platforma blogowa portalu głos koszaliński

Voo Voo „Nowa płyta”. Kontynuacja rockowej drogi [recenzja]

 „Nowa płyta” to już kolejny album Voo Voo, który spokojnie można kupować w ciemno. Sam tak zrobiłem i nie żałuję.

VOO VOO - Nowa płyta

VOO VOO – Nowa płyta

Wojtek Waglewski na „Nowej płycie” kontynuuje drogę muzyczną, którą obrał na poprzednim krążku „Wszyscy muzycy to wojownicy”. W dalszym ciągu więc zespół – choć w odróżnieniu od poprzedniej płyty sięgnął w kilku utworach po bardziej rozbudowaną sekcję dętą – czaruje słuchacza analogowym, brudnym brzmieniem uzyskanym dzięki zastosowaniu techniki nagrywania instrumentów na tzw. setkę. A Waglewski i spółka potrafi to robić, bawiąc się przy tym, bo nie ulega wątpliwości, że wiele zagranych na „Nowej płycie” utworów jest przynajmniej w części improwizowana. Sugerował to zresztą sam W.W. mówiąc w jednym z wywiadów, że nie siedział za dużo w sali prób z kolegami, żeby nie zmęczyć materiału, a w studiu po prostu zagrali to, co z tych prób zapamiętali.

Dzięki temu studyjnemu luzowi i brzmieniu piosenki Voo Voo zyskują prawdziwą duszę z lat 60-tych i 70-tych. I jest to dusza rock and rollowa o różnych odcieniach. Pierwsza część płyty jest spokojniejsza. „Co było to było”, „Inaczej nie umiem”, czy kolejny „Bezsenność” to typowe dla Voo Voo kompozycje w tempie umiarkowanym. Dużo wolniej robi się w „Smutasie”, którego przepiękny klimat oparty jest na sekcji rytmicznej i saksofonie. A „Może dziś” to już prawdziwy rarytas zaczynający się od spokojnej gitarowej melodii, wraz z którą śpiewa Wojtek Waglewski. Po czym dołącza do niego chór przyjaciół. Jest pięknie!

Mocno i energicznie robi się dopiero w drugiej części płyty. Tutaj, zaczynając o utworu „Ukłony” do głosu dochodzi przesterowana gitara elektryczna. Prawdziwy czad jest w „Cymbale”, gdzie w solówce odzywa się nawet nutka hendrixowska. W innym utworze – „Powiewa” – słychać wyraźnie „funky style” kojarzący się z Jamesem Brownem.

Trzeba też pamiętać, że „Nowa płyta” powstawała w niełatwym dla Voo Voo okresie, bo w maju 2011 roku zmarł  wieloletni perkusista Voo Voo Piotr „Stopa” Żyżelewicz. I to słychać na tym albumie. Bardzo dosłownie i nie mówię tu o sposobie gry nowego bębniarza Michała Bryndala, a o tekstach. W utworze „Do Stopki” Wojtek Waglewski w pewien sposób żegna się z przyjacielem i pyta go, jak mu w tym Niebie jest; czy te białe ciuszki to aby nie klęska; czy w orkiestrze niebieskiej jest miejsce na jego bębenki; czy w razie potrzeby ma dostęp do tych cieniutkich fajeczek. Tak to właśnie w bardzo prostych słowach W.W. oddał stratę bliskiego mu człowieka.

O śmierci jest też następujący po „Do Stopki” utwór „Smutas”, który niemal dosłownie ocieka łzami po utracie bliskiej osoby. Temat życia i śmierci pojawia się też w utworze „Może dziś”.

„Nowa płyta” jest jednak albumem żałobnym, bo jak już wcześniej pisałem jest na nim wiele wesołych melodii, a co za tym idzie i tekstów. Takim właśnie utworem jest na przykład „Trąbka, pompka i lewarek”, w którym Waglewski „zatrudnia” trąby Jerycha do tego, by dawały znak, że „jesteś ze mną”. Jest i coś o zmiennej naturze człowieka, a dokładnie Wojtka Waglewskiego, który w utworze „Cymbał” przedstawia swoje nastroje.

Jest i coś o samej muzyce. Choć temat ten pojawia się na początku albumu, to celowo zostawiam go na koniec. W tekście do „Inaczej nie umiem” lider Voo Voo przedstawia siebie jako domokrążcę, który chodzi od drzwi do drzwi próbując sprzedać swoje piosenki. I wbrew temu, co tam śpiewa, to są tacy – a wśród nich ja – którzy z przyjemnością kupią te dźwięki, te nuty. Właśnie dlatego, że „to nie są jakieś bzdety, to nie są jakieś gluty”.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

 

Komentowanie wpisu jest wyłączone.