platforma blogowa portalu głos koszaliński

Wojciech Cejrowski: Indianie nie znają muzyki [wywiad]

Wojciech Cejrowski, znany podróżnik przyjedzie do Koszalina. 3 sierpnia będzie się można z nim spotkać w kinie Kryterium. Postanowiłem więc jeszcze przed przyjazdem zadać kilka pytań Panu Wojciechowi.

 

 

 

 

 

 

Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski

 

 

 

 

 

 

 

 

Pytałem przede wszystkim o podróże i o muzykę. (Tak, wiem… To blog muzyczny, ale jednak o podróżach i o samym przyjeździe postanowiłem też „porozmawiać”)

gramuzyka: – Słyszałem, że jak na człowieka, który przemierza świat na boso baaaardzo dużą wagę przywiązuje Pan do obuwia: jego jakości, czystości itp. Dlaczego?

Wojciech Cejrowski: – Pierwsze słyszę! To jakieś plotki lub pomówienia. (śmiech) Owszem zakładam buty – zimą, do kościoła (żeby nie obrażać innych), na śluby przyjaciół (bo to oni mają być bohaterami imprezy, a nie bosy facet z telewizji), no i lubię kowbojki, co mi zostało z czasów, gdy prezentowałem w radiu muzykę country. W kowbojkach chodzę na rozmowy handlowe i na manifestacje – bo w kowbojkach człowiek staje się jakiś taki bardziej bojowy.

gramuzyka: – Do Koszalina przyjedzie Pan jednak „na boso”. W jakim sensie?

Wojciech Cejrowski: – Nigdy i nigdzie nie przyjadę „na boso”. Mogę przyjechać „boso” lub „na bosaka”. Wszelkie inne formy odpadają jako niegramatyczne. Język polski jest moim narzędziem pracy i nauczono mnie dbać o porządek w narzędziach. Język polski jest wartością narodową i patriotyczną, a mnie nauczono dbać o te wartości. (od autora: tutaj zdradzę, że pytania zadawałem drogą mailową, dlatego też WC mój błąd wyłapał)

gramuzyka:  – O czym będzie Pan opowiadał? O jedzeniu robaków i małych małp? O życiu erotycznym Indian?

Wojciech Cejrowski: – To jest coś w rodzaju przedstawienia. Mam przygotowany scenariusz, rzeczy na scenie nie dzieją się przypadkowo. Ale ponieważ to jest stand up, zatem sporo zależy od Publiczności, która może mnie… „pociągnąć” w tę, czy inną stronę i wówczas improwizuję. Ale tu znowu – jestem przygotowany. Przygotowany w tym sensie, że staram się przewidzieć w jaką stronę Publiczność może pociągnąć i mam na to przygotowane odpowiednie mini-scenariusze. Ludzie płacą za bilety, to znaczy, że ludziom się należy dużo więcej niż „spotkanie z ciekawym człowiekiem”, na którym autor pije kawkę i odpowiada na pytania z sali.

gramuzyka: – Czy ktoś, kto przeczytał wszystkie Pana książki podróżnicze nie będzie się aby nudził na tym spotkaniu?

Wojciech Cejrowski: – O nie! Ktoś, kto przeczytał wszystkie, a nawet zna je na pamięć, będzie się bawił lepiej od tego, kto mnie zobaczy po raz pierwszy w życiu. Ale obie takie osoby powinny wyjść z sali zachwycone, zaskoczone… O to walczę na scenie. Ludzie, którzy byli na moim występie po raz pierwszy w życiu, zwykle wychodzą kompletnie zaskoczeni – jeszcze czegoś takiego nie widzieli. Spodziewają się zwykłego pokazu slajdów w domu kultury, lub czegoś w rodzaju kabaretu. A tu dostają coś kompletnie nieznanego, czego nawet nie potrafią nazwać, bo na razie nie wymyślono na to polskiego słowa.

gramuzyka: – Czytając Pana książki, oglądając programy w TV ma się wrażenie, że Pan jest ciągle w podróży. Ile tak naprawdę czasu (dni w roku) jest Pan faktycznie w podróży?

Wojciech Cejrowski: – To zależy od Pana. (śmiech) Bo czy dla Pana teraz jestem w podróży, czy w kraju rodzinnym, w domu? Kiedy jadę na kilka miesięcy  do domu w USA, to jestem w podróży? A kiedy na następne kilka miesięcy jadę do domu w Meksyku, to jestem w podróży czy w domu? A w Polsce, kiedy przyjeżdżam na lato, bo mam serię kilkunastu występów na Pomorzu, to jestem w podróży czy nie? Jak ja mam to Panu policzyć i podsumować. W domu, czyli u siebie czuję się w trzech krajach: Polska, USA, Meksyk. Ale kiedy wynajmuje sobie dom na wybrzeżu w Kostaryce, na kilka miesięcy, żeby napisać książkę, to taki dom, na te kilka miesięcy też jest moim domem – mam sąsiadów, odbieram pocztę, jestem u siebie.

gramuzyka:  – A ma Pan taki prawdziwy dom, do którego się chce wracać? I gdzie on jest?

Wojciech Cejrowski: – Mam takie trzy. A gdzie konkretnie nie powiem Panu, gdyż prywatność ma się pod warunkiem, że się o niej nie opowiada publicznie. Ja nie opowiadam. Proszę wybaczyć.

gramuzyka: – Jest Pan znany nie tylko jako podróżnik, pisarz, ale również jako fan muzyki, w szczególności country. Dla wielu Polaków ten gatunek to odpowiednik naszego disco polo. Co chyba nie jest komplementem…

Wojciech Cejrowski: – To nie jest komplementem dla osób, które wygłaszają takie tezy. Porównywanie country do disco polo świadczy o słabym obyciu muzycznym oraz o kompletnej nieznajomości języka angielskiego. Jeśli już country jest do czegoś podobne, to raczej do bluesa, muzyki folk. Ja lubię country za teksty. Melodia jest dla mnie w tym przypadku tylko talerzem na którym może leżeć dzieło sztuki kulinarnej, lub pasztet słowno-muzyczny. Ale ostatnie dziesięć lat mojej pracy w radiu, to nie country, tylko rytmy tropikalne. I tu już prędzej zgodziłbym się na porównania do disco polo.

gramuzyka: – Sam przekonałem się do country dopiero niedawno, po przesłuchaniu soundtracku do filmu True Blood, gdzie można usłyszeć m.in. Jace Everetta, CC Adcock, The Watson Twins, Little Big Town. To dobry zestaw? Po jakiego wykonawcę warto sięgnąć, żeby nie załapać countrowego bakcyla?

Wojciech Cejrowski: – Żeby nie złapać? Hm… Żeby nie złapać bakcyla, to wystarczy pojechać do Mrągowa, kupić bilety na Piknik Country po 160 zeta i się rozczarować, bo na scenie Perfect, a nie country. Piknik Country w Mrągowie, to była kiedyś doskonała impreza. Sprowadzałem im po trzech artystów z USA na każdy Piknik. CODZIENNIE występował przynajmniej jeden Amerykanin z Nashville. A teraz nikt.

gramuzyka: – Dużo Pan słucha muzyki, dużo ma płyt? Z jaką muzyką? (Przywozi Pan sobie jakieś albumy muzyczne z tych egzotycznych państw, w których Pan bywał?)

Wojciech Cejrowski: – Płyt mam wiele nawet jak na średnią radiową wśród kolegów z redakcji muzycznej. Otóż ja mam pełnowymiarową kolekcję country, drugą taką tropical i jeszcze po moim świętej pamięci Tatusiu mam ogromną kolekcję płyt jazzowych. (Ojciec był szefem Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego i twórcą festiwalu Jazz Jamboree.)

gramuzyka: – Może to za dużo powiedziane, ale sam też wydał Pan płytę…

Wojciech Cejrowski: – Tak, EMI poprosiło mnie o ułożenie kompilacji z muzyką latynoską. Trwało to dwa lata, bo strasznie trudno było zdobyć prawa autorskie do wybranych przeze mnie piosenek. To są utwory, które słyszałem przez całe lata we wszystkich chicken busach w Ameryce Południowej. Teraz mam się zabrać za kompilację meksykańską i znowu będzie kłopot ze zdobywaniem praw.

gramuzyka: – A kiedy wybiera się Pan w podróż w głąb dżungli to bierze ze sobą specjalny zestaw płyt na i-podzie, czy innej mptrójce?

Wojciech Cejrowski: – Nawet nie wiem co to są te rzeczy, o których Pan mówi. A do dżungli nie chodzę na wycieczki tylko na wyprawy badawcze. Nie zabieram zbędnych przedmiotów. Cały mój bagaż waży mniej niż 10 kilogramów.

gramuzyka: – Muzyka służy nam przede wszystkim rozrywce, tańcowi, albo relaksowi. A czym jest muzyka dla ludzi dżungli, dla Indian, którzy nie liznęli naszej cywilizacji?

Wojciech Cejrowski: – Zdziwi się Pan. Oni nie znają muzyki. Modlą się nucąc trzy dźwięki w kółko i to wszystko. Kiedy ja sobie śpiewam przed snem „Wszystkie nasze dzienne sprawy” to to jest sensacja. Mimo, że śpiewam kiepsko, schodzą się posłuchać całymi rodzinami. Dla nich melodia złożona z większej liczby dźwięków niż trzy jest… nieskończonością. Są pełni podziwu i nie potrafią powtórzyć melodii za mną.

Czasami ktoś przychodzi i prosi „zrób to dla mnie”. Zrób co? – pytam. No to co robisz wieczorem… W jakim sensie mam to zrobić dla ciebie? – pytam. Bo moja Mama umiera. Zrób to dla mnie przy niej. Żeby lżej umierała. Wtedy śpiewam im, choć nie potrafię dobrze śpiewać.

Pytania zadawał: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

10 komentarzy do “Wojciech Cejrowski: Indianie nie znają muzyki [wywiad]”

  1. Artur napisał(a):

    Rozmówka palce lizać (wrażenie ogólne dotyczy także pytań :). Postać, hmmm… kontrowersyjna, ale uczciwie – WC słucha się (bo nie czytałem dorobku) z niekłamaną przyjemnością. Pomimo niechęci do bohatera rozmowy…

  2. Bogumiła Jabs napisał(a):

    Świetny wywiad! Bardzo miła lekturka!!!

  3. kosmos napisał(a):

    Polecam każdemu przeczytanie „Gringo wśród dzikich plemion” i „Rio anaconda” – te napisane w przezabawny sposób książki w rękach inteligentnego człowieka potrafią zmienić światopogląd. Zdecydowanie najlepsze książki podróżnicze jakie dane mi było przeczytać-a czytałem sporo.

  4. 123 napisał(a):

    “spotkanie z ciekawym człowiekiem”??? Oj, Panie Cejrowski 🙂 Poszedł Pan po bandzie :-)Jest zasadnicza różnica pomiędzy „ciekawym człowiekiem” a „dziwakiem”.

  5. Wally napisał(a):

    Postać kontrowersyjna?- jak dla kogo. Dla mnie jest to człowiek, który wie co to być dobrym Polakiem, dobrym chrześcijaninem, dobrym człowiekiem. Facet z (normalnymi) zasadami, którym jest wierny. I słucha/czyta/ogląda mi się go z przyjemnością, tym bardziej, że wiem, że ten człowiek nie udaje kogoś kim nie jest, jak wielu „gwiazdorów”.

  6. Tatry napisał(a):

    Bardzo interesujący i wciągający wywiad!

  7. gsf napisał(a):

    Do 123: Też tak myślałem, uważałem tego gościa za przygłupa i bardzo go nie lubiłem. W pewnym momencie dziewczyna zaciągnęła mnie siłą na jego spotkanie. Powiem szczerze że byłem w szoku. Naprawdę rewelacja. Spodziewałem się głupiego i kontrowersyjnego gadania, a było naprawdę super. Żadnej polityki, żadnej religii – po prostu luźna bardzo przyjemna gadka na wysokim poziomie. Naprawdę bardzo polecam jeśli ktoś ma okazję pójść na takie spotkanie – nawet jak gościa nie lubicie to żałować nie będziecie.

  8. Kamil napisał(a):

    Poglądy Pana Cejrowskiego -zwłaszcza te dotyczące wartości chrześcijańskich, roli kobiet, małżeństw w dzisiejszym swiecie są w mojej ocenie takim potwornym betonem i konserwą, że trudno ich słuchać. Jego buta i arogancja wystawiają mu bardzo słabą ocenę a i program WC kwadrans był jawnym gwałtem na intelekcie ale.. jako antropolog jest niesamowicie interesujący, profesjonalny i oglądam go bez mrugania oczyma- żeby nic nie przeoczyć.Kawał świetnej roboty.Poza tą rolą niestrawny.

  9. Borsuk napisał(a):

    (od autora: tutaj zdradzę, że pytania zadawałem drogą mailową, dlatego też WC mój błąd wyłapał. Gdybyśmy rozmawiali telefonicznie odpowiedź brzmiałaby pewnie inaczej) – to mi się nie podoba… dałeś dupy, nie próbuj się z tego wykpić 😛 Ten błąd widać z daleka i nie dziwię się że pan Wojciech się przyczepił 😛 Myślę że gdybyście rozmawiali telefonicznie odpowiedź brzmiałaby właśnie tak samo 🙂

  10. gramuzyka napisał(a):

    @Borsuk: Kto wie, być może brzmiałaby tak samo. Nie twierdzę, że nie.