platforma blogowa portalu głos koszaliński

RDM o muzyce: – To jak wstawanie rano [wywiad]

Jakub RDM Legan, raper ze Szczecinka poczęstował mnie ostatnio swoją nową płytą. Pogadaliśmy więc trochę o muzyce, którą robi.

RDM

RDM

gramuzyka: – Miałem okazję słuchać już trzy płyty Twojej produkcji. Ile masz ich wszystkich?

RDM: – Nie wiem dokładnie… 11, albo 12. Trudno to policzyć.

gramuzyka: – Między ostatnim, a przedostatnim albumem było zaledwie 3-4 miesiące przerwy. Szybko zabrałeś się do roboty po ostatnim wypuście.

RDM: – „Comę” nagrywałem przez 2 miesiące.

Są takie chwile, kiedy przychodzi pomysł na materiał i muszę go od razu zrealizować. Jeśli tego nie zrobię, zacznę się nad tym dłużej zastanawiać, to dochodzi do momentu, kiedy wszystko zaczyna się rozmywać.

Dlatego kiedy mam pomysł od razu siadam, robię podkłady, piszę teksty.

gramuzyka: – Ostatni pomysł dotyczył…

RDM: – Został wywołany przez dosyć znany wszystkim powód, bo przez kobietę. Postanowiłem, że napiszę o uczuciach. A że staram się patrzeć na sprawy szerzej, więc opisałem ogólnie relacje międzyludzkie, ludzi pochłoniętych przez konsumpcjonizm, przez reklamy, internet. Wielu żyje właśnie jedną nogą w sieci, w płytkim życiu. I w odróżnieniu od tekstów z poprzednich płyt postawiłem na prosty przekaz, żeby ludzie od razu zrozumieli, o czym rymuję.

gramuzyka: – Kiedy siadasz do robienia nowego kawałka co jest pierwsze, tekst, czy muzyka?

RDM: – Najczęściej najpierw jest sampel, albo od pewnego czasu melodia zagrana na gitarze. Dopiero potem dodaję bas i bębny. Czasami jest na odwrót, ale wtedy jest ryzyko, że tekst wcześniej napisany nie do końca pasuje do muzyki.

gramuzyka: – W jakich warunkach nagrywasz? Masz studio?

RDM: – Jestem minimalistą. Nie mam wielkiego studia. Nie interesuje mnie posiadanie nie wiadomo jakiego sprzętu, konsoli itp. Nagrywam w domu. Wystarczy mi do tego komputer, mikrofon i gitara. Jak to mówił John Lennon, jeśli muzyka jest dobra, to nieważne w jakich warunkach powstawała, jak została nagrana.

Nie jestem też fachowcem od miksu i masteringu. Robię tylko taki wstępny mastering, żeby przy puszczaniu mojej muzyki nikomu nie rozwaliło membran w głośnikach.

gramuzyka: – Kiedy robisz muzykę to z myślą o jakim słuchaczu?

RDM: – Zawsze mam na myśli wszystkich ludzi, którzy będą mieli okazję jej posłuchać, ale w pierwszej kolejności to mi musi się ona podobać. Potem trafia do moich przyjaciół, znajomych i – mam nadzieję – także do innych zupełnie mi obcych słuchaczy.

gramuzyka: – Jak zacząłeś swoją przygodę z muzyką? Od razu to był hip-hop?

RDM: – Zamiłowanie do muzyki przejąłem po ojcu, który był gitarzystą. Od dzieciństwa w domu można było usłyszeć Led Zeppelin, Black Sabbath i inne tego typu kapele. Był czas, kiedy bardzo lubiłem muzykę Queen. Już w dzieciństwie tata zabierał mnie do szkoły, gdzie był jakiś sprzęt rejestrujący dźwięk i tam nagrywałem jakieś swoje śpiewy „po angielsku”.

Nie był więc to od początku hip-hop. Dopiero w 2001 rok, kiedy na topie był Peja i jego „Jest jedna rzecz, dla której warto żyć” stwierdziłem, że w tym kierunku powinienem pójść. Z czterema przyjaciółmi założyliśmy skład, ale to się dość szybko rozpadło. Wtedy jednak to było tak bardziej „dla jaj”.

Dopiero od 2006 roku podchodzę do tego poważniej. Teraz jednak zauważam, że rap – jak każdy gatunek muzyczny – ma swoje ramy, a ja lubię je przekraczać. Hip-hop zaczął mnie blokować, blokować sposób wyrażania swoich myśli, swoich uczuć. Dlatego zacząłem grać bluesa i wplatać żywe instrumenty do swojej muzyki.

gramuzyka: – Jak na człowieka, który robi bardzo dużo muzyki, nie widać Cię na scenie. Nie lubisz występować?

RDM: – Lata temu jeszcze w Szczecinku miałem możliwość występowania, ale były to propozycje zagrania np. na finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie interesowało mnie jednak granie dla przypadkowych ludzi, dla matek z dziećmi itp. Pierwsze swoje koncerty zagrałem niedawno w Sianowie i Koszalinie, podczas akcji zbierania pieniędzy na zniszczone przez pożar sianowskie gimnazjum. Pierwsze wrażenie miałem bardzo pozytywne, choć nie jestem z tych, co potrafią ze sceny krzyczeć „Zróbcie hałas”, czy „Ręce w górę”.

Jednak ostatnio znowu występowałem w Koszalinie i stwierdziłem, że to nie dla mnie. Takie występowanie „na czczo” przed ludźmi, którzy nie znają mojej muzyki i nie wiem, czy to, co rymuję w ogóle do nich dociera.

gramuzyka: – Jakie masz plany związane z muzyką?

RDM: – Dla mnie muzyka jest jak wstawanie rano, czyli to nierozerwalna część mojego życia. Moje marzenia są więc oczywiście związane z wydaniem legalnej płyty. A czy to będzie rap, czy gitarowa płyta? To już sprawa drugorzędna.

Każdy chyba ma marzenia zostania gwiazdą, osobą popularną. Problem jednak polega na tym, że teraz pojęcie gwiazdy jest zupełnie inne niż kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. Teraz gwiazdą człowiek może stać się z niczego, teoretycznie każdy może nią zostać. Kiedyś było zupełnie inaczej. Artystą nie stawało się ot tak. Hip-hop i grunge to zmienił. Okazało się, że każdy zwykły człowiek może stać się gwiazdą, co prowadzi do obniżenia wartości muzyki jaką tworzy.

gramuzyka: – A jeśli nie muzyka, to co? Studiujesz dziennikarstwo…

RDM: – Dziennikarstwo to także moja wielka pasja. Kończę teraz studia dziennikarskie na Politechnice Koszalińskiej. Po zdobyciu licencjatu chcę kontynuować studia magisterskie w tym kierunku we Wrocławiu. Chciałbym zostać dziennikarzem muzycznym prowadzącym autorską audycję.

Bardzo mnie to interesuje. Miałem praktyki w Radiu Eska i w Radiu Koszalin.Poznałem tam pana Sylwestra Podgórskiego, widać, że oprócz pracy w radiu muzyka to dla niego pasja i lubi pomagać innym w rozwijaniu tej pasji. Czuje do niego ogromną wdzięczność i cieszę się że można spotkać takich ludzi.

gramuzyka: – Życzę Ci w takim razie kariery muzycznej, albo radiowej. Zobaczymy na co padnie 🙂

Komentowanie wpisu jest wyłączone.