaju niepytany udzielać nikomu rad tym bardziej jak prowadzi coś przez x lat i ma swoją koncepcję. Ja nie mowię tez ze Generacja jest zła czy artystycznie źle prowadzona…ja tylko dałem jakąś tam wymyśloną na poczekaniu i rzuconą przy okazji debaty KKP mniej lub bardziej sensowną receptę na frekwencyjną porażkę festivalu. O tym można podebatować. Co do kwestii współpracy między Kreską a ck105 to jej nie ma i nie dlatego że my nie chcemy, ale jak uslyszalem od waszego Impresariatu, że nie będziecie z nami współpracować bo jesteśmy waszą konkurencja! to o czym tu rozmawiać a było to 2 lata temu przy okazji Juwenaliowego koncertu w Amfiteatrze i braku zgody przez ck105 na wywieszenie naszego baneru na koncercie który współorganizowaliśmy z PSPK. Mam nadzieje, że podejście się nieco zmieni…bo my też jesteśmy instytucją kultury – Akademickie Centrum Kultury i jesteśmy otwarci na współprace…proszę też moich wypowiedzi nie traktować jako krytyki samej w sobie a jedynie chęć pomocy w zmianie tych sprawa, które nie idą dobrym torem…

  14. Maciek napisał(a):

    Ja bym na generacje w niedziele do kreski nie przyszedl. Dla studentów są tylko dyskoteki. Nic tylko płać a nie ma u Was dobrych koncertów. Wystarczy zobaczyc co w innych miastach kluby studenckie proponują. Zerknijcie na inne miasta u nas jest naprawde slabo..a kasy macie co roku ful.

  15. Kreska napisał(a):

    do Maćka 🙂 sprawdzamy na bieżąco co dzieje się gdzie indziej…ale chętnie bym usłyszał od Ciebie co nie jest słabe?…proszę podać kilkanaście zespołów które u nas nie grały a wg Ciebie spowodowałby frekwencję powyżej 200 os. i cieszyłyby się uznaniem studentów?…i ciekawi mnie twój gust muzyczny skoro mówisz ze przez 10 lat nie było u nas ani jednego ciekawego koncertu… no to faktycznie nie tylko Koszalin, Kraj ale i Świat dla Ciebie to za mało 🙂

  16. Maciek napisał(a):

    Wejdzcie sobie na strony Odnowy, Eskulapu, Parlamentu. Każdy z tych, którzy tak się awanturują o to że jest źle u nas w mieście niech sprawdzi. To tylko 3 kluby oddalone od nas o ok 200 km. Jeśli twierdzicie że dzieje się w tych klubach tyle samo, to gratulacje panowie :). O Warszawie czy Krakowie nie mówię już w ogóle. Wypisuję się z tej rozmowy. Wypowiedz w tym artykule to jakiś niezrozumiały lans marketingowy, którego nie kumam.

  17. Kreska napisał(a):

    podałeś kluby z miast 3-5 krotnie większych od Koszalina z ośrodkami akademickimi 10 krotnie większymi niż Koszalin…to tak jakbyś oczekiwał że w Krakowie czy Łodzi będzie się działo tyle samo co w Berlinie czy Paryżu :)…żeby robić koncerty muszą być ich odbiorcy chcący za nie zapłacić…a to cytat ze strony Od Nowy…W Od Nowie wielokrotnie koncertowały najważniejsze polskie grupy rockowe m.in: Maanam, De Mono, Dżem, Oddział Zamknięty, Kult, Acid Drinkers, De Press, Illusion, Flapjack, Kazik na Żywo, Edyta Bartosiewicz, Hey, Big Cyc, Closterkeller, Big Day, Piersi, Kasia Nosowska, Wilki, IRA, TSA, Armia, 2TM2,3, T. Love, Kobranocka, Republika, Róże Europy, Voo Voo, Varius Manx, Vader….a wiec komunikuję cię Maćku ze 85% tych zespołów kilkakrotnie występowały w Kreślarni i gdyby nie nasz klub to zapewne nie koncertowałyby w Koszalinie w ogóle albo dużo rzadziej…szkoda że tego nie zauważasz..no ale skąd masz to wiedzieć skoro zapewne na koncerty nie chodzisz oglądasz je na YouTube i masz pretensje ze tak mało sie dzieje…to zacznij chodzic wydawac pieniądze a wówczas organizatorzy duzo chetniej bedą porywac sie na zepoły których pragniesz…nie ma to jak byc malkontentem i niekonstruktywnym krytykiem…

  18. lul napisał(a):

    znajac zachowanie pana G. i wywiad z mozilem jestem w stanie uwierzyc mozilowi od reki zreszta kto zna pana G. nie musi wywiadow z mozilem ogladac zeby znac jego ‚ton’ i podejscie 🙂 a dziewczyny z baru to pewnie nie jedno slyszaly jakie sa …

  19. Covo napisał(a):

    Kiedyś były koncerty w Piątki czy w Soboty i przychodziło sporo ludzi. A jak teraz wola robić zwykle disco w sobotę żeby zebrać hajs to potem facet sie dziwi ze w niedziele po koncercie wszyscy idą do domu. Motto kreski hajs musi się zgadzać !

  20. ruslan napisał(a):

    Miło by było gdyby klienci „koncertowi” byli traktowani poważnie a nie jak hołota drugiej kategorii – piję tu do organizacji ostatniego koncertu COMY. Na stronie była informacja, że koncert startuje o 19:00, więc masa ludzi kwitła już od 18:00 żeby nie mieć problemu z „miłą i sprawną” obsługą w szatni a tu niestety klops – koncert był od 20:00 a wpuszczanie zaczęło się od 19:15 po kilka osób bo szatniarka się nie wyrabiała. Ale to i tak było małe piwo – szczytem były toalety zafajdane i nie posprzątane po sobotniej dyskotece. Mocz, kał i rzygi w męskim WC były wszędzie. W końcu, chyba po tym jak ktoś zwrócił uwagę na ogólny syf, wywieszono na męskim kartkę NIECZYNNE i z damskiego zrobiono koedukacyjny. Po wejściu na górę razem ze znajomymi zajęliśmy wolną lożę lecz niestety nie było nam dane długo tam posiedzieć, ponieważ po 15 minutach przyszedł ochroniarz z kartkami „rezerwacja”, które zostawił w każdej loży tłumacząc się, że wcześniej „zapomniał”. Jak tylko po krótkiej dyskusji z przedstawicielem Kreślarni opuściliśmy swoją lożę pojawili się „krewni i znajomi królika”, którzy nie dość, że weszli do klubu za darmo to jeszcze mieli zapewnione miejsca siedzące. Kolejnym znamiennym obrazkiem była sytuacja przy barze, gdzie 80% ludzi kupowało piwo w butelce, ponieważ kreskowe piwo z nalewaka jest znane ze swojej niskiej jakości. Nie ma to jak skasować 45 zł za bilet od frajera (czytaj – mnie) i później traktować go jak nieproszonego gościa. Brawo Kreślarnia!!!

  21. Artysta napisał(a):

    Pokaz swojej elokwencji kierownik kreslarni dał wczoraj na Facebooku pod komentarzem Arka Wilmana. Marny klub, zarządzany przez nieodpowiednich ludzi. Brak profesjonalizmu, smaku i wyczucia. Nieprzyjemni w kontakcie z artystami.

  22. JA napisał(a):

    „Po zakończeniu koncertu dawniej 30% ludzi zostawało w klubie i bawiło się dalej, obecnie tendencja jest taka, aby uciekać szybko do domu nie czekając nawet na autograf od wykonawcy.” Myślę, że gdyby koncerty nie odbywały się głównie w niedziele, sytuacja byłaby inna, a Kreska sama traci w ten sposób, bo nie raz byłam świadkiem, gdy ochrona ponaglała jakiś zespół czy wykonawcę, aby kończył rozdawać autografy bo chcą zamykać lokal.

  23. Kreska napisał(a):

    no to nazbierało się tego i należy odpowiedzieć:)… co do koncertu Comy…zapewne nie bywasz u nas zbyt często i nie zapoznałeś się z regulaminem klubu…godzina podana na bilecie i plakacie jest zawsze godziną wpuszczania a nie startu koncertu (zwyczajowa procedura)…start jest uzależniony od tego czy wszyscy z biletami weszli na salę a to może potrwać od 30 do 60 min (sprawdzenie dowodów, biletów, czy ktoś nie wnosi niebezpiecznych narzędzi itp.) co do toalet to już naprawdę szkoda gadać 🙂 ale są zawsze dokładnie i sumiennie sprzątane…to że pod koniec a nie jak piszesz na początku! koncertu ze względu na awarię (zapchany przez stłuczoną zapewne przez jakiegoś mało odpowiedzialnego klienta butelkę) sedes odmówił posłuszeństwa i zaczął wybijać, zdarza się najlepszym nawet w Teatrze :)… tak na marginesie WUKO i koszt przepychania 2000 zł, który tez jest kosztem koncertu tak dla tych którzy uważają ze koncerty to tylko hajs. Co do miejsc siedzących ( przyszedłeś na Comę i chciało ci się siedzieć?:) o ile nie wykupiłeś miejsc siedzących to każdy inny ma prawo w każdym momencie je wykupić i zająć…takie mamy zasady ( to nie Teatr gdzie wykupujesz bilet z miejscem siedzącym)… co do piwa to cóż nie wypowiem się za Browar, który nam je dostarcza …szkoda ze producent nie spełnił twoich wymagań…my na wpływ piwa w kedze na pewno nie mamy….jest najlepsze jakie może być polecam browar Tyskie i Lech…ceny biletów na Come i tak były u nas najtańszymi w Polsce…w każdym razie nie odbiegały od cen najniższych…tyle kosztuje ten zespół…co do „potraktowania ” na forum fotografa który wszedł na scenę podczas koncertu zespołu Enej bo chciał zrobić fotkę perkusiście !…to swojego stanowiska nie zmieniamy…dostał bana bo nie potrafił się zachować.. scena to jak boisko kto wbiega na scenę podczas koncertu?…za takie zachowanie grożą organizatorowi surowe kary ze strony zespołu a on jako fotograf powinien o tym mieć większe pojęcie niz jakikolwiek inny uczestnik koncertu… ot tyle…służę pomocą jakby jeszcze należało coś wyjaśnić:)

  24. ruslan napisał(a):

    Bywałem u Was bardzo często (czas przeszły zamierzony) – m. in. dwa razy na COMIE, na Turbo, HEY, Strachach na Lachy, na koncercie KATa i za każdym razem godzina na bilecie oznaczała godzinę rozpoczęcia koncertu (ewentualnie był dopisek „wpuszczamy od”) więc proszę nie robić ze mnie barana. Gdyby było jak piszecie to nie stałbym razem z 50-cioma innymi osobami od 17:30 pod drzwiami (bo to nie ten format gwiazdy żeby ludzie czekali 2,5 na zimnie). Na bilecie była 19:00 więc masa ludzi założyła, że będzie tak jak zwykle, czyli wejście od 18:00 ale to w sumie małe piwo no bo w tym przypadku wina leży pośrodku (zawsze można było zadzwonić i zapytać). Kwestia toalet – były brudne od samego początku koncertu więc to kolejne kłamstwo. Wszedłem do klubu jako 20-30 osoba i od razu ruszyłem do WC (po kwitnięciu tyle czasu na dworze to nie dziwota) i zastałem syf. Nie ma możliwości żeby w tak krótkim czasie te parę osób przede mną nabrudziło do tego stopnia, że we wszystkich kabinach były, za przeproszeniem, obsrane muszle. Męski rzeczywiście został zamknięty pod koniec, tylko, że ja nigdy nie pisałem, że to było na początku. Inna sprawa, że w tym stanie nie powinien być w ogóle otwierany. Sprawa rezerwacji – koncert to nie dyskoteka i wymaganie dopłaty za miejsca siedzące (jeżeli już stosuje się takie praktyki) powinno być umieszczone w opisie na Waszej stronie lub na plakacie. Akurat na COMIE kartki z rezerwacjami przyniesione przez Pana Ochroniarza zostały umieszczone na trzech czy czterech stolikach, po czym jeden z nich stał do samego końca pusty. Sugeruje to, że kartki stawia się obligatoryjnie, żeby wyciągnąć dodatkową kasę lub ewentualnie dla znajomych personelu, gdyby przypadkiem chcieli usiąść.