platforma blogowa portalu głos koszaliński

Mela Koteluk „Spadochron”. Dreampopowy debiut [recenzja]

Mela Koteluk, to młoda zdolna wokalistka, która od pierwszego utworu swojej debiutanckiej płyty „Spadochron” czaruje dźwiękiem i głosem. Jeśli jeszcze nie słuchaliście tego albumu, spróbujcie. Może i Was zaczaruje.

 

Mela Koteluk - Spadochron

Mela Koteluk - Spadochron

Jedni artyści stronią od nazywania tego, co grają. Nie chcą  być wrzucani w muzyczne szufladki, co i tak najczęściej robią za nich muzyczni dziennikarze i recenzenci. Mela postanowiła ich wyręczyć i to, co zawarła na „Spadochronie” nazywa dream popem. Sama nazwa fanom muzyki jest znana już od lat 80-tych i tym mianem określany jest pewien rodzaj alternatywnego rocka (za wikipedią).

Jak ten dream pop w wersji Meli Koteluk wygląda? To właściwie miks szeroko pojętej muzyki rockowej z popem, z elektroniką, z pięknymi – idąc w kierunku nazewnictwa gatunku – rozmarzonymi dźwiękami. Mieszanka ta nie jest jednak jednorodna we wszystkich utworach, a raczej jej składniki są dobierane w różnych proporcjach w poszczególnych kompozycjach.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=wO_lA6hV1Ag[/youtube]

Jednym z najbardziej rockowych, gitarowych utworów jest energiczny jak na ten album tytułowy „Spadochron”, czy singlowa indie-rockowa „Melodia ulotna”. Do tej rockowej grupy należałoby dorzucić także „Pojednanie” podszyte elektroniką, a także „Nie zasypiaj”.

Choć ten ostatni utwór zaczyna się bardzo minimalistycznie, bo przez pierwszych kilka, kilkanaście taktów Mela śpiewa do akompaniamentu fortepianu, do którego dołącza bas, perkusja i gitara. Ale zdecydowanie większą oszczędność w kwestii instrumentarium charakteryzuje m.in. piosenka „Stale płynne”. Tutaj oprócz wysokiego delikatnego głosu Meli i gitary akustycznej nie usłyszymy nic więcej. I – co najważniejsze – to w zupełności wystarczy.

Jeśli natomiast chcecie usłyszeć śpiew Meli przy akompaniamencie fortepianu to koniecznie włączcie melancholijną „Niewidzialną„. Z kolei w utworze „Rola gra” do klawiszy dołącza bardzo oszczędny bit perkusyjny (w zasadzie tylko stopa) i przeróżne rozmarzone elektro szumy, zlepy, trzaski.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=WAOLp7Fe0gY[/youtube]

Więcej odczuwalnej elektroniki można znaleźć z kolei w piosence „Wolna”, który (może nieco na wyrost) można by było nazwać tanecznym. To przepięknie zaśpiewany utwór w klimacie trip-hopowym.  Zresztą jeśli posłuchać tej płyty od początku do końca, to trudno tu znaleźć słabszy utwór. Do mnie ta muzyka trafia. Tym bardziej, że i teksty są warte posłuchania: o miłości, o relacjach międzyludzkich, o człowieku w ogóle. Bywa filozoficznie.

Polecam więc Melę Koteluk z czystym sumieniem wszystkim tym, którzy lubią w muzyce bujające melodie, piękne wokale, ciekawe teksty. Czyli np. fanom Kasi Nosowskiej, do której to autorka „Spadochronu” bywa porównywana. Nie bez powodu.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

 

Komentarze (1) do “Mela Koteluk „Spadochron”. Dreampopowy debiut [recenzja]”

  1. Ljubov Jegorowa napisał(a):

    Mariusz, normalnie podpisuję się pod twoją recenzją jako współator(ka) 🙂