platforma blogowa portalu głos koszaliński

Leszek Możdżer: – Muzyka to najlepsza używka [wywiad]

Leszek Możdżer, znany pianista jazzowy zagra w sobotę 2 kwietnia w Koszalinie.  Przed koncertem opowiedział mi o swojej fascynacji muzyką. Bardzo różną: od klasyki do… Papa Dance.

Leszek Możdżer

Leszek Możdżer

gramuzyka: – W sobotę zagra Pan w Koszalinie. Co będzie można usłyszeć podczas tego koncertu? Tylko utwory z solowych płyt? Czy może też coś z innych produkcji, np. z Danielsonem i Fresco? Może coś Chopina?

Leszek Możdżer: – Podczas każdego recitalu kreuję przebieg koncertu spontanicznie, nigdy nie ustalam repertuaru wcześniej. Gram po prostu to, na co mam w danej chwili ochotę. Duży wpływ na moje decyzje ma atmosfera panująca na widowni oraz to, jak rozwinie się utwór, który właśnie skończyłem grać.

Mam oczywiście jakiś zestaw stałych tematów, na których opieram swój występ, ale jestem muzykiem improwizującym, więc czasami utwór, który w założeniu miał być delikatny staje się żarliwą kaskadą dźwięków. Nigdy nie wiem jak potoczy się improwizacja. Zdarza mi się utwory smutne wykonywać na wesoło i na odwrót. To najbardziej kocham w jazzie – daje mi pełną swobodę, mogę grać to, co chcę.

gramuzyka: – Podczas ostatniego koszalińskiego występu zagrał Pan cover Nirvany, „Smels Like Teen Spirit”. Ma Pan w zanadrzu inne tego typu perełki niekoniecznie związane z ogólnie pojętą muzyką klasyczną?

Leszek Możdżer: – Zdarza się, że gram jakiś szlagier albo klasyczny utwór Bacha czy Lutosławskiego. Jednak utwory klasyczne wymagają wcześniejszego przygotowania. Nie miałbym odwagi zagrać publicznie utworu klasycznego, którego nie przećwiczyłem.

Czasami podczas koncertu przychodzi mi do głowy jakaś melodia, więc ją po prostu gram. Znam sporo tematów zarówno z repertuaru muzyki jazzowej jak i popularnej, myślę, że każda melodia może być przekonująca, jeżeli zagra się ją z uwagą i starannością. Na fortepianie czasami wystarczy dopilnować artykulacji i precyzji uderzenia, a muzyka sama zaczyna płynąć wartkim nurtem. Nie wiadomo skąd się wzięła muzyka i po co się ją wykonuje, ale wiem, że jeżeli gram starannie, to wtedy wszystko zaczyna się układać.

gramuzyka: – Czy zeszły rok – rok chopinowski – był jakoś szczególnie pracowity dla Pana jako pianisty?

Leszek Możdżer: – Zagrałem ponad sto pięćdziesiąt koncertów w zeszłym roku, więc na pewno był to dla mnie bardzo pracowity rok. Ma to swoje dobre strony – nareszcie jestem w dobrej formie. Udało mi się odzyskać elastyczność mięśni dłoni, którą miałem jako dwudziestolatek. Cały czas chcę podnosić swój poziom. Widzę czasem wspaniałych pianistów, którzy z biegiem lat tracą swoje brzmienie, bo przestają ćwiczyć. Wiem, że granie na fortepianie to nie wszystko, ale zdaję sobie sprawę, że jeżeli stracę precyzyjne uderzenie to stracę wszystko. Moim atutem jest brzmienie i muszę je ciągle pielęgnować. Dłonie co prawda grają same, ale niech grają tak, jak ja chcę, a nie tak, jak im wygodnie.

gramuzyka: – Po przejrzeniu Pana dyskografii, na której w sumie znalazło się już około 80, czy nawet 100 albumów, to chyba każdy rok jest pracowity. Jak Pan to robi? Udaje się znaleźć czas dla siebie?

Leszek Możdżer: – Muzyka jest miłością mojego życia. Ona mnie odżywia, ubiera, płaci moje hotele i przeloty, sprawia, że jestem interesujący dla ludzi, dzięki niej wstaję rano, to dla niej chcę być trzeźwy, zdrowy i silny. Kiedy komponuję muzykę do jakiegoś filmu, rano budzę się cały gorący.

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem swoją własnością, bo nie wiadomo dlaczego bije moje serce i skąd biorą się myśli w mojej głowie. Publiczność płaci za muzykę pieniędzmi, artysta własnym życiem i dla obu stron jest to opłacalne. Żyć dla muzyki, a nie z muzyki – to jest sentencja Krzyszofa Komedy która mi przyświeca. Próbowałem w życiu różnych używek i muzyka zdecydowanie wygrywa. Jest najlepsza. Dlatego nagrałem tyle płyt. I to jeszcze nie koniec, dopiero zaczynam się w niej zakochiwać na dobre.

gramuzyka: – Przeglądając wywiady z Panem, to raczej wiele o życiu prywatnym nie można się z nich dowiedzieć. Zdradzi Pan jakieś swoje tajemnice? Może o partnerce, kandydatce na żonę? Jeśli taka jest…

Leszek Możdżer: – Robię muzykę i to jest dla mnie najważniejsze. Kobiety przychodzą, odchodzą, a muzyka zostaje. Dużo zawdzięczam dziewczynom, z którymi byłem blisko. Kobiety to istoty mądre, ale często uważają, że muszą być przebiegłe, żeby przetrwać. To jest moim zdaniem założenie, które bardzo komplikuje im życie.

Mężczyźni wbrew obiegowej opinii też nie są tacy głupi i nieprawdą jest, że są prości w obsłudze i nie potrzebują gry wstępnej. Sporo czasu upłynęło zanim rozeznałem się w różnych kobiecych sztuczkach typu szpilki czy dekolt, ale i tak jest nieźle, bo niektórzy dają się na to nabierać aż do późnej starości. Nie wierzę w to, że istnieje idealna kobieta dla której warto by nauczyć się jeździć na białym rumaku.

gramuzyka: – Taka kobieta musiałaby sobie radzić z tym, że pierwszą miłością Leszka Możdżera jest muzyka.

Leszek Możdżer: – Jeżeli ktoś chce być najważniejszy dla drugiej osoby, to chyba ma coś nie tak z piątą klepką. Dobrze dogaduję się z kobietami, które mają własne sprawy i pielęgnują w sobie zaufanie do procesu życia. Mam w sobie sporo cech kobiecych, łatwo ulegam emocjom, jestem niestety chorobliwie wrażliwy, ale ostatnio poprzez uważną samoobserwację badam z czego są zrobione emocje i dochodzę do wniosku, że radość i rozpacz zrobione są z tego samego.

gramuzyka: – Kiedy miał Pan 5 lat, to rodzice „wymyślili”, żeby rozpocząć naukę gry na fortepianie i rezygnując z auta kupili pianino. Czy były myśli, żeby zająć się czymś innym? Może przejść na gitarę, albo w ogóle zrezygnować z muzyki?

Leszek Możdżer: – Nigdy nie przyszło mi do głowy żeby rezygnować z muzyki. Czasami mam dosyć życia w ogóle, ze wszystkimi jego uzależnieniami i emocjami, ale po przebłysku takiej myśli natychmiast przywołuję się do porządku. O tym żeby porzucić muzykę nie pomyślałem nigdy. Zresztą ostatnio myślenie zaczynam w ogóle traktować z dystansem, staram się nie domyślać swoich myśli do końca.

gramuzyka: – Co kupiłby Pan swojemu dziecku? Też pianino? A może mooga, sampler, czy też raczej deskę kreślarską?

Leszek Możdżer: – Musiałbym najpierw poobserwować dziecko, żeby zorientować się jakie ma zainteresowania. Na pewno wolałbym kupić dziecku plastikowy instrumencik, niż plastikowy pistolecik.

gramuzyka: – Współpracował Pan już z tak wieloma artystami – i to z różnych gatunków: jazzowymi, hip-hopowymi, rockowymi, nawet deathmetalowymi. Jest jeszcze ktoś z kim nie udało się zagrać, a bardzo by się chciało? Może którąś ze współpracy wspomina Pan szczególnie miło?

Leszek Możdżer: – Lubię grać z Zoharem Fresco i z Larsem Danielssonem. Ale to chyba wynika głównie z faktu, że po prostu lubię grać. Po tym świecie kręci się sporo muzyków, zawsze jakoś się odnajdziemy w tłumie. Jedni grają głośno, inni cicho, jedni siarczyście inni delikatnie. Z różnymi ludźmi grałem i z różnymi jeszcze będę grał.

Cały czas rozglądam się i patrzę co kto gra i na czym. Jesteśmy ćpunami muzyki i interesuje nas najlepszy towar. A jak już całkiem nie mam wyboru, to gram z kimkolwiek, byle sobie pograć.

gramuzyka: – Czytałem, że ma Pan słabość do twórczości Papa Dance. A muzykę Piotra Rubika może Pan lubi?

Leszek Możdżer: – Mam słabość do muzyki w ogóle, nazwiska niezbyt mnie interesują. W twórczości Papa Dance jest parę smakołyków, u Piotra Rubika również.

Słucham linii basu, słucham jaki jest pogłos na werblu, słucham w jakich interwałach zbudowana jest melodia. Sugeruje Pan, że sosna jest wspaniałym drzewem, a modrzew już nie? Każda muzyka ma swojego odbiorcę i każdy wydany dźwięk ma prawo bytu.

gramuzyka: – Pytam o to w kontekście pewnej wypowiedzi, którą kiedyś przeczytałem w wywiadzie z Marcinem Maseckim. Pytający go o Pana dziennikarz powiedział, że Możdżer jest po trosze Rubikiem fortepianu. To raczej nie był komplement.

Leszek Możdżer: – Przyzwoita gra na fortepianie wiąże się z opanowaniem wielu umiejętności. Nie wiem czy panu dziennikarzowi chodziło o moją repetycję, odskok palca, czy technikę kiściową, a może o nieumiejętną, bądź umiejętną grę legato.

Wie Pan, nas tam w Akademii Muzycznej nauczyli mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, więc pewnie Pan dziennikarz wychwycił jakieś podobieństwa. Najprawdopodobniej chodziło mu o to, że obaj czasem używamy równoległych tercji, ale proszę mi wierzyć, to się zdarza nawet najlepszym.

Komentowanie wpisu jest wyłączone.