platforma blogowa portalu głos koszaliński

Wojciech Wojda [Farben Lehre]: – Jakoś mało bojący jestem [wywiad]

Wojciech Wojda, 45-latek od 25 lat zajmujący się muzyką. Lider zespołu Farben Lehre. To rozmowa właśnie o 25 latach na scenie. O sukcesach, o błędach, o Jarocinie. I nie tylko.

Farben Lehre - źródło: farbenlehre.plocman.pl

Farben Lehre - źródło: farbenlehre.plocman.pl

gramuzyka: – 25 lat na rockowej scenie to nie lada wyczyn. Jak Wam się to udaje?

Wojciech Wojda: – Głównie dzięki temu, że w swojej działalności kierujemy się konsekwencją, wiarą w siebie, a przy tym podejmujemy właściwe i szybkie decyzje. Najpierw trzeba zadać sobie pytanie czy muzyka jest tym, co chcemy robić w życiu? Jeśli tak, to trzeba uparcie, z zapałem dążyć, aby tak się stało. Ponieważ moim życiem w dużym stopniu stała się właśnie muzyka, dlatego w pewnym momencie zrezygnowałem ze swoich studiów. Ktoś inny rzucił dla kapeli pracę, a jeszcze inny odwrotnie – odszedł z Farben Lehre, aby podjąć „normalną” pracę. Czasem trzeba stawać przed trudnymi wyborami.

gramuzyka: – Czy z okazji jubileuszu robiliście jakieś podsumowania? Bilans zysków i strat?

Wojciech Wojda: – Typowego bilansu zysków i strat nie robiliśmy. Raczej zastanawiam się nieraz, czy warto było podejmować pewne decyzje, czy były one faktycznie słuszne. W końcu ponad połowę swojego życia poświęciłem zespołowi Farben Lehre. Myślę sobie, że warto było to zrobić i oto cała istota rzeczy. A co do jakiś wniosków, jakiś błędów? Być może pewne ruchy kadrowe w zespole można było dokonać szybciej, wcześniej zakończyć współpracę. W sumie praktycznie każda zmiana wnosiła coś nowego i kreatywnego. Kiedy jakaś gałąź zaczyna usychać, to się ją odcina, lecz ja miałem czasem problem z podejmowaniem kategorycznych decyzji personalnych.

Ostatnio rozważałem czy wybranie takiej, a nie innej nazwy było właściwym posunięciem? Zainspirował mnie jeden z dziennikarzy, który o to zapytał. Stwierdził, że jest trudna do zapamiętania i że z taką nazwą na pewno było się trudno zespołowi przebić. Jednak z perspektywy czasu uważam, że wybór był słuszny…

No i zastanawiałem się również, czy występy w niektórych programach telewizyjnych były nam naprawdę potrzebne. W ogólnym rozrachunku wyszło, że nie były to jednak decyzje chybione.

gramuzyka: – A co jest największym sukcesem Farben Lehre? Poza tym ćwierćwieczem na scenie oczywiście.

Wojciech Wojda: – No właśnie akurat to przetrwanie 25-lat w dobrej formie jest naszym największym sukcesem. A co poza tym? Fakt, iż ciągle mamy swoją publiczność i nie składa się ona cały czas z tych samych ludzi, lecz zmienia się z biegiem lat. Zdecydowanie młodnieje… To chyba oznacza, że jesteśmy ponadczasową kapelą, wywodzącą się z miasta na Mazowszu i mającą zdecydowanie jarociński rodowód. (zespół wygrał ten festiwal w 1990 roku – dop. aut.).

Sukcesem są też niewątpliwie koncerty u boku największych kapel ze sceny punkowej, takich jak Die Toten Hosen, GBH czy Exploited. Podczas koncertu w Białymstoku, perkusista U.K. Subs grał na naszej perkusji (z napisem Farben Lehre), co wspominam z dużym rozrzewnieniem.

A największy i najważniejszy nasz koncert? Ten na Przystanku Woodstock, kiedy graliśmy dla kilkuset tysięcy ludzi…

gramuzyka: – Wspomniałeś o festiwalu w Jarocinie. Jak wypada porównanie tej imprezy z 1990 roku i z 2011?

Wojciech Wojda: – Z jednej strony nowy Jarocin jest lepszy, a z drugiej gorszy, niż ten kultowy sprzed lat. Obecny festiwal jest bardzo profesjonalnie zorganizowaną imprezą, na której wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Z kolei „stary” Jarocin odbywał się na wariackich papierach, w dużym chaosie, był taką esencją punk-rocka. Ten bałagan organizacyjny w sumie miał swój urok, ale ostatnio sam nie lubię bałaganu w swoim domu. Aczkolwiek festiwale z lat 80-ych i 90-ych miały swój niepowtarzalny klimat, były jedynym w swoim rodzaju świętem muzyki. Natomiast dzisiejszemu Jarocinowi brakuje już tego uroku. Stał się jedną z wielu tego typu imprez, choć perfekcyjną pod względem logistyki.

Najgorsze jest jednak to, że aktualnie młode kapele, grające w konkursie są niewłaściwie traktowane. Występują w przerwach między gwiazdami, na jakiejś błyszczącej przyczepie. Co prawda jest bardzo fajna, nagłośnienie daje radę, ale wywodzę się z jarocińskiej szkoły i sam, będąc młodą kapelą źle bym się czuł, grając w taki sposób. Coś na zasadzie: gwiazda skończyła grać, więc teraz, jak nie macie co robić, możecie skoczyć do Red Bulla i posłuchać sobie młodziaków. Lekka żenada. W minionych latach wzięcie udziału w konkursie było dla historii wielu zespołów bardzo ważnym wydarzeniem.

Reasumując uważam, że można sięgnąć po najlepsze aspekty ze starego oraz nowego Jarocina i zrobić naprawdę wartościową, niepowtarzalną imprezę.

gramuzyka: – Jesteście w wielkiej trasie koncertowej obejmującej w sumie kilkadziesiąt koncertów. Zagracie między innymi w Koszalinie (23 października) czy Szczecinie (5 listopada). Jaki jest odbiór tych koncertów?

Wojciech Wojda: – Tegoroczna jesienna trasa to w sumie 50 koncertów: 25 w ramach jubileuszu i 25 pod szyldem Punky Reggae Live. Jeśli chodzi o same koncerty, to oprócz ewidentnej młodzieży, przychodzi na nie sporo starszych słuchaczy, takich po 30-stce. Młodsza publiczność jest zazwyczaj bardziej żywiołowa, bawiąca się, a ta starsza – zamienia się w stojących, acz uważnych słuchaczy. Wiek jednak nie ma znaczenia – liczy się duch, energia czy radość odczuwania muzyki…

Pamiętam, jak na jednym z naszych koncertów podszedł do mnie koleś, tak na oko dwudziesto-kilkuletni i stwierdził, że kiedyś to on nas słuchał, ale teraz już wyrósł z takiej muzyki. Dał mi tym trochę do myślenia i po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że może gość nie tyle wyrósł z naszej muzyki, co może do niej jeszcze po prostu nie dorósł? Wszystko jest kwestią względną…

gramuzyka: – W trasę koncertową zabraliście ze sobą m.in. zespoły Star Guard Muffin z Kamilem Bednarkiem znanym z programu „Mam Talent”, Enej – zwycięzcę programu „Must Be The Music” i kapelę Raggafaya, która też świetnie sobie radzi w tym ostatnim programie. Nie obawialiście się, czy to dobry wybór? Czy ludzie może chętniej przyjdą na koncert tych kapel, a nie Wasz?

Wojciech Wojda: – Od tego trzeba zacząć, że ja jakoś mało bojący jestem, więc nie mam takowych dylematów. Wychodzę z prostego założenia, że w uczestnictwie dobrych zespołów w programach telewizyjnych w zasadzie nie ma niczego złego. Zespół Enej znam od czterech lat i już wtedy zdecydowałem się zaprosić ich na kilka koncertów Punky Reggae Live, bo uznałem że to ciekawe zjawisko. To, że teraz z nami grają jest naturalną kontynuacją tej znajomości. Podoba mi się ich styl muzyczny, taki folk-ska-punkowy. Z kolei Raggafayę, która obecnie nieźle sobie radzi w Must Be The Music, poznałem trzy lata temu, kiedy byli jeszcze zespołem nikomu nieznanym. Od razu doceniłem ich potencjał i płynącą ze sceny pozytywną energię… A Star Guard Muffin stanowi trochę odrębny przypadek. Kamil Bednarek był uczestnikiem programu „Mam Talent”, a dopiero potem zostałem menadżerem jego zespołu. To bardzo utalentowany człowiek, a takich ludzi po prostu trzeba szanować i doceniać. Ma dobre myślenie o muzyce, tworzeniu, ciągle poszukuje, a fakt, iż wystąpił w telewizji tego akurat nie zmienił. Zaproszenie wymienionych zespołów na kilka koncertów trasy jest sygnałem łamania pewnych stereotypów myślenia. Idea Punky Reggae ma szukać tego co łączy, a nie eksponować tego, co dzieli poszczególne podmioty.

A czy się obawiam, że ludzie będą chętniej słuchać ich niż nas? Zdarza się, że na ring wychodzą Dawid i Goliat i potem się okazuje, że to Dawid jest Goliatem, a Goliat – Dawidem. Ja pod tym względem nie mam i nigdy nie miałem żadnych kompleksów. Robimy swoje i prowadzi nas przez życie serce i duża wiara w siebie. Sądzę, że w takich konfrontacjach dajemy sobie radę…

gramuzyka: – Na zakończenie… Czego życzyć zespołowi Farben Lehre na 25-lecie?

Wojciech Wojda: – Zdrowia. Ono jest najważniejsze. Cała reszta jest do ogarnięcia

Komentarze (1) do “Wojciech Wojda [Farben Lehre]: – Jakoś mało bojący jestem [wywiad]”

  1. Dziadek napisał(a):

    Nie opuściłem żadnego koncertu w moim mieście i w miarę możliwości w okolicy Mimo 40+ jakoś nie przechodzi ta „choroba” Czasem chyba dla klimatu sie człek wybiera bo będąc na 3 koncertach w ciągu 30 dni 🙂 ciężko mówić o skupieniu na muzyce.Jeszcze raz życzenia dla FL.