platforma blogowa portalu głos koszaliński

Czesław (znowu) Śpiewa na Pop-owo

Po bardzo udanym „Debiucie” Czesław Śpiewa wraca z nowym krążkiem. Czy to powrót udany?

Czesław Śpiewa - Pop

Kiedy Czesław Mozil jako Czesław Śpiewa wydał w Polsce swój pierwszy krążek pod nazwą „Debiut” (wcześniej już za granicą wydał płytę z zespołem Tesco Value) narobił sporo zamieszania na skostniałym rynku muzycznym.

„Debiut” był zdecydowanie wydawnictwem innym niż te dotychczas pojawiające się w Polsce. Muzyka na nim zawarta była – hmmm… – alternatywna. Główne melodie zagrane na akordeonie połączone z wieloma akustycznymi instrumentami (np. smyczki, trąbki), a także miejscami z mocną gitarą. Muzyka trudna do sklasyfikowania – połączenie kabaretu, elementów „muzyki cyrkowej” z rockiem. I okazało się, że takich dźwięków brakowało na polskiej scenie. Czesława zaczęli zachwalać wszyscy krytycy i wszyscy zaczęli jego płytę kupować.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=qHqTTSjWBvg[/youtube]

Nagle z alternatywy trafił do mainstreamu.

Teraz wraca z nowym albumem – „Pop”. I nie dosyć, że Czesław Śpiewa nagrał płytę dobrą, to moim zdaniem „Pop” jest jeszcze lepszy niż „Debiut”.

Z jednej strony podobny do poprzedniego, z drugiej od „Debiutu” zupełnie inny.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=S3qZUaKgk9I[/youtube]

To może zacznijmy od podobieństw

Przede wszystkim od razu słychać, że to Czesław Śpiewa. Nie trzeba zaglądać na okładkę płyty, aby upewnić się, że to on. Jego wokal jest tak charakterystyczny, że nie sposób pomylić go z kimś innym.

Miks… wszystkiego!

Znowu na płycie mamy takie pomieszanie klimatów i stylów muzycznych, że w głowie robi się niezły mętlik. Jest i szybko, i wolno. Jest i melancholijnie, i wesoło. Jest ciche „smyranie”, jest „pałer”!

Kabaret; cyrk; bajka-słuchowisko na starym winylu; muzyka dla dzieci (choć teksty raczej dla dorosłych); rock; punk; muzyka (nie)poważna; kicz – takie skojarzenia nasuwały mi się przy słuchaniu „Popu” (wiele z tych słów pojawiało się w mojej głowie także przy  „Debiucie”). Takie połączenie wydaje się niemożliwe, a nawet jeśli możliwe to niestrawne. U Czesława okazuje się i możliwe, i smaczne.

Muzyka jest jak zupa, trzeba ją jeść

W jednym z wywiadów muzyk porównał muzykę do zupy. Serwuje nam ją więc już po raz drugi. I  – jak już napisałem wcześniej – niby tak samo, ale jednak zupełnie inaczej.

Przejdźmy więc do różnic

Jeśli ktoś szuka na tej płycie wielu melodii akordeonowych, to się zawiedzie. Tego instrumentu jest tu bardzo mało, a jeśli już jest to w głębokim tle (oprócz 50-kilkusekundowego „Podziekowania” zaśpiewanego w zasadzie tylko do akordeonu). Na pierwszym planie są dęciaki, smyczki, klawisze – niemal pełen zestaw orkiestrowy. A do tego od czasu do czasu elektryczne gitary.

Muzyka oczywiście jest „tylko” tłem dla opowiadanych historii. W „Debiucie” były to opowieści różnej treści, a „Pop” przeważa uczucie, miłość, kochanie. W bardzo różnych  odmianach i odcieniach: od „będziemy parą ty i ja”, po „kiedy tatuś sypiał z mamą, mama była smutna rano”.

Czesław nie śpiewa tych historii sam (kolejna różnica), pomagają mu w tym Kasia Nosowska, Gaba Kulka, a nawet – uwaga! – Nergal (to ten z deathmetalowego Behemotha, ale więszkość kojarzy go niestety jako chłopaka Dody).

Po angielsku?! Of kors!

Nowością są też teksty w języku angielskim. Początkowo nawet mnie to zdenerwowało (bo wolę, jak na polskich płytach są polskie teksty), ale potem stwierdziłem, że przecież międzynarodowym językiem popowej miłości jest właśnie ten język i nic w piosence miłosnej nie zastąpi słów „I Love You So…”

To „love” podane oczywiście żartobliwie, z przymrużeniem oka, bo „cóż mogę Wam dać, jak nie to la, la, la” – śpiewa Czesław na początku płyty.

Ja tego „la, la, la” chce jak najwięcej.

Komentowanie wpisu jest wyłączone.