platforma blogowa portalu głos koszaliński

Mjut i „Akcja ratowania ślimaków”. Rock mocno elektroniczny

„Akcja ratowania ślimaków” to propozycja dla tych, którzy lubią spokojny, melancholijny, lekko psychodeliczny rock mocno doprawiony elektroniką.

Mjut - Akcja ratowania ślimaków

Mjut - Akcja ratowania ślimaków

Mjut z nazwy znany od lat

Z nazwą zespołu po raz pierwszy zetknąłem się kilka lat temu, mniej więcej w 2005-2006 roku. Był to czas, kiedy grałem jeszcze w zespole Niekret i rozsyłaliśmy swoje zgłoszenia na przeróżne festiwale i przeglądy. To samo  robił wtedy także Mjut. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek zagraliśmy na tych samych imprezach, ale nazwa – mocno charakterystyczna musicie przyznać – zapadła mi w pamięć.

Muzyczne zaskoczenie

Kiedy więc dowiedziałem się, że Mjut  wydał płytę sięgnięcie po nią stało się dla mnie przyjemnym obowiązkiem. To, co usłyszałem na „Akcji ratowania ślimaków” mocno mnie zaskoczyło. Po takiej nazwie zespołu i tytule płyty, które kojarzyły mi się raczej wesoło spodziewałem się pełnej optymizmu, energicznej muzyki.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=3JK8ZQVQmIA[/youtube]

Tymczasem album niemal od początku do końca to zestaw utworów mocno melancholijnych, klimatycznych, wprowadzających w błogi, choć jednocześnie nieco niespokojny nastrój. Gitary elektryczne najczęściej na czystym  brzmieniu, albo akustyki grają najczęściej spokojne melodie, czasami przechodząc tylko w mocne, grane na riffach dźwięki. Całość uzupełnia klimatyczny głęboki bas i proste, ale interesujące perkusyjne bity. A do tego elektronika, duuuużo elektroniki: syntezatorów, sampli i loopów.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=I96DWMqiLNk[/youtube]

I jeszcze śpiewny, szepczący do ucha słuchacza wokal. Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że nie zwróciłem uwagi na teksty, ich przesłanie. Wielokrotnie już słuchałem tej płyty i próbowałem się na tym skupić, ale po kilku wersach „odpływałem” i skupiałem się na sączącej się powoli muzyce.

Może to dlatego, że kompozycje kapeli nijak się mają do piosenkowego stylu. Nie da się w ich utworach wyłowić zwrotek, refrenu, bo ich zwyczajnie nie ma. Każdy utwór to osobna muzyczna opowieść, a cała płyta to jedna wielka muzyczna historia. O czym? Trudno mi powiedzieć. O melancholii może?

Mjut inspirowany

A z czym można porównać Mjut? Z jakich klimatów czerpią inspirację? Jak zwykle podczas słuchania zacząłem szukać porównań z innymi zespołami. I wyszło mi, że zespół spokojnie mógłby grać na jednej scenie z Myslovitz na przykład. Myślę też, że nieźle znaleźliby się także wśród trip-hopowych zespołów. Natomiast przed Deftones‚ami może niekoniecznie mogliby grać, ale w utworach Mjut’a wyraźnie słychać klimat podobny do tych spokojniejszych dokonań Chino Moreno i spółki.

 

Komentowanie wpisu jest wyłączone.