platforma blogowa portalu głos koszaliński

Peja: Jestem tylko muzykiem z krwi i kości, który spełnia swój sen [wywiad]

 Peja, znany raper z Poznania wkrótce (25 marca 2012) zagra koncert w klubie studenckim Kreślarnia w Koszalinie. To (dość) długi  wywiad z Peją m.in. o koncertach, popularności, mediach, idolach i pieniądzach z muzyki. Zarezerwujcie sobie 20-30 minut czasu i spokojnie przeczytajcie tę rozmowę.

Peja

Peja

JESTEM CZŁOWIEKEM DROGI

– Kiedy próbowałem umówić się z Tobą na rozmowę okazało się, że to nie takie łatwe. Wyjeżdżałeś zagranicę. Polonia jest stęskniona rymów Peji?

Peja: – Udało nam się otworzyć furtkę na koncerty w Europie. Jesienią zeszłego roku zagraliśmy całą trasę w około 20 miastach dziesięciu krajów. Naturalną konsekwencją tego jest więc wiosenna edycja, którą rozpoczęliśmy 3 marca od Leicester i Sztokholmu.

A czy są spragnieni? Na pewno nie mniej niż ludzie, którzy w Polsce pozostali. Bo to też nie do końca są koncerty polonijne. Grają z nami miejscowe ekipy, które nas wspierają. Tak było m.in. na Litwie, w Belgii, czy Włoszech. Ale oczywiście świetnie, że przychodzą na nie rodacy, bo jesteśmy znani głównie w Polsce i ekspansji na Europę nie staramy się wdrażać. Nie mamy aspiracji, żeby stać się znanym europejskim bandem. Ale oprócz dostarczania rozrywki naszym rodakom, staramy się także integrować między narodami w ramach jednej kultury i trasy, która nazywa się przecież EUROPEAN RE-TURN TOUR.

Gramy tam, gdzie możemy. I okazuje się, że można od dłuższego czasu w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie. A w Europie? Nie tylko na Wyspach Brytyjskich, bo można też pojechać do Skandynawii, Belgii, Holandii, na Litwę, czy do bardziej egzotycznych miejsc jak Ateny czy Rzym. Dla nas to spełnienie marzeń. Uwielbiam podróżować i dzięki muzyce mogę zwiedzać świat za darmo. A dodatkowo zyskujemy uznanie i utwierdzamy się w przekonaniu, że ma to sens. Jeśli mogę pojechać w nieznany mi rejon i z powodzeniem połączyć pracę i turystykę raczej wiele mi już nie potrzeba.

– Wielu tych wyjazdów pewnie zazdrości.

Peja: – Nie wiem. Nie zajmuję się tego typu analizami. Oczywiście są i minusy. Ciężko jest zmieniać codziennie kraje. To już nie jest podróż z Poznania do Wrocławia i z Wrocławia do Katowic. Trzeba znaleźć czas na sen. Po zagranym koncercie staramy się być już około godz. 1-2 w hotelu. Budzimy się już około godz. 6, więc dosypiamy albo już w samolocie, albo w drodze do hotelu. Jestem człowiekiem drogi. W trasie jestem praktycznie cały rok. Żyjemy z tego i dużą część pochłaniają koncerty, organizowanie ich, bookowanie miejsc, nawiązywanie znajomości itp. Dla mnie to sukces zagrać 20 zagranicznych koncertów w tych 10 krajach tydzień po tygodniu w 3 miesiące. Przecież jestem tylko polskim rapperem dbającym o swoją niszę. Może jestem osobą rozpoznawalną, popularną ale jak wiesz na co dzień nie funkcjonuję w showbiznesie tabloidowym i telewizyjnym. Jestem tylko muzykiem z krwi i kości, który spełnia tylko swój sen.

Z HIP-HOPEM W MEDIACH NIE JEST TRAGICZNIE

 

– Skoro mówisz o telewizji i zagranicznych koncertach. Kiedy Piotr Rubik, czy Michał Wiśniewski jedzie w trasę do Stanów Zjednoczonych, to mówi się o nich w mediach. Zdarza się nawet, że tvn wysyła z nimi ekipę telewizyjną. O Twoich koncertach jest cicho. Nie brakuje Ci zainteresowania mediów mainstreamowych nie tylko Twoją osobą, ale hip-hopem w ogóle?

Peja: – Nie, bo jesteśmy z tym w pewnym sensie pogodzeni. Nie ma sensu frustrować się z tego powodu, że inni w mediach są, a nas nie ma. A sięgając do porównania do Piotra Rubika, Michała Wiśniewskiego, czy innych znanych artystów, to radzimy sobie równie dobrze, jeżeli nie lepiej od nich. Przykładem jest fakt, że w takim Nowym Jorku gromadzimy większą publikę niż Doda. Wiem, porównanie jest abstrakcyjne, ale mówię o tzw. popularności. Biorąc więc pod uwagę zainteresowanie koncertami, sprzedaż płyt znamy swoją wartość. Patrzę na swoją ścianę ze Złotymi i Platynowymi Płytami i liczę. I brakuje mi już palców w obu rękach.

Stawiamy więc na media, które chcą z nami współpracować. Jest kilkanaście portali nie tylko tych zajmujących się hip-hopem, ale w ogóle muzyką, które o nas piszą, które współtworzymy i wspieramy. Z czasem wytworzyły się fajne pomysły na współpracę i nas w tych miejscach jest naprawdę dużo. Udzielam wywiadów do radia, a w gazetach piszą o mnie nie tylko źle. Choć są takie, które szukają tylko złych informacji i lubią to.

– Nie chciałbyś, żeby jednak pisali dobrze?

Peja: – Przede wszystkim dodam, że media przez bardzo długi czas pisały o nas w samych superlatywach przyzwyczajając nas do dobrego zdania o nas samych. Ale wiemy jakie są media, kiedy już znajdą nowego ulubieńca musisz poradzić sobie sam. Lata zrobiły swoje i dlatego dzisiaj nie przejmujemy się aż tak bardzo dbając jedynie o informację, którą publikujemy we własnym imieniu.

Pewnie, że życzyłbym sobie, żeby gazety pisały na bieżąco o naszych osiągnięciach, pracy, bo naprawdę jest o czym. No choćby o tej platynie w dwa dni od premiery, że to pierwsza platyna w Wielkopolsce od czasów… he he mojej ostatniej platyny, że złote krążki robili tylko jeszcze Hanna Banaszak i Sweet Noise.

O naszym festiwalu, który zrzesza tysiące ludzi, o gwiazdach z USA, które gościnnie dogrywają się na nasze krążki, o wytwórni, bo współpracuję też z innymi wykonawcami jako muzyczny wydawca.

Dziś sami dbamy o prasę. Mamy swoich publisherów. A przez wiele lat sam sobie robiłem ten publishing. Jeśli chciałem mieć zły PR, to robiłem zły, a jeśli będę chciał mieć dobrą prasę, to będę ją miał. Pewne media współpracują z nami na stałe, a telewizja ma po prostu swoje strzały. Jeśli uważa, że coś jest na topie i będzie mieć z tego kasę, oglądalność – co na jedno wychodzi – to będzie się tego trzymać. Tak naprawdę hip-hop jest bardziej popularny teraz, niż te 10 lat temu, kiedy radio i telewizja z przyjemnością tę muzykę grały.

Choć i dzisiaj z hip-hopem w mediach nie jest tragicznie. Przecież nawet największe stacje radiowe grają płyty z rapem choćby po 22.00.Teraz ten hip-hop jest ciekawszy, bardziej dojrzały, wykonawcy działają prężniej, mają doświadczenie. Mogą decydować o swoim sukcesie. Sam tak działam. Mam plan na płytę, promocję, wsparcie mediów, o których wcześniej mówiłem i to mi wystarcza. I nie trzeba być specjalnie rozgarniętym, żeby sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby wspierała mnie Jedynka, Dwójka, czy jakieś komercyjne stacje. I może byłbym…

– Celebrytą?

Peja: – No właśnie nie (śmiech). Po to działamy w sposób ściśle określony, żeby nie mieć takiego statusu. Ciężko mi się samemu definiować. Wiem, jestem osobą rozpoznawalną nie tylko przez dzieciaki. To trwa latami. Ale jeżeli regularnie utrwalałbym swój wizerunek w mediach to na dłuższą metę bym się albo zmęczył, albo znudził. Wiem, jaką oglądalność mają programy typu Kuba Wojewódzki i co się dzieje po takich programach. Zainteresowanie wzrasta. Zaczynają się telefony, maile, propozycje wywiadów. Wywiady są moim chlebem powszednim, ale nie są moją ulubioną dziedziną, bo wolę swój czas rozdysponować na coś bardziej kreatywnego. Ale to też jest po coś. Są ludzie, którzy chcą o nas pisać i jesteś tego przykładem.

CZASY GORĄCYCH INFORMACJI

 

– Oczywiście. Ale te główne telewizje – o ile się nie mylę – po raz ostatni mówiły o Tobie we wiadomościach po koncercie w Zielonej Górze i po wyroku w tej sprawie.

Peja: – No tak. Żyjemy w czasach gorących informacji. Zauważ, że portale zaniżają poziom i bazują na kontrowersyjnych tytułach newsów. Chodzi o to, żeby tylko przyciągnąć, zaintrygować, zmusić do kliknięcia, a w artykule nic nie ma. Tylko lanie wody, manipulacja faktami. Ludzie są ogłupiani. Pamiętam te czasy, kiedy w głównym wydaniu Wiadomości leciał nasz teledysk i wszystkie te Teleexpresy, w których mówiliśmy o nowych płytach. No i ok. Czy jest dobrze, czy źle i tak jestem w dużych mediach. Chcą sięgnąć, to i tak sięgają. Oczywiście życzyłbym sobie tego kontekstu twórczego, a nie innego. Ale z tym nie walczę i się nie użalam.

Powiem nieskromnie, że wszyscy wielcy mieli pod górkę z mediami (śmiech).

Czytam biografie znanych ludzi, z nich biorąc z nich przykład, uczę się. Ci, którzy byli wielcy mieli problemy albo na gruncie społecznym, albo politycznym, albo medialnym. Jedni z tym walczyli na różne sposoby, inni nie robili nic. Jedni już nie żyją, inni ciągle grają i są wisienką na torcie wszystkich stacji telewizyjnych. Być może nasz czas jeszcze nie nadszedł. Jesteśmy młodzi, po trzydziestce. Kiedy będziemy facetami po pięćdziesiątce to również będzie się nas inaczej traktować.

Przypominam sobie młodego Krzysztofa Cugowskiego w filmie – zdaje się – „Przepraszam czy tu biją?”, gdzie Budka Suflera grała w tle w jednej ze scen w knajpie. I widzisz… Dlaczego Budka i dlaczego w takim filmie byli ujęci przez reżysera w takim kontekście. Ktoś uznał, że ten zespół ma klimat, by ilustrować opowiadaną hardcore’ową historię z racji czasów, w którym powstawał ten film i poruszany w nim temat. Kiedyś Budka grała muzykę znaczącą, a potem zmienili repertuar może nawet częściowo wbrew sobie.

I teraz są starszymi panami, którzy grali w Carnage Hall i wszyscy śpiewają i tańczą do utworu „Do tanga trzeba dwojga”. Każdy obiera jakąś drogę przykład Budki doskonale to odzwierciedla. Dziś mogę bilansować tylko to, czego dokonałem i co zepsułem. Przede mną jeszcze długa droga. Pewnie jeszcze nie raz zaskoczę i będą problemy, ale i masa sukcesów, zabawy i dobrej passy jak teraz i dobrej prasy po tym artykule (śmiech).

NA FILM JEST JESZCZE CZAS

 

– Peja odnalazłby się w roli jurora w talent show? Poprowadziłby program, zagrał policjanta w serialu?

Peja: – Hehe… Bywały propozycje stacji komercyjnych na jurora w talentshow, do udziału w różnych programach od Big Brothera, po inne wygłupy na antenie. Czyli jednak próbują mnie przyciągnąć, wykorzystać mój wizerunek. Konsekwentnie z tego rezygnuję, bo nie jest mi to do niczego potrzebne. Oczywiście jestem w stanie rozważyć każdą propozycję, jeśli tylko będzie ona miała związek z moją działalnością a nie utrwalaniem i sprzedawaniem twarzy. Bycie jurorem to policzek w twarz dla fanów. A ja nie chcę stracić ani fanów, ani twarzy.

Jeśli zadzwoniliby na przykład z publicznej Dwójki, że chcą zarejestrować nasz koncert by później go wyemitować – jak to miało miejsce blisko 10 lat temu to ja to chętnie zrobię. Nawet jeśli używamy niecenzuralnych wyrazów, to telewizja sobie z tym poradzi, jak to miało miejsce z Hip-Hop Opolem 2003, 2004. Propozycji jest mnóstwo. Jeśli jest sensowna to dlaczego z niej nie skorzystać. Kiedyś robiłem na przykład dubbing do kreskówki. W domu leży kilka scenariuszy, czytuję co nieco.

Ale na film jest jeszcze czas. Facet, jak jest młody to ma niewiele do zaproponowania. Jeszcze trzeba mieć warsztat jak Bogusław Linda, czy Marek Kondrat na przykład. Oczywiście gdy byli młodsi to bronili się talentem, ale ich ogląda się lepiej dopiero we współczesnych czasach jako dojrzałych, starszych facetów.

A z działki muzycznej? Kiedy Panas zagrał w filmie? Stosunkowo niedawno. Maleńczuk dopiero jakoś teraz. To są faceci, którzy są ode mnie o 15 lat starsi. Nigdzie więc się nie spieszę. Teraz skupiam się na tym, żeby nowy krążek zdemolował OLiS i nic się nie stanie, jeśli to nam nie wyjdzie, jak w przypadku nominacji do Fryderyków za zeszły rok. Postanowiliśmy zgłosić nasz album po bardzo długiej przerwie a mianowicie po odebraniu Fryderyka za „Na legalu?” Brak nominacji przyjmuję z godnością ale i też z pewnym uśmiechem politowania. Ale bez spiny. Robimy swoje.

NIEZALEŻNOŚĆ, BEZKOMPROMISOWOŚĆ, AUTENTYZM

 

– Twoje płyty kupują i słuchacze w okolicach trzydziestki i bardzo młodzi ludzie, nastolatkowie. To właśnie dla tych młodszych jesteś idolem z krwi i kości. Oni są zapatrzeni jak w obrazek. Pewnie będą chcieli Ciebie naśladować.

Peja: – I bardzo dobrze, niech naśladują. Sam też miałem idoli i ich naśladowałem. Nie byłbym dziś w tym miejscu, gdyby nie amerykański rap. Też byłem zapatrzony w konkretnych wykonawców, wierzyłem im, kupowałem ich płyty, oglądałem klipy. Robiłem wszystko, żeby stać się częścią kultury hip-hopowej i stałem się.

I powiem tobie, ze nadal kupuję płyty mich ulubionych wykonawców, oglądam klipy, nadal im wierzę. Jeżeli jakaś część mnie przemawia do młodych ludzi, to oczywiście niech czerpią pełnymi garściami, będą lepszymi ludźmi. Chodzi mi o takie cechy jak niezależność, bezkompromisowość, autentyzm. Z jednej strony twarda postawa, a z drugiej dobroczynność, z której też się wywiązujemy, ale nie reklamujemy tego.

Skoro ja – sierota, człowiek wywodzący się z nizin społecznych, który nie miał z czego i gdzie żyć, radzi sobie do dziś, bo nie miał innego wyboru, osiągnąłem sukces, to inni też mogą. Młodzi ludzie żyjący w normalnych rodzinach, mają wszystko, czego potrzebują, mają perspektywy na przyszłość. Potrzebują może jednak jakiegoś impulsu do działania. Jeśli ja im to daję, to czekać tylko na ich sukcesy. Dla mnie podobnych mój przykład stanowi swego rodzaju nadzieję na lepsze jutro.

– Może mają wszystko, ale jednak czasy są ciężkie.

Peja: – Obecne czasy do łatwych nie należą, choć sam też w łatwych nie żyłem, bo na transformacji się nie dorobiłem. Byłem na to za młody, zabrakło mi 4-5 lat do pełnoletności. Nie mogłem więc robić złotych interesów, nie mogłem stać się jakimś oligarchą (śmiech). Poradziłem sobie inaczej. Teraz mogę budować swój biznes, na tym, co z powodzeniem przyswoiłem. Na wiedzy, doświadczeniu, możliwościach. Pokazuję, że jeżeli tylko chcesz, to możesz osiągnąć wyznaczone cele spełnić marzenia. Jednak trzeba pamiętać, że nie wszystko nam w życiu wyjdzie. Jeżeli mnie spytasz, czy mam to co chciałem, to odpowiem, że na pewno po części tak. Każdy jednak ponosi jakąś cenę, mam swoje gorsze i lepsze dni. Nie można być zawsze ze wszystkiego zadowolonym, albo ciągle mieć wszystkiego mało.

Wiem, że raperzy są jakimś wzorcem, dają jakiś przykład. Nasze kawałki mają swoją treść, przesłanie. Ludzie czują się lepiej, kiedy wychodzą z naszych koncertów, kiedy potem idą do pracy, do szkoły. Z czasem okazuje się, że mówią: stary, przy tym kawałku poznałem swoją przyszłą żonę albo się oświadczałem. Ludzie z naszymi utworami wiąże wiele historii życiowych. Mówią, że zrobiliśmy coś fajnego, pozytywnego na przekór tym, którzy twierdzą nie zagłębiając się w temat, że to patologia, szerzenie nienawiści.

– Nakłanianie do sięgania po nielegalne używki…

Peja: – W moich tekstach tego nie uświadczysz. Przeszedłem na drugą stronę. Nie zamierzam piętnować, nie wytykam palcem, bo mi nie wypada. Nie uważam, że prowadziłem się jakoś super. Choć też nie wyglądam na emeryta, dziadka, zniszczonego gościa. Albo więc się świetnie konserwuję, albo jednak było coś pod tą moją czaszką już wtedy (śmiech).

Nie uważam, że jakieś kawałki są w stanie nakłonić kogoś do złych rzeczy. Sam słuchałem amerykańskiego gangsta rapu naszpikowanego „fuckami”, kontrowersyjnymi zwrotami na temat przemocy, życia w slumsach, czy totalnej wojny z systemem, policją, FBI, CIA. I takie coś ze mnie wyrosło. Jeśli będzie więcej takich ludzi, jak ja to myślę, że jednak nasz kraj będzie fajniejszy, że razem będziemy mogli walczyć z systemem i komentować sytuację społeczno-polityczną. Nikt nam tego nie zabroni, a dobrze wiemy, że są ludzie, którzy chcą nam zamknąć usta.

I tu wracamy do pytania, dlaczego nie ma nas w tych mediach, o których wspomniałeś. Showbiznes też jest podporządkowany partiom politycznym, a wielu nie ma o tym pojęcia. Jeżeli jesteś apolityczny, albo się wychylasz to nazywają Cię aspołecznym. Nie wszystkie drzwi otworzysz.

ZARABIAM, BO CIĘŻKO PRACUJĘ

 

– Twoi przeciwnicy zarzucają Ci też, że jak kiedyś nie miałeś kasy, to byłeś prawdziwy, a jak na muzyce się dorobiłeś, więc jesteś ten zły. Czy musi być tak, jak śpiewał kiedyś Kazik Staszewski, że wiarygodny jest tylko artysta głodny?

Peja: – Kazik bardzo często sięga po ironię i jest w tym świetny. Lubię jego styl, bo nie jest agresywny w przekazie, a humorystyczny i krótkim tekstem trafia w punkt.

– Na ostatniej płycia „Reedukacja”, niejako tłumaczysz się z tego, że zarabiasz i nie ma w tym nic złego. Takie teksty są potrzebne?

Peja: – Zarabiam na rapie od połowy lat dziewięćdziesiątych. Czyli praktycznie od początku. To jest długofalowy stan. Zarabiam dlatego, że ciężko pracuję i sam nikomu nie zaglądam w kieszeń. Jeśli ktoś chce zarabiać pieniądze w danej dziedzinie, to niech posmakuje tego chleba. Czy to jest łatwy chleb, jak to się niektórym wydaje i czy na niego zasługują. Nikomu nie bronię osiągnięcia sukcesu. Jak mówiłem, jeśli będzie więcej takich osób jak ja będziemy lepsi, bo będzie więcej ludzi sukcesu. Sam się za taką osobę uważam. Mam zdrowe podejście to tego tematu i w wielu tekstach mówiłem: spróbuj wejść w moje buty.

Możemy przeprowadzić taki eksperyment, jak to bywa w filmie, gdzie ludzie zamieniają się ciałami, życiami lub umysłami. Bądź jeden dzień mną – Peją. Zobaczymy, czy sobie poradzisz. Co zrobisz, czego nie, jakim będziesz człowiekiem, jaki popełnisz błąd. Czy będziesz sobą, czy odbije Ci sodówa, a może się zaćpasz, albo skończysz w wariatkowie.

Ludziom jest łatwo oceniać z perspektywy miękkiego fotela przed telewizorem mówiąc: za co oni te pieniądze dostają. Przecież nikomu nie zabraniam odniesienia sukcesu i nie zmuszam do kupowania moich płyt i biletów na koncerty.

Możemy sprzedać od 30 do 50 tys. egzemplarzy jednej płyty, ale gdybym uprawiał agresywny marketing to pewnie i 100 tysięcy byśmy sprzedali. Tak, jak to robią inni mocno wspierani marketingowo i promowani, społecznie akceptowalni artyści mogą osiągnąć coś więcej. Potem wszyscy o nich zapominają. Kwestia sezonu. A my robimy swoje, niezmiennie. To jest klucz do sukcesu: ciężka praca, trochę talentu, autentyczność i szczerość. Nie robimy takich samych płyt. Kolejna nie będzie ulepszoną wersją „Reedukacji”. Karmią nas ci, którzy nam zaufali. A ci, którzy mówią inaczej, nigdy z naszą twórczością się nie zderzyli. Sięgają po informacje tam, gdzie najłatwiej je znaleźć.

– Na kozaczku i pudelku…

Peja: – No właśnie. Nierzetelne, zasłyszane, przekręcone. I tak naprawdę tymi ludźmi nie jesteśmy się w stanie nawet przejąć. Problem tych ludzi przywołują jakieś wywiady, jak my teraz rozmawiamy. Jesteśmy skupieni zupełnie na czym innym. Jeżeli chcesz się dowiedzieć o sobie prawdy, to nie szukasz jej w internecie. Pytasz przyjaciela, albo rodzinę. Spotykam się więc z fanami.

– I potrafią powiedzieć szczerze, że ten Twój utwór jest fajny, a inny na przykład nie bardzo Ci wyszedł?

Peja: – Dokładnie. Część ludzi jednak zbyt emocjonalnie do tego podchodzi, chciałaby kreować nasz wizerunek i wpływać na to. Mówią więc: tego nie rób, a w takiej czapce nie chodź. Pieprzyć to, jak Ci się nie podoba, to Ty masz problem. Nie będę się ubierał w to, co sobie życzysz, albo nie będę mówił to, co byś chciał usłyszeć. Chcemy być sobą i sobie robić dobrze. Jeśli to odpowiada też innym to super. Większość artystów na rodzimym rynku, robi coś pod target, są produktem.

Ci sami od lat kompozytorzy przynoszą im taką samą muzykę. To jest denne, słabe, podrobione z Zachodu i to takiego sprzed 10 lat. To samo jest w filmie, czy innych gałęziach przemysłu. I to nie zagryza. Widzimy więc utalentowane wokalistki, które po dwóch trzech latach występują w nowej odsłonie. Fryzura nowa, nowy wizerunek, a w muzyce nadal koszmar. Szkoda.

A producenci hip-hopowi? Robią wspaniałe rnb, soul, jazz, minimal, dubstep, szeroko pojętą muzykę klubową, która wywodzi się od nas. Gdyby tylko nasza społeczność miała okazję współpracować z takimi artystkami jak Edyta Górniak, czy Natalia Kukulska to myślę, że i one by na tym zyskały, i sam hip-hop awansowałby wyżej.

A tak kreuje się hip-hop jako coś, co odtwarza się z taśmy, kradnie muzykę innym, żeby stworzyć własną. Mówi się, że nie jesteśmy w ogóle artystami, że nie potrafimy śpiewać, tylko gadamy. Nazywa się nas analfabetami, a jak by się przyjrzeć bliżej, to okazuje się, że to zupełnie inaczej.

KAŻDA EPOKA MA SWOJĄ MUZYKĘ

– Może niech chociaż spróbują tej muzyki posłuchać?

Peja: – Zgadza się. Współpracujemy i z muzykami rockowymi, i ze sceną reggae. Jesteśmy mocnym nurtem, a próbuje się z nas zrobić po prostu punk lat 80-tych. Powiedzieć, że jesteśmy antysystemowi, źle wyedukowani, nic nam się nie chce, jesteśmy brutalni. Każda epoka ma swoją muzykę, ale w przypadku hip-hopu trzeba mówić niestety, bądź stety, już o dwóch dekadach. Mi też w przyszłym roku stuknie dwudziestka, jak założyłem swój zespół. I wtedy już byli raperzy i grafficiarze, i tancerze breaka, także w Koszalinie.

STARA-NOWA PŁYTA

– Właśnie… Ostatnimi laty dość regularnie zaglądasz na Pomorze, do Koszalina. W Mielnie w wakacje przynajmniej jeden koncert musisz zagrać.

Peja: – Koncerty w Mielnie to w zasadzie jest nowość. Gramy tam dopiero od dwóch sezonów. Nadrabiamy stracony czas, bo chyba jako jedna z ostatnich ekip hip-hopowych zagościliśmy w klubie „Bajka”. W zasadzie rzadko jeździmy na koncerty w takim letnim terminie, bo wolimy wypoczywać. Stać nas.

– Ale warto zagrać w Mielnie?

Peja: – No pewnie, że warto. Lubimy amfiteatry w Kołobrzegu i Koszalinie. W pamięci zapadł mi koncert z 2009 roku. To był wspaniały koncert. To był chyba najlepszy koncert jaki zagrałem w Koszalinie, a w tym amfiteatrze zagrałem ich już kilka w ostatniej dekadzie. Ale była też Kreślarnia no i wcześniej Kwadrans. To wszystko fajna historia. Pamiętam pełen Kwadrans ale i też pustą Kreślarnię. Całe szczęście dwa lata później Kreślarnia się zapełniła.

– Teraz w Koszalinie co zagracie?

Peja: – Przede wszystkim utwory z naszej nowej-starej płyty, bo „Reedukacja” została wydana w marcu zeszłego roku, a my ją dalej z powodzeniem gramy. Oprócz tego też przekrój utworów z poprzednich płyt i kawałki solowe. Mamy przygotowany dynamiczny świetny program naszpikowany hitami. Sprawdza się wszędzie. W Koszalinie powinien wypalić, bo w Kreślarni nie byliśmy chyba już z pięć lat.

Każdy koncert też jest trochę inny. Mamy sztywną setlistę, ale też za każdym razem coś dokładamy, coś skreślamy, zmieniamy zwrotkę itp. Na niektóre utwory decydujemy się po konfrontacji z publicznością. Ona też decyduje o kształcie koncertu, o poziomie energii. Jak jest odzew, to unosimy się sami.

– Wasz koncert może się obyć bez hitów takich jak „Głucha noc”, „I nie zmienia się nic”, „Hip-hop”?

Peja: – Jasne, że wyobrażam sobie taki koncert. Graliśmy koncerty bez tych utworów i nic się nie stało. Ale chętnie sięgamy po nie, odkurzamy je, bo mamy do nich sentyment. To one wprowadziły nas w przemysł muzyczny na dobre. Był czas, kiedy się trochę przeciw temu buntowaliśmy, bo chcieliśmy wyskoczyć z tej szufladki.

Ale graliśmy koncerty z samymi mniej znanymi utworami. Graliśmy też koncerty, które składały się z samych singli, do których powstały teledyski. Teraz będzie trochę hitów i trochę tych mniej popularnych utworów.

 Pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

4 komentarze do “Peja: Jestem tylko muzykiem z krwi i kości, który spełnia swój sen [wywiad]”

  1. al baakir napisał(a):

    Z tego co przeczytałem… masz w dupie fanów

  2. gramuzyka napisał(a):

    Z tego, co ja przeczytałem to nie ma w dupie fanów, tylko tych, którzy chcą mu dyktować, co ma mówić, robić, albo co ma nosić, albo nie nosić… Ty lubisz, jak ktoś chce Ci coś dyktować?

  3. sraniewbanie napisał(a):

    peja? kolejny który rymuje: daj mi bit bo jestem z bloków a rap jest we mnie?

  4. gramuzyka napisał(a):

    O! w którym utworze?