platforma blogowa portalu głos koszaliński

Michał Gabryelczyk [Chassis]: Nagrodę z Generacji… sprzedaliśmy [wywiad]

Rozmowa z Michałem Gabryelczykiem, wokalistą zespołu Chassis. Kapela zagra 1 września jako gość specjalny festiwalu Generacja 2012 w Koszalinie.

Michał Gabryelczyk, wokal Chassis / fot. by Kobaru

Michał Gabryelczyk, wokal Chassis / fot. by Kobaru

– Mam pewien problem… Jak poprawnie wymawia się nazwę Waszego zespołu? „Czejzis”, „czasis”, „szasis”, czy może jeszcze inaczej?
– Większość ludzi mówi „czejzis” i już się do tego przyzwyczailiśmy. Natomiast poprawnie czytając z języka angielskiego powinno to być „czasi” – wymawiane trochę, jak „zegar” w języku rosyjskim. A po francusku – bo to słowo tak naprawdę pochodzi z tego języka, a właściwie z łaciny i następnie zostało zfrancuszczone – to powinno być „szassi” z akcentem na „i”.
– I wszystko jasne. Chassis zagra 1 września w Koszalinie na Generacji 2012. To nie pierwszy Wasz występ tutaj. Graliście już na tym przeglądzie w 2004 roku.
– Naprawdę to było w tym roku? Już nawet nie pamiętam. Wiem tylko, że to było dawno… Jednak dość dobrze pamiętam sam koncert. Grało się fajnie, ale było bardzo zimno, choć to był wrzesień. Było też trochę mało ludzi, co nas zaskoczyło, bo przecież już wtedy była to impreza duża, grało na niej wiele kapel z całej Polski. Wygrała wtedy kapela ze Szczecina, a my zajęliśmy drugie miejsce, czy wyróżnienie a nasz gitarzysta otrzymał nagrodę za najlepsze solo (chyba). Sama nagroda nas rozbawiła, bo była to dwuosobowa wycieczka promem do Helsinek, czy innego miasta skandynawskiego. Nie bardzo wiedzieliśmy co z nią zrobić, ale i tak bardzo cieszyliśmy się, że ją zdobyliśmy.
– Co z nią ostatecznie zrobiliście?
– Sprzedaliśmy ją. Za te pieniądze chyba kupiliśmy coś potrzebnego zespołowi, albo dołożyliśmy do realizacji klipu. Dokładnie nie pamiętam, ale na pewno poszły na cele „statutowe” zespołu.
– W 2004 roku nie wygraliście Generacji, ale rok później wydaliście swoją pierwszą oficjalną płytę.
– Czy oficjalną? Tak naprawdę wydaliśmy ją poza protokołem, bo nie podpisaliśmy kontraktu z żadną wytwórnią płytową. Mieliśmy jedynie wsparcie ze strony portalu 3pm w postaci legalnej sprzedaży naszych utworów w sieci, który był wtedy pierwszym takim polskim portalem sprzedającym empetrójki.
Z tego co wiem to niestety umarł śmiercią naturalną. Nasz debiut był opatrzony klauzulą „wydajemy za nasze”. Podobnie jest z naszym drugim albumem, który pojawi się 7 września. Za wszystko płacimy sami, ale taką drogę obraliśmy i nie mamy do nikogo pretensji. Rozmawialiśmy z wytwórniami, ale te rozmowy spełzły na niczym.
– Dlaczego? Wytwórnie kręciły nosem na materiał, czy nie oferowały za wiele zespołowi?
– Nikt na materiał nie kręcił nosem. Nie chodziło więc o oczekiwania wytwórni wobec zespołu, ale w przeciwną stronę – o spełnienie podstawowych warunków dla zespołu ze strony wytwórni. To musi wyglądać sensownie, a wyglądało wręcz diabolicznie, więc zdecydowaliśmy wydać album o własnymi siłami.
– O czym dokładnie mówisz? Wytwórnia za mało oferuje kapeli, choćby od strony promocyjnej?
– Nie mogę mówić o innych kapelach i propozycjach, umowach składanych im przez wytwórnie. Mówię we własnym imieniu i zespołu Chassis. Te umowy, które przedstawiano nam były śmieszne, nikt by ich nie podpisał, chyba że totalny desperat. Oczywiście jeśli chodzi o promocję i zaistnienie w sieci sprzedaży, to jest to zapewnione, bo to jest pewien standard. Natomiast to, co nam proponowano zapewniliśmy sobie we własnym zakresie działań. Skoro więc „sami” to możemy zdobyć, podkreśliłem sami bo wiadomo, że nie osiągnęlibyśmy tego bez pomocy wielu życzliwych osób ze świata artystycznego oraz mediów, to po co pchać się w taką współpracę.
– I dzielić się z wytwórnią ewentualnymi profitami. Tak to mam rozumieć?
– Dzielić się?… Szumnie powiedziane. Zanim wytwórnia nie odbierze swoich pieniędzy włożonych w promocję płyty, to artysta nie dostaje nic. Zaznaczam jednak, wypowiadam się tylko w swoim i zespołu imieniu, bo być może inne kapele mają podpisane świetne i intratne kontrakty.

– Zauważam, że coraz więcej zespołów idzie samodzielną drogą. Nie korzysta z usług wytwórni, tylko nagrywają i wydają płyty samodzielnie korzystając potem jedynie z usług dystrybutorów, dzięki którym ich płyty trafiają do sklepów muzycznych, do Empików, Media Markt i tak dalej…
– I tylko z tego musisz skorzystać. Jednocześnie omijasz jeden szczebel drabinki, czyli wytwórnię, która oferuje to, co możesz zrobić „sam”. Jeśli jesteś w miarę ogarnięty to potrafisz zdobyć kontakty i trafić na życzliwe osoby, które pomogą zespołowi zaistnieć.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BgoG59oOgZU[/youtube]
– Jak wspomniałeś, już wkrótce ukaże się Wasza nowa płyta, można już usłyszeć pierwszy singiel z tej płyty. Jaka ona będzie, jak byś ją zapromował?
– Tak, pierwszym singlem jest utwór „Wide Eyes Open”. Celowo zamieniliśmy kolejność słów w tytule, co potem spowodowało spore zamieszanie i dyskusję w internecie. 🙂
Jeśli chodzi o promocję, to nie przywykłem do tego, by reklamować swoją muzykę tak „en face”. Muzyka się obroni sama, a to fani mogą ją reklamować w swoim gronie, bądź też deprecjonować jej wartość, jeśli uznają, że jest do dupy.
– Zakładając, że ten materiał nie jest do dupy, a opinię opieram na jakości singla, to kto powinien sięgnąć po ten album? Fani nu-metalu, death-core’a, czy innego gatunku muzycznego?
–  Chcielibyśmy przyciągnąć fanów rockowego grania. Tak naprawdę to jest rock w trochę ostrzejszym wydaniu. Nie aspirowaliśmy nigdy do szuflady zespołu heavy metalowego, bo nie umiemy takich rzeczy grać. Gramy po prostu to, co lubimy. Ostateczny wybór pozostawiamy do decyzji słuchaczy, czy będą chcieli po naszą muzykę sięgnąć, czy nie.
– „Wide Eyes Open” ma taki nieco kornowy klimat…
– To ty powiedziałeś, ja bym tak nie powiedział.
– Ale graliście przed Kornem. Jak ich fani Was przyjęli?
– Bardzo dobrze nas przyjęli i sami byliśmy tym zaskoczeni, bo bawili się od samego początku koncertu, śpiewali nasze piosenki i zrobiło to na nas ogromne wrażenie. To jest istota rzeczy. To fani współtworzą nas, bo bez nich byśmy nie istnieli. Dla kogo byśmy wtedy grali? Dla ściany?

– Mój przyjaciel kiedyś powiedział, że warto tworzyć muzykę i grać nawet jeśli posłucha jej i doceni choćby jedna osoba. Zgodzisz się z tym?
– Oczywiście. Zdarzało się, że graliśmy koncerty np. dla 15 osób. Ważne było dla nas jednak to, że te osoby dokonały wyboru, wydały pieniądze na bilet, chciały przyjść na nasz koncert i posłuchać naszej muzyki. To nas cieszyło.
– Co zagracie na koszalińskiej Generacji? Nowe utwory też będą, czy trzymacie je w tajemnicy do momentu wydania albumu?
– Nowy materiał już także zagramy, ale mieszamy go z tym starszym, z poprzedniej płyty. Można powiedzieć, że proporcje starego do nowego materiału na koncertach są 30 procent do 70. Zdecydowana większość to nowe utwory.
– A jakieś utwory, które na tych płytach się nie znalazły też gracie?
– Gramy też covery, które nie pojawiły się na żadnej płycie. Zdarzają nam się także takie sytuacje, że kiedy zrobimy nowy utwór to szybko trafia na listę koncertową. Może się więc okazać, że w krótkim czasie do utworów z naszych dwóch wydawnictw granych na koncertach dołączą nowe piosenki, które już zaczęliśmy tworzyć.

Pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.