platforma blogowa portalu głos koszaliński

London Elektricity „Yikes!”. Elsa Esmeralda wymiata!

„Yikes!” ostatni album DJ-a  ukrywającego się pod pseudonimem London Electricity to kolejna płyta z gatunku Drum N’Bass, którą ostatnio wrzuciłem na ucho. I muszę znowu przyznać, że to bardzo fajne granie. Szczególnie ze względu na śpiewającą tu Elsę Esmeraldę.

London Elektricity - Yikes!

London Elektricity - Yikes!

Album podrzucił mi jakiś czas temu Kriba. Posłuchałem jej raz, czy dwa i wróciłem do swoich ulubionych gitarowych metalurgii. Ale niedawno postanowiłem trochę od gitar odpocząć. I przypomniała mi się ta płyta.

Na odpoczynek od mocnych dźwięków nadaje się idealnie, bo na „Yikes!” szybkich, zachęcających do szalonego dnb-asowego tańca jest jak na lekarstwo. Do tych nielicznych wyjątków zaliczyć można jedynie baaardzo energetyczny tytułowy „Yikes!” idealnie nadający się do wymiatania na parkiecie i machania rękami (ale trzeba przebrnąć przez ponad 1,5-minutowy wstęp).  Do tańca też nada się „The Plan That Cannot Fail”. CHoć nie należy do jakichś szybkościowców, to napędzający bit i sympatyczna melodyjka na klawiszach zachęca do bujania.

Ale ten album to przede wszystkim klimat i to klimat chilloutowy z pięknymi wokalami niejakiej Elsy Esmeraldy. Przy słuchaniu tego albumu zacząłem się zastanawiać skąd DrumN’Bassowcy takie wokalistki (bo na przecudnie śpiewające panie, a także panów zwróciłem już wcześniej na innych płytach polecanych mi przez Kribę).

Posłuchajcie choćby pierwszego na albumie „Elektricity Will Keep Me Warm”, gdzie do świetnych plam pianina wzbogaconych jak najbardziej dnb wolnym bitem Elsa rewelacyjnie czaruje swoim wokalem.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=zgrpoyV-AfU[/youtube]

Przecudny utwór! I na szczęście Elsę można usłyszeć na niemal co drugim kawałku na „Yikes!”. Najlepiej wypada na niemal idelanie balladowatych numerach, bo okazuje się w tym gatunku muzycznym jest miejsce i na takie kawałki. Weźmy np. „Fault Lines”, który jest przeokrutnym flakiem w sam raz na kolację we dwoje i coś po tym…W podobnym klimacie utrzymany jest też „Invisible Worlds”, który kojarzy mi się trochę z klimatami Morcheeby, albo „Love The Silence”.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=edjTeY5ZSfQ[/youtube]

A taki numer „U Gotta Be Crazy”? Tytuł sugerowałby, że to szybki numer. Ale nie… Chyba w dnb szaleństwo polega na tym, że zamiast pełnego tempa wymiatacza, robi się numer spokojny.

Albo „Had A Little Fight”… Też nie przypomina numeru, którym by można zilustrować walki, czy też waleczki. To niespieszny numer z fajnymi spokojnymi klawiszami, z elementami elektroniki, a do tego nie za szybki bit, w którym werbel nabija tempo do spółki z nieco synkopowaną stopą.

Warto tu też dodać, że London Elektricity znany jest z tzw. liveactów. I taką małą próbkę dnb granego na żywo mamy też na jego ostatnim albumie. W numerze „Round The World In A Day” wyraźnie słychać żywe instrumenty: perkusję, gitarę, bas i klawisze. No i oczywiście na żywo śpiewa tu także Elsa Esmeralda, bez której ta płyta nie byłaby tak miodna.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=0raqUkZJSzg[/youtube]

Tracklista:

1. Elektricity Will Keep Me Warm (featuring Elsa Esmeralda)
2. Meteorites (featuring Elsa Esmeralda)
3. Had a Little Fight
4. The Plan That Cannot Fail
5. Yikes!
6. Fault Lines (featuring Elsa Esmeralda)
7. U Gotta B Crazy
8. Round The World In A Day (featuring Elsa Esmeralda)
9. Love The Silence (featuring Elsa Esmeralda)
10. Flesh Music
11. Invisible Worlds (featuring Elsa Esmeralda)

autor: Mariusz Rodziewicz

kontakt: mariusz.rodziewicz@mediaregionalne.pl

 

Komentowanie wpisu jest wyłączone.