platforma blogowa portalu głos koszaliński

Muzyczne hobby: Mikrofony jak uzależnienie

Około 100 mikrofonów, a wśród nich prawdziwe cacko niemiecki Telefunken z 1936 roku. To kolekcja należąca do Tomasza Bartosa z Koszalina.

Tomasz Bartos z jednym ze swoich najcenniejszych mikrofonów. To Telefunken z 1936 roku. Za nim - na półkach - część jego kolekcji mikrofonów. Fot. Radek Koleśnik

Tomasz Bartos z jednym ze swoich najcenniejszych mikrofonów. To Telefunken z 1936 roku. Za nim - na półkach - część jego kolekcji mikrofonów. Fot. Radek Koleśnik


Kolekcja koszalinianina zajmuje kilkanaście półek na ścianie siedziby jego firmy. Można na niej znaleźć bardzo różne modele mikrofonów, z przeróżnymi datami produkcji. Są wśród nich i niewielkie plastikowe egzemplarze widywane przez nas w rękach dziennikarzy w filmach z lat PRL-u, i takie przypominające „gruszki” z cb radio, albo archaiczne golarki do zarostu, i bardzo duże egzemplarze na wysokiej nóżce, z dużym mikrofonem osadzonym na siatce z czterech sprężynek, kształtem przypominające mikrofony z lat międzywojennych.

Najstarszy model – Telefunken

– Ten model to najprawdopodobniej najstarszy egzemplarz w mojej kolekcji – mówi 35-letni Tomasz Bartos sięgając po stojący na najwyższej półce stary czarny mikrofon. Kiedy już trzyma go w obu rękach od razu widać, że waży kilka kilogramów. – Dokładnie cztery. To niemiecki Telefunken model ElaM 201/1 z 1936 roku używany do nagrań studyjnych od 1946 do 1952 roku w zakładach fonograficznych Muza.
Co do daty produkcji innego, tym razem niewielkiego mikrofonu, nie jest pewien. Ale faktycznie egzemplarz wygląda bardzo archaicznie. Mający niewiele ponad 10 centymetrów metalowy przedmiot przypomina dziecięcą grzechotkę, choć sporo od niej większą. – To może być mikrofon z lat międzywojennych, może jest młodszy, ale jego wieku nie mogę nigdzie potwierdzić.

„Przypadkowa” kolekcja mikrofonów

Tomasz z Koszalina bakcyla kolekcjonowania mikrofonów załapał przez zupełny przypadek. Przypadek miał też decydującą rolę przy wyborze profesji. Kilkanaście lat temu koszalinianin był realizatorem dźwięku w Radiu Północ. Potem – z braku chętnych – został lektorem. Kiedy zauważył, że reklamy i inne teksty do radia czytają ciagle te same osoby i jest ich tylko kilka wpadł na pomysł, aby zapełnić tę lukę na rynku. W 2001 roku postanowił założyć internetowy bank głosów lektorskich Mikrofonika, w ofercie którego jest obecnie około 200 głosów. Firma z powodzeniem istnieje na rynku już od 11 lat.
– Trzy lata temu postanowiliśmy odświeżyć wygląd naszej strony internetowej. Potrzebowaliśmy na nią zdjęcia mikrofonu. Zaczęliśmy szukać takich fotek w sieci, ale nie znaleźliśmy żadnego ciekawego, które by nie było jeszcze wykorzystane – opowiada Tomasz. – Nie było więc wyjścia. Trzeba było kupić mikrofon i samemu zrobić mu zdjęcie.

Właściciel Mikrofoniki zaczął więc śledzić aukcje internetowe. Kupił jeden mikrofon, potem drugi i jeszcze kolejny. – Kiedy już docierały do nas okazywało się, że jednak nie o to nam chodziło. Dopiero dziesiąty zdaje się mikrofon okazał się strzałem w dziesiątkę.
To pochodzący z koło 1950 roku piękny, srebrny stojący na długiej nóżce mikrofon Turner 33D ze Stanów Zjednoczonych. Do dziś jego główkę można podziwiać na stronie internetowej Mikrofoniki.

Aukcje jak nałóg

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=I4ZsEDLq4vA[/youtube]
I kiedy okazało się, że już 10 mikrofonów w kolekcji jest, to Tomasz był uzależniony od śledzenia aukcji z mikrofonami. – Trzeba było to robić codziennie i regularnie, bo często zdarzało się, że ktoś wystawił jakiś ciekawy egzemplarz na sprzedaż i już godzinę później miał kupca – mówiąc to koszalinianin odruchowo spogląda na monitor komputera. – Ale teraz już jest mniej okazji. Jeszcze te dwa lata temu można było za stosunkowo niewielkie pieniądze kupić naprawdę ciekawe egzemplarze.
Co ważne, wiele mikrofonów z kolekcji Tomasza ciągle działa, jeden z nich jest regularnie używany do nagrań w jego firmie. – Ale ten Turner, który ozdabia naszą stronę ma ciągle banderolę, nigdy nie został „rozdziewiczony” – przyznaje kolekcjoner. Z kolei o tym, czy inne działają nie może się dowiedzieć, bądź też zwyczajnie boi się ich uruchamiać.

– Do niektórych ze starych mikrofonów nie mam zasilacza, więc nie mogę ich włączyć. Do innego zasilanie mam, ale obawiam się go do niego podłączyć, żeby – jeśli ciągle działa – przypadkiem się nie spalił.

Kolekcjonerskie marzenia

I do razu dodaje – że choć jego kolekcja jest pokaźna i innej o takich rozmiarach w Polsce jeszcze nie znalazł – to nie jest ona specjalnie cenna, wyjątkowa. W sieci znalazł prawdziwych znawców tematu. – To ludzie, którzy zaczęli zbierać je kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt lat temu. Mają kolekcje warte setki tysięcy złotych – stwierdza.

Kolekcjonerów mikrofonów z prawdziwego zdarzenia nie będzie więc łatwo dogonić. Brakuje przynajmniej kilku kultowych mikrofonów, żeby mówić o niej z dumą, móc w ogóle zacząć porównywać ją z potężnymi zbiorami kolekcjonerów z zagranicy. – Jakie mikrofony chciałbym jeszcze kupić? Na pewno te z najlepszych firm na świecie, a wśród nich U47 Neumana. Na razie jednak na niego mnie nie stać. Najdroższy mikrofon w Polsce jaki widziałem to AKG C12A za 12 tysięcy złotych. A Telefunken sprzed wojny – prawdopodobnie już nie działający – poszedł za 10 tysięcy złotych. Niektóre modele mają kosmiczne wręcz wzięcie, bo uznawane są na przykład za najlepszy mikrofon do nagrywania basu, czy perkusji. Albo uznawane są za legendarne, bo na przykład swój utwór „Imagine” rejestrował na nich John Lennon.

Jeśli chcesz obejrzeć kolekcję mikrofonów Tomasza Bartosa, wejdź na jego stronę internetową >>> http://oldmics.mikrofonika.net/

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.