platforma blogowa portalu głos koszaliński

Pampeluna – ostra porcja latino metalu

Koszalińska Pampeluna musiała wypruwać sobie flaki przy pracy nad debiutanckim krążkiem. Dlaczego tak sądzę? Bo na „La Curva” znalazłem kawał mocno przyprawionego metalowego mięcha.

Pampeluna - La Curva

A teraz uściślę: to kawał trash metalowego, momentami nawet death metalowego i hard core’owego mięcha (w klimacie Sepultury, Biohazard, Fear Factory) podanego w gorącym, ostrym latynoskim sosie.

Bez schematów

Pierwsze, co mi się w Pampelunie spodobało to fakt, że tworząc swoje numery wyszła daleko poza schemat piosenkowy: zwrotka – refren – zwrotka – refren – przerywnik – refren. Składniki te są przez muzyków miksowane w sposób dowolny. Zdarza się, że na refren trzeba poczekać aż do końca numeru, a przerywniki pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach.  A do tego solóweczki, które w nu-graniu nie są tak częstymi elementami utworów. Najlepszymi na to przykładami są chociażby numery „Companeros Bomberos”, czy „La Gira”.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=2Sk4-EUkQpI[/youtube]

Trzy paszcze

Kolejnym dobrym posunięciem Pampeluny było „wyrzucenie” frontmana, a „zatrudnienie” trzech drących paszczę wokalistów. Dzięki temu i tak już mocne gitarowo numery dostają dodatkowego kopa. Wystarczy posłuchać tekstów wykrzykiwanych przez trzy zdarte gardła. Po prostu MOC!

Garowy na szóstkę z plusem

Byłbym niesprawiedliwy, gdybym choć nie wspomniał o perkusiście, który również sporo się napracował przy garach, żeby ta latynoska muzyczna potrawa była jeszcze ostrzejsza. Facet miesza pałkami na werblu, przejściówkach, kotłach i talerzach jak rasowy kucharz – niczym bezkompromisowy Gordon Ramsay (mam nadzieję, że tym porównaniem perkusisty nie urażę). No i jeszcze megaszybka podwójna stopa, z której sypią się dźwięki jak z karabinu maszynowego, lub – kontynuując porównania kulinarne – te przy wysypywaniu kartofli ze 100 kilowego wora.

Trochę za dużo

Żeby nie było tak zupełnie słodko, to tylko dorzucę, że tej latynoskiej potrawy jak dla mnie na płycie jest trochę za dużo. Osobiście wyrzuciłbym ze trzy utwory – np. nieco słabsze „1 2 3”, „Tabula Rasa” i jedną „Tequilę” (na płycie są dwie wersje tego utworu) – i  czułbym się syty, a nie tak przejedzony.

PS. Jeszcze tylko słówko o tekstach. Ciekawe, czy w Mexico City by skumali, o co chłopakom biega. Oczywiście wyjazdu na koncert do tego miasta serdecznie życzę!

PS2: Płytę można kupić w Internecie – http://pampeluna.otwarte24.pl/

6 komentarzy do “Pampeluna – ostra porcja latino metalu”

  1. Jędrzej napisał(a):

    Grafomania.

  2. gramuzyka napisał(a):

    Dziękuję! I pozdrawiam. gramuzyka

  3. Bambino Roger napisał(a):

    pomysł śmierdzi brujeri’ą ale kij tam, ważne że nie popelina. A pro pos… słyszał Ty nową Hole już? I dlaczego nie napiszesz nic o zacnych Broken Betty?

  4. gramuzyka napisał(a):

    Brujeria… Faktycznie, coś w tym jest… „Dziury” nie słyszałem, a Broken Betty? Trzeba będzie wspomnieć, fakt!

  5. Franz napisał(a):

    Na podstawie nagrań na myspace to ja nie wiem czy o tej samej brujerji mówimy 🙂 Płyty całej nie słyszałem. Inne rytmy, inne gitary i w ogóle pampeluna więcej melodii ma a mniej brutalności. (dobrze, że przez utwór z 4P do Liroya nie ma porównań :)) Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś z Koszalina wydał płytę i gra koncerty w całym kraju i jak sądzę po wtorkowym koncercie w kreślarni, całkiem nieźle to wychodzi jak na tak młody zespół.

  6. gramuzyka napisał(a):

    W porównaniu z Brujerią chodzi zapewne bardziej o pomysł z wykorzystaniem latino języka. Brujeria jest oczywiście bardziej brutalna – jak to się wyraziłeś. Zresztą – jak już ktoś mi powiedział – każdy muzyki słucha trochę inaczej i można mieć różne skojarzenia. Fakt pozostaje faktem – Pampeluna nagrała bardzo dobry krążek. Czego szczerze gratuluję!