platforma blogowa portalu głos koszaliński

The Shipyard w Kawałku Podłogi. Dźwięki z albumu to „pikuś” [film, zdjęcia]

W sobotę wieczorem w koszalińskim klubie Kawałek Podłogi zagrał The Shipyard, zespół w Trójmiasta. Miało być zimnofalowo, a było… mocno energetycznie, noise’owo i transowo. Ale to dobrze.

 

The Shipyard w Kawałku Podłogi / fot. Mariusz Rodziewicz

The Shipyard w Kawałku Podłogi / fot. Mariusz Rodziewicz

Zespół The Shipyard poznałem dzięki facebookowej zaczepce Piotra Pawłowskiego, założyciela zespołu. Zapytał, czy mogę podać mu podać adres, pod który może wysłać debiutancki album jego kapeli. Niedługo potem otrzymałem „We Will Sea”, a w bonusie także „Future Time” Made In Poland, w którym Piotr także gra. Od tamtego momentu minęło kilka miesięcy i w tym czacie zdążyłem zapoznać się z twórczością obu kapel.

Zdjęcia >>> The Shipyard w Koszalinie [zdjęcia]

Z niekłamanym zadowoleniem dowiedziałem się, że The Shipyard zagra w Koszalinie. Wybrałem się więc do Kawałka Podłogi i tu… kompletne zaskoczenie! Oczekiwałem koncertu zimnofalowej kapeli, z przesterowaną (ale bez przesady) gitarą, z dość miękkim, „okrągłym” głosem Rafała Jurewicza. Tymczasem podczas występu na żywo otrzymałem przynajmniej o trzy razy więcej energii, niż z utworów na płycie często podanych w nieco odmiennej wersji, bo mocno noise’owej i transowej.

I mimo, iż utwory z „We Will Sea” znam już dobrze, to zdarzało mi się, że nie od razu rozpoznawałem ich wersję „na żywo”. A w Kawałku Podłogi można było usłyszeć m.in. industrialny „The Shipyard”, „Fire Like Desire”, bądź singlowy  „Downtown”, czy moje ulubione „Music Is The Only Chance” i polsko-angielski „Free Of Drugs”.

Były i covery: „Ja myślę” z repertuaru Made In Poland (!) i jeden utwór Killing Joke. Wystąpiła w nim gościnnie Paulina, uczestniczka koncertu, która przez cały utwór miała za zadanie miarowo uderzać w jeden klawisz korga.

Były momenty, gdzie wyraźnie brakowało selektywności, gitara bywała niesłyszalna, a wokal na  żywo brzmiał chropowato, choć na płycie jest najczęściej miękki i „okrągły” (Rafał obchodzący tego dnia urodziny zdradził, że jego gardło przechodzi infekcję). Ci, którzy po koncercie kupili album The Shipyard mogą się więc nieco zdziwić. A trzeba dodać, że jeden krążek został kupiony za 75 złotych w podarowany prze zespół na licytację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, którą w trakcie koncertu przeprowadziła Eliza, wolontariuszka WOŚP.

Na pewno niezaprzeczalnym minusem koncertu był brak gitarzystki Neli Gzowskiej. A tak liczyłem na to, że na tym koncercie zobaczę kobietę z gitarą 🙂 Ten niewielki brak wynagrodziła mi jednak niespodziewana moc i energia płynąca ze sceny.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=rQJHo1sFA7Y[/youtube]

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.