platforma blogowa portalu głos koszaliński

Soulfly „Enslaved”. Agresywnie, ale… [recenzja]

Agresywny, energetyczny, dynamiczny – to słowa, którymi określany jest „Enslaved” nowy album Soulfly.  No i trudno się z tym nie zgodzić, ale… No właśnie jest pewne „ale”.

Soulfly - Enslaved

Soulfly - Enslaved

Maxowi Cavalerze i jego (odświeżonej nieco) ekipie z Soulfly energii i brutalności w grze nie brakuje. Wystarczy sięgnąć choćby po singlowy utwór „World Scum” z bardzo pędzącym deathmetalowym „podwójnym kopem” na zwrotce, szybkim gitarowym piórkowaniem, mocnym wokalem Maxa Cavalery i gościnnym growlem Travisa Ryana z grindcore’owej kapeli Cattle Decapitation. Ten trwający ponad pięć minut utwór ma też oczywiście nie tak pędzący, a bardziej bujający groove’owy refren, a także  patetyczne zwolnienie w tzw. międzyczasie i solóweczkę. Ale i tak zakończony thrashową i punkową energią.

Nie od razu ten utwór mi się jednak spodobał. Zarówno „World Scum”, jak i cały „Enslaved” musiałem przesłuchać wielokrotnie, zanim zacząłem odnajdywać plusy tego albumu. Bo na początku mi się praktycznie w ogóle nie podobał.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=T_EPTbMPtdc[/youtube]

Niby właśnie taki szybki, taki dynamiczny, ale bez… hmmm… finezji. Bo ile można grać hard-core’owe pa-tu, pa-tu, pa-tu, skandować dwie, trzy sylaby, albo dwa, trzy wyrazy w refrenie i wymieszać to z doomowatymi wolniejszymi momentami? Tak, jak to ma miejsce np. w „Intervention”, czy w „Redemption Of Man By God”? Oczywiście Soulfly do tego już nas przyzwyczaił, ale ten patent już nie zawsze się sprawdza. Tak, jak nie zawsze sprawdzają się utwory, które trwają dłużej niż pięć minut. A już takiego siedmiominutowego  „Chains” to najzwyczajniej w świecie bałem się słuchać. Nuda!

Ale są i zdecydowanie jaśniejsze momenty na „Enslaved”. To kilka utworów ze środka płyty. Pierwszy z nich to „Gladiator”. Rewelacja! Ten numer zdecydowanie mnie kręci. Szybki, dynamiczny, z pomysłem. Taki, jak trzeba. To „wbijanie gwoździ” na wstępie i przerywniku, który przechodzi na zwrotkę. No i fajnie zagrany refren, choć tekstowo składający się tylko ze swół „Heil Ceazar”!. I nawet przejście na nieco etniczne zwolnienie siedzi. To nowoczesna i old schoolowa zarazem kompozycja czerpiąca wiele ze starego thrash metalu.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=gkFrlRWCeDk[/youtube]

Podobnie oceniam także następujący po nim „Legions”. Ognisty, z miażdżącym refrenem, z fajną solóweczką na zwolnieniu. Taki groove’owy! A że riffy nie są specjalnie skomplikowane? To nieistotne! Ważna jest moc i pomysł na utwór. Baaardzo dobre są też „American Steel” oraz „Plama O Plomo” z fajnym patentem akustycznej gitary a’la mariachi. Cudny numer! Choć przy nim zaczynałem już zauważać pewną powtarzalność, matrycę według której Soulfly tworzy numery.

Naprawdę Maksowi i jego ekipie przydałoby się trochę więcej pokombinować przy aranżach, choćby zmiany kolejności w układaniu następujących po sobie elementów: zwrotki, refrenu, przerywnika, zwolnienia.

Może tu tkwi słabość tej płyty, że te utwory są wszystkie budowane w podobny sposób. Ale to przecież naprawdę nie zawsze jest konieczne. Po co robić zawsze pięcio-, czy sześciominutowy utwór ciągnący się jak flak, skoro można w 2,5, w 3 minuty dać samo mięso i sos.

Ale i tak nie jest źle, skoro na 11 utworów, pięć jest całkiem niezłych, dobrych, albo bardzo dobrych. Osobiście bardziej wolę Soulfly z pierwszej płyty, z „Primitive”, albo to, co zaserwowali na „Dark Ages”.

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

4 komentarze do “Soulfly „Enslaved”. Agresywnie, ale… [recenzja]”

  1. Piotr napisał(a):

    Primitive to druga płyta zespołu.

  2. gramuzyka napisał(a):

    Tak, tak… Zabrakło przecinka: chodziło to, że „Soulfly z pierwszej płyty, z „Primitive”, albo to, co zaserwowali na „Dark Ages”. ale dzięki za zwrócienie uwagi. poprawiam! PZDR

  3. Zenon napisał(a):

    Ty się, chłopaku, zdecyduj, czy jest OK czy nie, bo Max nagrał zdaje się płytę życia a ty pitolisz o jakichś aranżach i matrycach.

  4. gramuzyka napisał(a):

    No przecież napisałem co jest ok, a co mi nie siedzi. „Popitoliłem” o tym, co uznałem za stosowne i istotne. Pozdrawiam, Mariusz Rodziewicz PS. Przy całym szacunku dla tego, co dziś robi Max Cavalera, ale płyty życia to nagrywał z Sepulturą. No i pierwsza płyta z Cavalera Conspiracy wyszła mu rewelacyjnie!