platforma blogowa portalu głos koszaliński

Black River i ich śmieci

Black River to od dłuższego czasu mój ulubiony polski zespół gitarowy. Musiałem więc sięgnąć po ich ostatni wypust – „Trash”.

Black River - Trash

Black River - Trash

KLIKAJ, KUKAJ >>> GRAMUZYKA ON FACEBOOK

O Black River mogę pisać same pozytywy. To dobry, bardzo dobry gitarowy band, z mocnymi, melodyjnymi riffami,  świetną perkusją, no i eleganckim wokalem. I nie można się temu dziwić, skoro w skład zespołu wchodzi m.in. wokalista Maciej Taff, znany fanom metalowego grania z Rootwater (oraz Neolithic, na którego gruzach Black River powstało), basista Tomasz „Orion” Wróblewski (tak, to ten z Behemotha, ale też Neolithic), czy perkusista Dariusz „Daray” Brzozowski, który tłucze w gary też w Dimmu Borgir.

Po takim zestawie muzyków, których wspierają nie mniej utalentowani gitarzyści Piotr „Kay” Wtulich i Artur „Art” Kempa można by było się spodziewać wybuchowej mieszanki black i death metalu. Oczywiście  Black River to mieszkanka wybuchowa, tyle że hard rocka i thrash metalu (pierwsza płyta „Black River” jest bardziej thrashowa, druga „Black’N’Roll” bardziej hard rockowa).

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=2ORm-tvdJU4[/youtube]

A jaki jest album „Trash”? Połączeniem obu poprzednich albumów, bo to tak naprawdę kompilacja utworów-odpadów, które nie weszły na dotychczasowe płyty. Co nie oznacza, że to słaba płyta. Jest na niej prawdziwy gitarowy ogień! No i można zabawić się w zgadywanki: który utwór miał trafić na „Black River”, a który na „Black’N’Roll”.

„Out Of Control” ma szybki refren i melodyjny refren. Celowałbym, że miał się znaleźć na pierwszym albumie. Albo „Desert Rider”… Ten bardziej pasuje mi do „Black’N’Roll” – nie ma tu jednak wokalu i tylko można sobie wyobrazić, jak Taff do niego by zawył.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=hjdOGvzotUc[/youtube]

Z kolei przy nieco wolniejszym, ale bardziej mrocznym „Symmetry” obstawiałbym debiut. „American Way” też bym tu wrzucił. Ale – jak każdy – mogę się mylić. Bo być może zostały wywalone dlatego, że nie pasowały ani do jednej, ani do drugiej płyty…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=8JvgTn-ckt0[/youtube]

Co jeszcze znajdziemy na „Trashu”? Dwie wersje utworu „Free Man” znanego już z debiutu. Tutaj zagrany akustycznie oraz… akustycznie z dodatkiem orkiestry. Dobre wersje (Black River już numerem „Silence” pokazał, że ich kawałki bronią się w aranżu „bez prądu”), ale szkoda, że niewiele różniące się między sobą. Do tego dochodzą jeszcze odmieniona wersja utworu „Lucky In Hell” (tutaj jako „Unlucky In Hell”) trzy utwory znane z poprzednich albumów w wykonaniach koncertowych.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=OO1KoUaTXBw[/youtube]

Czyli prawdziwy śmietnik. Śmietnik z ciekawymi odpadkami. Po cichu liczyłem jednak na więcej utworów (a jest ich tu 5 na 11 – kilkunastosekundowego „Locomotiv” zawierającego jakieś brzęki nie liczę), których wcześniej jeszcze nie słyszałem. Jako fan Black River cieszę się jednak i z tego dobrodziejstwa!

PS. Utwory wklejone w ten wpis nie pochodzą z płyty „Trash”, ale z poprzednich płyt. Posłuchajcie, może zajaracie się tym graniem!

2 komentarze do “Black River i ich śmieci”

  1. fiodor napisał(a):

    zupelnie nie rozumiem tego posuniecia. brak kasy? mysle ze czlonkowie tego zespolu nie narzekaja na to. nie sluchalem jeszcze, ale mysle ze to kiepski album skoro sa na nim utwory, ktore nie znalazly sie z wiadomych przyczyn na poprzednich krazkach (czyt. byly za slabe). poza tym fajnie by bylo gdyby Taff w koncu przezwyciezyl chorobe i ruszyli w trase, bo jeszcze nie mialem okazji ich zobaczyc (bardziej zalezaloby mi na rootwaterze w sumie) 🙂

  2. gramuzyka napisał(a):

    kiepski album? tak, jeśli brać pod uwagę, że tylko 5 utworów to zupełne nuwelasy. Bo pozostałe 7 to takie „popłuczyny” – wersje koncertowe, wersje alternatywne, akustyczne. Ale te 5 kawałków, których wcześniej nie wydano – dają radę, dobre są! A faktycznie można zastanawiać się nad celowością wydania tego albumu. ale skoro wspominasz chorobę Taffa. Widocznie na razie nie tylko nie może wyruszyć w trasę, ale i nagrywać. W innym przypadku pewnie by nagrali nową płytę, a tak starają się pewnie fanom przypomnieć, no i trochę zarobić też. Cóż… Biznes Jest Biznes!