platforma blogowa portalu głos koszaliński

Julia Marcell „June”. Nieoczekiwana zmiana stylu [recenzja]

Julia Marcell przygotowując swoją płytę „June” nie poszła na łatwiznę. Swoim – zdziwionym zapewne – fanom zaserwowała zmianę stylu o co najmniej 90, jeśli nie 180 stopni.

Julia Marcell - June

Julia Marcell - June

Bo jak tu nie być zdziwionym skoro pierwsza płyta „It Might Like You” była mocno klimatyczna, stonowana, nastrojowa nagrana „na setkę” z użyciem tylko i wyłącznie żywych analogowych instrumentów: fortepianu i smyczków. Natomiast na „June” otrzymaliśmy totalną zmianę brzmienia i mnóstwo elektroniki!

Już „Matrioszka” 1. singiel zapowiadający płytę mógł dawać fanom do myślenia. Co prawda słychać w nim analogowe instrumenty: flet, bas, czy smyczki, ale sprawiają wrażenie cienia na tle elektroniki, czy też elektronicznie przetworzonych „żywych” dźwięków. No i w tym wesołym (?!) utworze bardzo wyraźnie zaznaczona jest perkusja, a na „It Might…” praktycznie nie występowała.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=o3V3SIoBw94&ob=av3e[/youtube]

Perkusji, bitów i rytmów na „June” jest tyle, że jeden perkusista często nie byłby w stanie ich zagrać, co stwierdzili  sami producenci albumu podczas pracy z Julią nad aranżami utworów. W tytułowym „June” ta perkusja jest też mocno techniczna, zmodyfikowana brzmieniowo. Z kolei w „CTRL” mamy już do czynienia niemalże z baunsowym bitem. Ten utwór jest zdecydowanie taneczny z „klaskami” zamiast werbla i cały brzmi jakby był zrobiony na samplerze z mnóstwem brzmień, sfer, przeszkadzajek i plumków.

Na swojej drugiej płycie Julia bawi się nie tylko brzmieniem i rytmem, ale także wokalami. Jedna linia wokalu często jej nie wystarcza. Musiała więc też rozbudować chórki, co słychać m.in. na „June”, „I Wanna Get On Fire”, czy „Crows”.

To całe nagromadzenie elektroniki, mieszanie jej z żywymi instrumentami i świetny, klimatyczny wokal Julii Marcell nasuwa dość konkretne skojarzenia z niektórymi muzykami, z Bjork na czele. Utwory „Gamelan”, czy „I Wanna Get On Fire” oddają to chyba najlepiej.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=rjixmcmaDH8[/youtube]

Jeśli ktoś jednak tęskni za starą Julią Marcell znaną z debiutanckiej płyty, to powinien włączyć sobie choćby „Since”, albo „Echo”. W tych utworach jest zdecydowanie więcej fortepianu i smyków, a elektronika, jeżeli już została do nich zaprzęgnięta, to jest (prawie) niewyczuwalna.

Zresztą w ostatecznym rozrachunku muszę przyznać, że mimo tych wszystkich nowości i zmian w kierunku muzycznym, to ciągle słychać tu, że to płyta Julii Marcell, a nie innej artystki.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=4_QjUQyihHc[/youtube]

Nie bójcie się więc tej elektroniki, bo to elektronika bardzo przysiadalna, momentami może mocna, to najczęściej robi świetny intymny, spokojny klimat. Właśnie „I Wanna Get On Fire” jest przykładem na taką bardzo nastrojową, nieco trip-hopową balladę. Wszystko więc jest  dobrane w odpowiednich proporcjach. Po prostu SUPER!

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

Komentowanie wpisu jest wyłączone.