platforma blogowa portalu głos koszaliński

Brookes Brothers „Brookes Brothers”. Pełnometrażowy debiut Phila i Dana [recenzja]

Album, o którym za chwilę to pełnometrażowy debiut Brookes Brothers. Nie oznacza to jednak wcale, że są żółtodziobami na scenie drum n’ bassowej. W „resorcie” działają już od 2002 roku, choć prawdziwy początek kariery braci Dana i Phila Brookes z Londynu datuje się na 2006, a nawet 2008  rok, kiedy to wypuścili w świat single „Hard Knocks” i „Tear You Down”, które zostały docenione przez środowisko i fanów DNB.

Brookes Brothers

Brookes Brothers

Na swój pierwszy longplay czekali jeszcze kilka lat. Ten zatytułowany po prostu „Brookes Brothers” pojawił się całkiem niedawno, w 2011 roku.

Przejdźmy więc do samego albumu. Wielkim znawcą i ultrafanem tego rodzaju muzyki może nie jestem, ale wiem, co mi się podoba, a co nie. A ten album – mogę to zdecydowanie napisać – jest dobry! Słuchałem go najczęściej późno w nocy ze słuchawkami na uszach i trudno mi było spokojnie leżeć przy tej muzyce (tu od razu zdziwionym tym, że takiej muzyki słucham do poduszki, dorzucę jeszcze, że najczęściej zasypiam przy death metalu).

Pierwszy utwór „Beautiful” zaczyna się całkiem spokojnie, ale bracia Brookes na mocarny dnb bit nie każą długo czekać. I wtedy zaczyna się taneczna jazda (w moim przypadku na leżąco, w łóżku). Choć to zdecydowanie drum n’ bassowy numer, to mam wrażenie, że momentami przechodzi w stary zapamiętany z lat 90-tych rave.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=fM42FUk1V4o[/youtube]

Ale jeśli jakoś jeszcze przy tym utworze udawało mi się jakoś wytrzymać z rytmicznym poruszaniem kończynami, to przy następnym wydawało się to już niemożliwe. „Paperchase” to rewelacyjny parkietowy wymiatacz ze świetnymi klawiorami, głębokim basem i pociętą, samplowaną wokalizą . Nie ma się co jednak dziwić, skoro swoje paluchy maczał w nim Danny Byrd. Takich tanecznych utworów na debiucie BB znajdziecie więcej, choćby instrumentalne „Snowman” i „The Big Blue” w drugiej części płyty.

Największe wrażenie na mnie zrobił jednak „Warcry” na hardcore’owym mrocznym, ultraszybkim bicie. Ten kawałek dość oszczędny w dźwięki z arcyciekawymi męskimi i żeńskimi wokalizami, takimi etnozawodzącymi (coś na kształt modłów afrykańskich) po prostu miażdży! Zresztą posłuchajcie sami!

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=FOS9-USZVuE[/youtube]

Przy tym numerze na bank da się tańczyć, ale jak ten taniec może wyglądać?! Megapower!

Oprócz takich szybkich numerów na „Brookes Brothers” można też znaleźć coś spokojniejszego. Do takich utworów należy np. bardziej chilloutowy  „Souvenir”, albo „Corpse Bride” – numer na wolniejszym, ale ciągle klubowym bicie.

I jeszcze na koniec słówko o ciekawostce na tej płycie. Mowa o „In Your Eyes” z gościnnym udziałem Johnny’ego Osbourne’a, w którym reggae i dub miesza się mocną elektroniką. Ten numer jest po prostu CZAD!

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=QXqmSRdlaZU[/youtube]

Życzę miłego słuchania, jeśli nie na imprezie, to chociażby tuż przed snem!

http://www.myspace.com/brookesbrothers

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

 

 

Komentowanie wpisu jest wyłączone.