platforma blogowa portalu głos koszaliński

Najlepszy album/singiel w kategorii rock/metal 2012

 Wybór najlepszego albumu i singla 2011 w kategorii rock/metal to nie bułka z masłem. Ten rok pokazał, że mocna muzyka gitarowa jest ciągle żywa, więc żeby nie mieć problemów z wyborem tej jednej płyty, jednego utworu, wolałbym stworzyć składankę Best of rock/metal z mijającego roku.

Djerv

Djerv

Na pewno znalazłby się na niej utwór Behemtoha. Na pewno koncertowy, bo Nergal po wygranej walce z białaczką wrócił na scenę i jesienią zagrał pierwsze koncerty. Od razu wytłumaczę, że co prawda w 2011 Behemoth nie wydał nowej płyty (pojawił się tylko teledysk do utworu „Lucifer”), to sam muzyczny powrót Nergala zasługuje na wspomnienie przy podsumowaniu minionego roku.

(Przy okazji powrotów warto też dodać, że na scenę wrócił – choć tylko na chwilę – Illusion, Tuff Enuff oraz Flapjack /te dwa ostatnie zespoły zdecydowanie na dłużej – w planach są płyty…)

Przy okazji deathmetalu warto też wspomnieć o ostatniej płycie Vadera „Welcome To The Morbid Reich”. Ultramocna, brutalna, z dużą liczbą solówek. Peter i jego muzycy pokazali, że są w formie.

Na moim best of 2011 powinny się także znaleźć utwory z Czerwonego Albumu Comy i z ostatniej płyty Kazika Na Żywo. Co prawda jeszcze do niedawna nie należałem do fanów Comy, ale ten krążek ewidentnie im wyszedł. Zasługują więc na uwagę każdego fana polskiej muzyki gitarowej. Obie płyty sprzedają się zresztą świetnie. Krążek Comy pokrył się Złotem, a KNŻ – Platyną.

I to chyba tyle, jeśli chodzi o muzykę z polskim rodowodem.

To teraz muzyka z zagranicy. Na moją składankę z 2011 roku muszą trafić metalowcy, wirtuozi, mistrzowie gry na ośmiostrunowych gitarach – czyli Animals As Leaders i choć jeden utwór z płyty „Weightless”. Nie zapominam też o postgrunge’owcach z Arms Of The Sun. Ich album miał zostać wydany w 2010 roku, ale ukazał się ostatecznie dopiero w wakacje tego roku.

Były też w tym roku dwie płyty, które zdecydowanie poprawiały mi humor. To album „Junk Of The Heart” brytyjskich indierockowców z The Kooks oraz „Killer Sounds” zespołu Hard Fi, także z Wysp. Obie kapele zaserwowały rock z mnóstwem pozytywnej energii.

Był jeszcze bardzo dobry album Maynarda Jamesa Keenana i jego Puscifera – „Conditions Of My Parole”, choć powiem szczerze, że cały 2011 rok czekałem na nowy album Toola. Nie doczekałem się. Może w 2012 roku?

Ufff… I przechodzę do meritum. W wąskim gronie najlepszych krążków 2011 roku widzę przede wszystkim album „Dualism” holenderskiego zespołu Textures. To metalcore’owe, technicznie pod każdym względem dopracowane moje odkrycie tego roku.

No i jeszcze świetny debiut Djerv – kapeli z Norwegii z rewelacyjną Agnete na wokalu. Ich muzyka to szeroko pojęta muzyka rockowa, z elementami gothic rocka i metalu, ze świeżym podejściem do tych gatunków muzycznych. Ten krążek jest według mnie najbliżej idealnego albumu 2011 w kategorii rock/metal.

A co z singlem? Tu też był kłopot. Szukałem czegoś mocnego, metalowego, a jednocześnie melodyjnego. W końcu się jednak udało. To „Curl Of The Burl” zespołu Mastodon z ich płyty „The Hunter”. Ten utwór zdecydowanie powinien rozpoczynać moją składankę złożoną z tego, co najlepsze w rocku i metalu z 2011 roku. Posłuchajcie!

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=lAihDAJX8Ow&ob=av2e[/youtube]

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

2 komentarze do “Najlepszy album/singiel w kategorii rock/metal 2012”

  1. fiodor napisał(a):

    Noo! Obscure Sphinx. Wg wielu odkrycie 2011 roku na całej polskiej scenie metalowej. Ja sam jakoś specjalnie do tej płyty nie wracam, bo to nie moje klimaty, ale warto by było wspomnieć, bo nawet ja zwróciłem na to uwagę. Poza tym Biało-Czarna to też bardzo miłe dla mnie zaskoczenie od Kostrzewskiego, spodziewałem się deczko innej płyty, a tu kawał dobrej roboty od Kata. Odkąd wygrałem w Kuźni Kazika też jego płytka nie wychodzi z odtwarzacza 🙂 Poza tym Saxon, Venom, Crowbar, Assasin. Nooo i najlepsza płyta z 2011, o której wspomniałeś czyli Peter i jego nowa ekipa. Singiel też z tej płyty – Decapitated Saints. Pozdrawiam 😉

  2. gramuzyka napisał(a):

    Powinienem dodać, że przeglądu dokonuję zawsze subiektywnie, zawsze na podstawie tego, co w ciągu ostatniego roku słyszałem osobiście, co mi się spodobało, co mnie powaliło na kolana. Vader mnie zmiażdżył, to fakt, ale Djerv – świetne granie, świeże. Textures i Mastodon też świetne płyty nagrały. Obscure Sphinx nie słyszałem, ale postaram się nadrobić. Saxon, Venom, nigdy mnie nie kręciły (Saxona nawet próbowałem słuchać), Crowbar doceniam – faktycznie baaardzo dobra płyta. To powinieniem też wspomnieć jeszcze o Unto The Locust – Machine Head. Podobnie jak na poprzedniej płycie, bez rewolucji, ale dobrze się słucha. PZDR