platforma blogowa portalu głos koszaliński

Po „Jesteś Bogiem” (gimnazjalny) szał na Magika i Paktofonikę

Dzięki „Jesteś Bogiem” właśnie zaczyna wykształcać się nowe pokolenie fanów Paktofoniki. Ci starsi, którzy fanami PFK byli już tuż po 2000 roku twierdzą, że to „sezonowcy, pozerzy”. Czy na pewno? I czy to tak naprawdę źle?

Jesteś Bogiem / fot. Katarzyna Kural

Jesteś Bogiem / fot. Katarzyna Kural

Magik – nowy bóg gimnazjalistów

Film „Jesteś Bogiem” może okazać się prawdziwym hitem kinowym i kasowym. Już w ciągu pierwszych trzech dni dokładnie 373 796 osób. Wśród nich na pewno było wielu młodych, bardzo młodych ludzi. Wiem, bo sam byłem w dniu premiery na tym filmie i większość sali kinowej zapełnili gimnazjaliści i licealiści. I teraz na różnych forach internetowych, na facebookowych profilach toczy się dyskusja, a może raczej hejting „gimbusów”, którzy na film poszli i nagle odkryli swojego idola, lecą do kina po raz kolejny, żeby jeszcze raz obejrzeć „Jesteś Bogiem”, potem biegną do Empiku i kupują płytę „Kinematografia” (czasami jeszcze „Archiwum kinematografii”).

Dla wielu z tych, którzy dziś mają około 26-30 lat i muzykę Kalibra 44 poznali w latach 90-tych, a Paktofonikę  słuchają od końca 2000 roku „te wszystkie gimbusy to pozerzy i sezonowcy”, którzy nagle zaczęli słuchać Paktofoniki dla szpanu, bo to teraz modne i bez tego nie istniejesz w towarzystwie. Muszą więc chwalić się na lewo i prawo, że film widzieli, że „zmienił ich życie”, że Magik to ich idol, a Paktofonika to ich ulubiony i w ogóle najlepszy na świecie  skład hip-hopowy.

Choć może trochę przejaskrawiam zachowanie i tych, którzy „gimbusów” nie lubią, i samych gimnazjalistów, ale na dobrą sprawę, co jest złego w takim nagłym zajaraniem się konkretnym artystą, czy gatunkiem muzycznym.

______________

Recenzja >>> „Jesteś Bogiem” to nie pomnik dla Magika [recenzja]

______________

Każdy z nas był „gimbusem”

Wszystkim tym, którzy tak się na forach wyżywają na „gimbusach” chciałbym przypomnieć: każdy z nas był kiedyś „gimbusem”. Może nie dosłownie, bo obecni 26-30-latkowie i starsi chodzili do ośmioletniej szkoły podstawowej, ale każdy z nas miał 13-16 lat czymś się wtedy „jarał”.

Sam pamiętam, że kiedy miałem te kilkanaście lat to mój gust muzyczny zaczynał poważnie ewoluować. To był czas kiedy powoli przestawałem interesować się twórczością Michaela Jacksona, czy Dire Straits (choć do dziś uważam, że przynajmniej cześć ich płyt to klasyka muzyki), a zaczynałem słuchać Metalliki, Sepultury, a potem także z jednej strony Rage Against The Machine, Biohazard, a z drugiej strony – Carcass, Vadera, czy Obituary. Pamiętam, że kupowałem czyste kasety i przegrywałem sobie te wszystkie albumy.

(Tak, tak… Młodsi mogą nie pamiętać, ale początek lat 90-tych, kiedy dorastałem to był czas „legalnego piractwa”, kiedy „oryginalne” kasety kosztowały kilka złotych i kupowało się na bazarze, albo w sklepie muzycznym.)

Pamiętam, jak namawiałem rodziców, żeby w końcu kupili mi t-shirt z Metalliką, albo żeby choć poszukali gładkich koszulek. Potem sam robiłem szablony i farbą olejną, albo akrylową nanosiłem na t-shirty loga swoich ulubionych zespołów. Albo własnoręcznie zapałka godzinami robiłem naszywki na płótnie z prześcieradła, które potem naszywałem na wszystko: na flanelowe koszule, na dżinsowe i sztruksowe spodnie, na kurtki i czapki. I taki oznakowany od stóp do głów dumnie ogłaszałem światu, że to takiej muzyki słucham, że to są moi idole.

(Hip-hop w Polsce pojawił się na dobre w połowie lat 90-tych. Już nie byłem „gimbusem”, kończyłem liceum, a i tak jak wielu innych bez opamiętania słuchałem Liroya, Wzgórze Yapa-3, a potem także Kaliber 44, Paktofonikę i O.S.T.R.-ego.)

Dziś wspominam to z nostalgią i lekkim uśmiechem na twarzy. Takich „gimbusów” jak ja, było wtedy całe mnóstwo.

Przypomnę jeszcze tylko, że wtedy w telewizorze były dwa kanały, komputer z grami był albo praktycznie niedostępny, albo uznawany za luksus.

A dziś co? T-shirty możesz kupić jakie chcesz, konsole do gier są dostępne bez większego problemu w systemie ratalnym, Internet atakuje całą masą informacji, a w sklepach muzycznych muzyki jest tyle, że naprawdę trudno samemu to wszystko ogarnąć i coś wybrać. Jeśli więc pojawia się taki film jak „Jesteś Bogiem” i pokazuje „zobacz, jest taka muzyka, jest taki artysta”, to co w tym złego, że ci młodzi ludzie chcą tego posłuchać, że zaczynają się tym „jarać”. Wiadomo, że wielu z nich to sezonowcy, którzy w przyszłe wakacje (a może już zimą tego roku) znajdą sobie nowego idola z Dużego, bądź Małego Ekranu. Ale niech co setny zajara się Paktofoniką i hip-hopem w ogóle na tyle, że będzie go słuchał przez następne 20 lat. Tak, jak w moim przypadku jest z rockiem i metalem (z hip-hopem też).

_____________

Wywiad z reżyserem filmu >>> Leszek Dawid o „Jesteś Bogiem”: Chciałem przyjrzeć się Paktofonice [wywiad]

_____________

Gdyby podziały, gdzieś się podziały

Pamiętam też, że nową rzeszę fanów zyskał kiedyś The Doors po tym, jak Oliver Stone zrobił film z Valem Kilmerem w roli głównej. Czy ktoś wtedy mówił, że to źle?

Bo – czy jeśli z okazji 50-lecia wydania pierwszego singla The Beatles sięgnę po ich płyty, zacznę słuchać i odkryję, że to świetna muzyka, że to właśnie teraz zostanę ich fanem – ma mnie dyskwalifikować? Będę gorszym fanem od tych, którzy dziś mają 65 lat i The Bealtes słuchają od 15. roku życia?

Zakończę cytatem z Magika: „Gdyby podziały gdzieś się podziały”, który zresztą już pojawiał się w innych dyskusjach na ten temat. Nie twórzmy podziałów na fanów lepszych i gorszych, tylko dlatego, że ktoś urodził się 15-20 lat później od nas.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

2 komentarze do “Po „Jesteś Bogiem” (gimnazjalny) szał na Magika i Paktofonikę”

  1. aboutagirl napisał(a):

    TO bardzo dobrze, że coraz więcej ludzi jara się rapem. Ale wiesz, chodzi o to, że jeśli ktoś biega jak głupi i krzyczy, że słucha rapu a zna tylko PFK to to nie ma najmniejszego sensu i osoba, która jest bardziej zaangażowana w tej rodzaj muzyki ma prawo być poirytowana. Jeżeli Ci się spodobało – słuchaj ! Jestem za tym jak najbardziej. Tylko nie mając pojęcia o danej rzeczy lepiej nie wypowiadać i nie wychylać się wcale. „Najmądrzejszy na świecie jest ten, który wie czego nie wie” – wmawiając sobie, że się zna na muzyce, której się nigdy wcześniej nie słyszało jest strasznie głupie – lekko mówiąc. A tak poza tym, hip hop nie jest muzyką tylko kulturą – rap to muzyka. Trzeba umieć to rozróżniać. I nie napisałam tego komentarza z myślą o tym, aby kogoś ‚wkurzyć’ czy obrazić. Nie. Po prostu chciałam się wypowiedzieć na temat, który nie jest mi obcy i mam w związku z nim pewną ilość wiedzy. Bo rap to nie tylko muzyka, za nim się ciągnie milion innych rzeczy, które człowiek powinien wiedzieć. Dzięki nim słucha się milej – lepiej i dostrzega więcej wartości. Pozdrawiam

  2. anonim napisał(a):

    świetnie napisane 😉 jak najbardziej popieram